Sherlock - Sezon 1

Dzisiaj postać Sherlocka Holmesa należy do kanonu najbardziej znanych i cenionych postaci literatury. Genialny detektyw rozwiązujący zbrodnie z pomocą swojego przyjaciela doktora Johna Watsona doczekał się bardzo wielu wcieleń, najróżniejszych adaptacji filmowych i serialowych oraz oczywiście mniej lub bardziej zgodnych ekranizacji; wszystkie one jednak obsadzone były w czasach, kiedy 'oryginalny' Holmes żył, czyli w końcówce XIX wieku. Co się jednak stanie, gdyby Sherlock urodził się nie tak dawno i żył w XXI wieku? Czy to zwiastun apokalipsy, a może zapowiedź genialnego serialu?

Fabuła w skrócie: John Watson będący z zawodu wojskowym lekarzem właśnie powrócił z misji z Afganistanu po postrzeleniu. Obecnie uczęszcza na terapię u psycholog, która poradziła mu pisanie o swoich przeżyciach na blogu, jednak on nie potrafi się na to zdobyć i próbuje po prostu jakoś przeżyć każdy kolejny dzień. Pewnego dnia na swojej drodze spotyka starego znajomego Mike'a, który poznaje go z ekscentrycznym Sherlockiem Holmesem obecnie szukającym współlokatora...

Są to tylko pierwsze minuty pierwszego odcinka, a mamy ich prawie dziewięćdziesiąt, co technicznie rzecz biorąc daje trzy filmy, a nie odcinki na sezon. Teraz muszę się do czegoś przyznać. Ludzie od dawna dosłownie truli mi, żebym wzięła się za Sherlocka od BBC. Raz nawet załadowałam sobie odcinek, ale ostatecznie nawet go nie włączyłam. Jednak w końcu zaczęłam oglądać pierwszy odcinek w czerwcu i... sami widzicie, jak się to skończyło. Wystarczy naprawdę jedenaście minut, żeby serial się spodobał widzowi. Wiem, że półtora godzinne epizody mogą odstraszać wiele osób, ale jest ich tylko trzy na sezon i za przeproszeniem czterdzieści minut odcinka jest już w porządku, choć jest ich aż dwadzieścia cztery w sezonie? Tak tylko mówię. Niestety to nie jedyna rzecz, którą chcę wyznać. Przez cały pierwszy odcinek myślałam, że Benedict Cumberbatch(Sherlock Holmes) jest dość szkaradny, choć doskonale wpasowuje się w mój typ. Na moje własne nieszczęście to szybko mija.

Każdy z obecnie trzech sezonów ma po trzy odcinki. Pierwszy z nich zatytułowany jest "Studium w różu", co oczywiście budzi natychmiastowe skojarzenie z pierwszą powieścią, w której pojawia się postać Sherlocka Holmesa, a mianowicie "Studium w szkarłacie". Choć akcja serialu dzieje się w XXI wieku, kiedy to nasz detektyw ma dostęp do komórek, internetu i najnowocześniejszych laboratoriów, to jednak wciąż "Sherlock" jest ekranizacją, a nie adaptacją. Jeżeli czytaliście książki i pamiętacie choć trochę treści, to będziecie pod wrażeniem, jak bardzo trolle(co jest pieszczotliwym określeniem na dwóch scenarzystów serialu) trzymają się książki i w jak pokrętny sposób mimo to potrafią stworzyć tak intrygujący, inteligentny i błyskotliwy serial. Wracając jednak do pierwszego odcinka. Nie znajdziecie tutaj oczywiście żadnych spoilerów, niech Was o to główka nie boli. Chcę Was zachęcić do sięgnięcia po "Sherlocka", a nie zniechęcić.

"Ah! She was clever. Clever, yes! She’s clever than you lot and she’s dead."
Czyli cytat z 1 odcinka, który Sophie chętnie usłyszy na swoim własnym pogrzebie.

Chociaż doktor John Watson dopiero poznał Sherlocka Holmesa to już następnego dnia ląduje wraz z nim na miejscu zbrodni czwartego już z rzędu morderstwa, którego sprawca nie pozostawił po sobie żadnych śladów. Przed jedynym na świecie detektywem konsultantem staje nie lada wyzwanie. Kim jest zabójca i jaki ma motyw? Kiedy ponownie zaatakuje? Sherlock nie może jednak ukryć uśmiechu satysfakcji, ponieważ seryjni mordercy są przecież taaaacy fascynujący. W tym odcinku poznajemy prawie wszystkich najważniejszych bohaterów w serii, o których jednak dowiecie się więcej w kolejnych wpisach. Teraz ważniejszy jest dla mnie fakt, że już w "Studium w różu" dostajemy wgląd w niezwykły umysł Sherlocka Holmesa, jego metody działania oraz dowiadujemy się trochę o przeszłości naszego ekscentrycznego bohatera. Wiem, że nie wszyscy mogą się czuć stuprocentowo przekonani do serialu po obejrzeniu tego odcinka, jednak po drugim nie będziecie już mieli najmniejszej wątpliwości.

W drugim odcinku zatytułowanym "Niewidomy bankier" najbardziej zapadła mi w pamięć muzyka. Nie sama melodia, ale jej oddziaływanie. Odpowiednio dobrany podkład muzyczny według mnie ma wpływ na duszę widza, jakkolwiek by to brzmiało, ponieważ porusza. W "Sherlocku" nie znajdziecie zbyt wiele piosenek, ale za to całą gamę najróżniejszych melodii zaczynając od tych, które budzą trwogę w sercu, poprzez ściskające w dołku nuty, a kończąc na specyficznym motywie przewodnim serialu, który bezwiednie szybko zaczniecie nucić. Tak to już bywa. Drugi epizod oparty jest głównie na opowiadaniu pt. "Tańczące sylwetki", jednak znajdziecie tutaj również wątki związane z powieściami "Dolina trwogi" i w mniejszym stopniu "Znak czterech". Naprawdę polecam przeczytanie sobie tych książek zanim zaczniecie oglądać poszczególne odcinki. Po pierwsze nie są one długie, a po drugie nagle się okaże, że trolle(Steven Moffat, Mark Gatiss) są bardziej inteligentne, niż się wszystkim początkowo zdawało. Dowiecie się również, co dla Sherlocka oznacza randka. Zdecydowanie warto to wiedzieć.

Ostatni odcinek związany jest luźno z krótkim opowiadaniem "Pięć pestek pomarańczy", jednak historia tam zawarta jest w większej mierze wykreowana wyłącznie przez twórców, co szczęśliwie wyszło serialowi tylko na dobre. Sherlock Holmes jest znudzony(nie ma niestety żadnego "miłego" morderstwa, którego zagadkę trzeba rozwiązać!), jednak nie tylko on. Również innej osobie śmiertelnie się nudzi, ona jednak można grać ludzkimi życiami i narobić wiele kłopotów. Rozpoczyna się tytułowa "Wielka gra", a Wy możecie być pewni, że słowa "The game is on" usłyszycie w serialu jeszcze nie jeden raz. W epizodzie jest też pewna rzecz, która sprawiła, że poczułam podziw do wszystkich osób, które śledziły "Sherlocka" od początku. Zakończenie tego sezonu to jeden wielki cliffhanger(że nie wspominając o przegenialnej postaci Moriarty'ego), więc nie mam pojęcia, jak to było potem czekać tyle czasu na kolejny odcinek.

Wiem, że pisałam to przy "Grze o Tron", ale to było zanim poznałam i obejrzałam "Sherlocka". Jest to zdecydowanie i oficjalnie najlepszy serial świata i choć GoT pulsuje się tylko oczko niżej, to jednak powstaje już ta różnica. Przepadłam i to bezpowrotnie, ponieważ moja 'faza' trwa w najlepsze i nigdzie się nie wybiera. I tak już ponad pół roku, a są osoby, które oglądały serial już od pierwszego odcinka i nadal nadają na tej fali. To jest po prostu coś niesamowitego, innego, cudownego z najlepszymi aktorami, których możecie sobie wyobrazić i nie mówię tutaj tylko o dwóch głównych panach, ale również kilku pobocznych bohaterach, którzy szybko skradną Wasze serce. Nawet ci źli. Oczywiście zachęcam do zapoznania się z "Sherlockiem" z całego serca(choć pewnie wiele osób sięgnie dopiero po kilku miesiącach i potem będzie miało wyrzuty do świata, że nie zaczęli tego wcześniej oglądać; znam to z autopsji). Muszę tylko Was ostrzec. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że pokochacie "Sherlocka" i będziecie bardzo przeżywać kolejne odcinki(inaczej się nie da).

Ocena 1 sezonu: 9/10.

Ogólne informacje:
Liczba sezonów: 3
Liczba odcinków na sezon: 3
Czas trwania odcinków: 90 minut
Scenarzyści/twórcy/trolle: Steven Moffat i Mark Gatiss
Główne role:
Benedict Cumberbatch - Sherlock Holmes
Martin Freeman - Doktor John Watson
Rupert Graves - Inspektor Lestrade
Una Stubbs - Pani Hudson
Louise Brealey - Molly Hooper
Vinette Robinson - Sierżant Sally Donovan
Mark Gatiss - Mycroft Holmes
Jonathan Aris - Anderson

Sophie di Angelo

Zobacz również