
Jest to jedna z czterech powieści i w sumie dziewięciu dzieł o Sherlocku napisanych przez sir Doyle. Odświeżyłam sobie ją niedawno, ponieważ wszystkie szczegóły już dawno wyleciały mi z pamięci. Próbowałam grać w tę grę i dedukować, ale oczywiście poległam. Niczym John Watson siedziałam tylko zdumiona genialnością Sherlocka Holmesa. To samo miałam przy dwunastu opowiadaniach, które wchodzą w skład książki "Przygody Sherlocka Holmesa", pierwszego z pięciu takich zbiorów.
Jak to jest, że nadal trudno było mi odgadnąć rozwiązanie zagadki? Jak to możliwe, że po tylu latach te historie wciąż tak zaskakują i dzięki temu lektura ich to taka świetna zabawa? Czułam się trochę, jak Watson. Z pozoru wnioski, które wyciągał Sherlock wydawały się brać z kosmosu, ale tłumaczenia były do bólu logiczne i aż się człowiekowi momentami głupio robi, że sam na to nie wpadł, co nieodwołanie skutkuje wypłynięciem uśmiechu na twarz.

Mogę Wam tylko polecić obie te historie. Nie będę się wdawać w szczegóły fabuły, ponieważ według mnie są one na to zbyt krótkie, choć to może tylko wrażenie spotęgowane przez format A4 książki, którą czytałam; jednak to jest klasyk i ta właśnie twórczość sir Arthura Conana Doyle'a znajduje się na liście stu książek, które każdy na świecie powinien przeczytać. Zachęcam z całego serca do zapoznania się z nimi i dania szansy niezwykłemu Sherlockowi Holmesowi.