Targi Edukacyjne w Poznaniu - Relacja

Kiedy oświadczyłam rodzicom, że chciałabym studiować w Anglii, rozpoczął się oczywiście szał ciał. Chociaż mam do końca szkoły jeszcze niecałe półtora roku i myślenie o studiach tak jakby wolę odłożyć na dalszą przyszłość, to jednak już toczone są dyskusje z osobami, które tam się uczyły oraz oczywiście szukam odpowiedniej placówki... Z pomocą przyszły mi Targi Edukacyjne w Poznaniu, gdzie pełna oczekiwań się wybrałam(z rodzicami oczywiście; prawo jazdy w trakcie realizacji). Pobudka o szóstej rano(ssssssssssobota jest na spanie!!!), wyjazd o siódmej i prawie cztery godziny drogi w jedną stronę... W drugą były już niecałe trzy. Chyba nie ogarniam jeszcze filozofii jeżdżenia samochodem.

Na Targi Edukacyjne był darmowy wstęp; wiedziałam, że równocześnie w Poznaniu trwają również Targi Książki dla Dzieci i Młodzieży i jakoś ubzdurałam sobie, że ma to miejsce na drugim końcu miasta, więc nie ma co liczyć na odwiedziny... Zapamiętajcie sobie jednak jedno: chociaż mam polską szóstkę z geografii, jej również nie ogarniam. Otóż były to jedne i te same targi! Szybko okazało się, że z ofertą brytyjskich uniwersytetów kiepściutko tam. Było ich może z dziesięć; dodatkowo dwa niemieckie, jeden irlandzki i drugi nowo zelandzki. Szybko wyszło na jaw, że żaden z nich nie oferuje medycyny, a ponieważ moi rodzice patrzyli na niemiecką ofertę, jak Jaś i Małgosia na Domek z Piernika to łaskawie podeszłam tam z nimi. Okazało się, że chcą tam studiować, więc prawdopodobnie zmuszą mnie, żebym to ja studiowała w Niemczech. Zna ktoś jakiś fajny uniwersytet na granicy ze Szwajcarią...?
Po godzince byłam więc wolna, a rodzice posyłali mi mordercze spojrzenia, jak to rodzice mają w zwyczaju, kiedy okazuje się, że trochę na darmo jechali cztery godziny do Poznania. Rozejm pojawił się, gdy zdecydowali się zrobić zakupy w Ikei i mnie zostawić na Targach Książki... bez grosza, ale za to z butelką coli i pączkiem. Nie jest źle. ;) Szybko obczaiłam, że są tutaj aż trzy wydawnictwa, z którymi współpracuję, więc postanowiłam wpaść na małą pogawędkę. 
Najpierw zawędrowałam do stosika wydawnictwa Filii, gdzie pomyliłam Panią Olgę z jej siostrą, a Pani Olga mnie z Julie(heeeeeej znowu!), więc jesteśmy 2:1, jak na razie pod tym względem. ;) Gadało się wspaniale, a że tutaj mam naprawdę świetny mailowy kontakt, to nie mam, co narzekać. Podzielono się ze mną planami ( KUPIONE PRAWA DO SERII LUX! Wisiała okładka, więc to chyba nie spoiler...). Było trochę o Chloe, książce polskiej autorki, która wcale nie jest polską autorką, pięknych historiach dla dzieci, które wpadły kupić książkę, co wszystkich wzruszyło, ponieważ zwykle trzeba je zaganiać batem do książek i trochę biznesu. Jednak chora byłam cały tydzień, więc jak się tam rozgadałam, to też rozkaszlałam i ruszyłam dalej. :)
Następnie trafiłam na stoisko wydawnictwa Dreams, które było tak oblegane, że stałam sobie dyskretnie z boczku obok małego stojaka z książkami podziwiając przedpremierowo "Dopóki śpiewa słowik" (według mojej koleżanki "Dopóki śpiewa SŁOWNIK") i przy okazji polecałam wszystkim mamom lektury dla pociech, ponieważ 90 % z nich czytałam.
-Jaki wiek?
-13.
-A to polecam to, to i to. To o Elfach, to o podróżach w czasie, tutaj trochę mitologii...
-Pani to prawdziwa fanka! *Sophie obrasta w piórka*
W końcu Pani Magda mnie zauważyła i tym razem zostałam Sylwią ( cześć Miłośniczko Książek! :D) Ostatnio byłam Natalią Karoliną. ;) Jednak za długo sobie nie pogadałam, ponieważ jak mówiłam stoisko było oblegane, więc wpadałam potem szybciutko, gdy było pusto, a tam nagle pojawiło się z dziesięć osób, co nie powiem cieszy, gdy widzi się tyle osób (w tym nawet dzieci!) szukających tam ciekawych lektur. :) Dostałam dwie książki do recenzji (moja mama nie wierzyła własnym oczom, jak to możliwe, że wróciłam z trzema książkami, jak nie miałam kasy; dziwne, że jeszcze we mnie wątpi!), chwilkę pogadałam i już umawiałam się na Warszawę(BĘDĘ NA TARGACH, można się umawiać!)! :D
Ilustracje z "W pewnym teatrze lalek"
Once a stalker, always stalker, czyli czaiłam się obok stoiska Publicatu, bo nie wiedziałam, czy Pani Małgorzata się pojawiła na targach. Obeszłam wszystkie stosika, wróciłam, obejrzałam wszystkie wystawione prace, wróciłam, zwiedziłam sale na górze, wróciłam i gdy w końcu nabrałam odwagi, to okazało się, że Pani Małgorzata owszem jest, ale właśnie na scenie rozdaje nagrody. Grzecznie poczekałam i potem dopiero się zapoznałam. :) Powiem, że rozmowa była bardzo inspirująca ("Jedwabnik" druga część nowej serii Rowling już w czerwcu w Polsce i wydawnictwo ma naprawdę intrygujący pomysł na konkurs z tej okazji :) ), a do tego okazało się, że Pani Małgorzata i ja uwielbiamy Londyn i narodził się ciekawy pomysł na wakacyjny cykl postów... Więcej nie zdradzę!!! Żałuję trochę, że na stosiku były książki typowo dla dzieci, a nie również dla młodzieży.
Przyjemny tłok!
Potem udałam się na spotkanie z Panią Agnieszką Tyszką. Gdy w końcu podeszłam, to zostałam właścicielką nowej książki, - tajne, zapasowe 20 zł "pożyczone" - której historia szalenie mnie zainspirowała, a i nawet dostałam autograf i kwiatek na wiosnę. :D
Było naprawdę super, szalenie mi się podobało! Minęłam nawet Panią Musierowicz, która gdy przyglądałam się jej serii książek, powiedziała, że właśnie pisze kolejną i... poszła dalej. ;) Był przyjemny tłok, ale nie tak ścisk, jak na Targach Książki w Krakowie plus było tam przyjemnie chłodno. Choć większość wydawnictw miała ofertę dla dzieci, to obeszłam je wszystkie, porobiłam tragicznej jakości zdjęcia, ponieważ nie wzięłam aparatu i naładowana pozytywną energią wsiadłam do auta na te trzy godziny powrotnej drogi. :) Jeżeli widzieliście tam uśmiechającą się do siebie dziewczynę (lub kaszlącą) w czerwonej bluzce, czarnych spodniach i czymś, co względnie można nazwać burzą czarno-brązowych loków na głowie, to byłam ja! :D
Ulotki, ulotki...
Zdobycze :)

Był ktoś z Was również na tych Targach? :) (Dodam, że o nich pisałam, czy ktoś będzie, więc mnie nie oskarżać, że tutaj potajemnie chodzę po Poznaniu i unikam spotkań. ;))

Sophie di Angelo

Zobacz również