Przedpremierowo: "Nigdy nie gasną" - Alexandra Bracken

Tytuł oryginału: Never Fade
Seria: Mroczne umysły
Tom: 2/3
Liczba stron: 477
Premiera: 13 sierpnia 2014 r.
"Ludzki mózg to zadziwiający organ, a mój jest dziwniejszy niż większość pozostałych. Nasza pamięć jest wybiórcza, ale niektóre wspomnienia żyją w nas niezwykle wyraźnie, ostre jak kawałek szkła, a żeby je przywołać, czasem wystarcza jedynie dźwięk albo zapach."

Już ponad pół roku Ruby działa w Lidze Dzieci - organizacji, która powstała, aby ratować dzieci z obozów, ale już dawno odeszła od swoich pierwotnych zamierzeń. Gdy nadarza się szansa, aby przywrócić jej pierwotny bieg, Ruby gotowa jest na wszystko, jeżeli przy okazji będzie mogła zapewnić kochanym osobom bezpieczeństwo. 

Nie będę ukrywać, że "Mroczne umysły" mi się nie spodobały. Byłam naprawdę rozczarowana, ponieważ sam pomysł w sobie nawet nie był zły, ale autorka poległa całkowicie w kreowaniu głównej bohaterki oraz zbyt często gubiła się w wątkach. Nie oczekiwałam więc wiele po kontynuacji "Nigdy nie gasną"; właściwie zastanawiałam się przez jakiś czas, czy w ogóle to przeczytam. Czasami pierwszy tom przekreśla dla nas całkowicie całą serię; tak bywa. Cieszę się jednak, że tego nie zrobiłam i wzięłam się za lekturę "Nigdy nie gasną".

Udało mi się zacząć lekturę "Nigdy nie gasną" bez żadnych negatywnych emocji, które towarzyszyły mi po przeczytaniu "Mrocznych umysłów" i przyznam, że nie mogłam uwierzyć, że te dwie książki napisała ta sama osoba, ponieważ zmiana jest tak bardzo diametralna. Największy mój zarzut dotyczył Ruby, której nie mogłam zdzierżyć. Teraz jednak Ruby zmieniła się - pół roku ciężkiego treningu pozwoliło jej nauczyć się walczyć; nie tylko fizycznie, ale psychicznie. Rzeczy, których dopuszczała się w "Nigdy nie gasną" zaskakiwały mnie na każdym roku, ponieważ w "Mrocznych umysłach" dostawała spazmów na samą myśl. Ruby w końcu oswoiła się z mrokiem, który nosiła w sobie i niejednokrotnie dawała mu się ponieść, aby wyjść obronną ręką z niebezpieczeństwa.

Oczywiście, gdy już Ruby uświadomiła sobie konsekwencje niektórych rzeczy; jak bardzo mroczna strona jej umysłu jest pociągająca, nie mogło zabraknąć użalania się nad sobą. Ciągłego. W tych samych słowach. Raz w myślach, raz na głos. Trzeba to po prostu przeczekać, ponieważ Ruby zdolność do smęcenia wykazała już doskonale w pierwszym tomie. W niektórych momentach było ono zrozumiałe i potrzebne - inaczej autorka przedobrzyłaby w drugą stronę, tworząc bohaterkę zbyt mroczną. Wykreowanie i prowadzenie postaci w umiejętny sposób to trudne zadanie i nie wszystkim się udaje. Ruby balansowała na tej linii, ale ostatecznie po lekturze "Nigdy nie gasną" nie mogę powiedzieć, żebym jej nie lubiła, ponieważ bardzo dobrze rozumiałam ją przez większość czasu.

Choć akcja powieści "Nigdy nie gasną" szybko mnie porwała, to jednak nie mogłam nie zauważyć, gdy poszczególne elementy historii zaczęły nie do końca się ze sobą zgadzać. Było to podobnie, jak w przypadku "Mrocznych umysłów"; autorka miała swoją wizję, ale czasami brakowało w niej logiczności oraz związku. Na szczęście nie było to tak bardzo odczuwalne, ponieważ większość elementów przedstawionej w drugim tomie historii udało się autorce ostatecznie zrozumiale doprowadzić do końca.

1. Mroczne umysły - recenzja
2. Nigdy nie gasną
3. In the Afterlight
Alexandra Bracken zaskoczyła mnie w kolejny sposób, ponieważ nie ważnie, jacy bohaterowie pojawiali się w tej opowieści, to czułam do nich dokładnie to, co było zamierzeniem autorki. Szybko polubiłam Vidę I Jude'a, ponieważ autorce udało się nie tylko nadać im indywidualne cechy, ale też uwidoczniło to, jak bardzo życie Ruby się zmieniło; ruszyła ona do przodu, a w jej życiu pojawiły się nowe osoby, które były dla niej ważne, choć nie raz musiała to odkrywać w wstrząsających okolicznościach. Teoretycznie powinnam więc spodziewać się takiego zakończenia, jednak to nie znaczy, że mniej ono bolało. Mimo złudnej nadziei, że wszystko skończy się w jakiś sposób dobrze. Autorka zagrała na uczuciach czytelników umiejętniej niż wytrawny pianista.

Niespodziewanie "Nigdy nie gasną" okazały się lekturą, która porwała mnie na kilka godzin z rzeczywistości, zapewniając w zamian niezapomnianą historię oraz łamiące serce zakończenie. Nie żałuję, że dałam tej historii drugą szansę i teraz z nowym optymizmem oczekuję zakończenia trylogii "Mroczne umysły".

Ocena: 9/10.

PS. Dla zdziwionych tytułem brzmiącym dość nietypowo wyjaśniam, że w oryginale autorka ułożyła tytuły trylogii, jako zdanie "The Darkest Minds Never Fade In the Afterlight". Początkowy tytuł brzmiał "Wyzwanie" (swoją drogą nieadekwatne do treści moim zdaniem), ale na prośbę fanów mamy (Mroczne umysły) "Nigdy nie gasną".

Sophie di Angelo

12 komentarzy:

  1. Mówiąc szczerze, ''Mroczne Umysły'' nie spodobały mi się i jak na razie nie będę sięgać po kolejne tomy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam jeszcze pierwszej części, a wciąż słyszę szum wokół tytułu drugiej części, teraz wiem, o co w tym chodzi. :) Postaram się przeczytać tę powieść, bo zapowiada się ciekawie. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurczę, mam gdzieś na półce pierwszą część, więc chyba wypadałoby mi się zapoznać z tą serią. Cieszę się, że drugi tom jest lepszy. ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Ooo, widzę, ze to kolejna seria o antyutopii/dystopii. Ostatnio czytuję takie książki :). Zainteresowała mnie ta recenzja, będę musiała przeczytać pierwszą część :)

    pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam jeszcze "Mrocznych umysłów", choć mam je na półce. Z początku czekałam aż opadnie szał na tę książkę, teraz po prostu nie mogę znaleźć na nią czasu, zwłaszcza że po fali zachwytów pojawiło się też wiele zniechęcających recenzji. W Twojej opowieści o drugim tomie znajduję coś, do czego ciężko będzie mi przywyknąć - brak logiki w książce odstrasza mnie skutecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, że wydawnictwo posłuchało czytelników i zmieniło tytuł. Szkoda, że nie pozostawiono oryginalnych okładek, wtedy byłby ideał ;) Ale sama treść bardzo mi sie podobała, choć czasem wiało nudą. Moja recenzja ukazała się kilka dni temu, możesz przeczytać, jeśli masz ochotę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi okładka oryginalna w ogóle się nie podoba. :)

      Usuń
  7. Jestem pozytywnie zaskoczona, bo już myślałam, że będzie to raczej przeciętna seria :) Mam nadzieję, że uda mi się ją kiedyś zdobyć :)
    PS. A może faktycznie, ktoś inny ją napisał :P?

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetnie, że Ci się podobało. Oh, premiera już pojutrze? Wciąż zalega mi pierwszy tom, ale zmobilizuje się i wreszcie przeczytam "Mroczne umysły" w tym miesiącu. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zastanawiam się czy przeczytać "Mroczne umysły", nie wiem czy warto zwłaszcza po wielu negatywnych recenzjach... Jednak skoro druga część jest tak dobra to może w końcu się skuszę ;)

    namalowac-swiat-slowami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Podoba mi się ta sprawa z tytułami, oczywiście w angielskiej wersji, nie w naszej :)
    a samą książkę z chęcią bym przeczytała :)

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam nadzieję, że kiedyś przeczytam tę książkę :)

    oxu-czytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz! Do zobaczenia przy kolejnym poście!
Xoxo