Lawendowy pokój - Nina George

Tytuł oryginalny: Das Lavendelzimmer
Liczba stron: 339
Wydawca: Otwarte

Otrzymując dzisiaj kolejną przesyłkę nie zastanawiamy się nad nią i nie dumamy. Często nawet zapominamy sprawdzić, kto jest nadawcą. Rozrywamy kopertę szybkim ruchem, ponieważ jak zwykle śpieszymy się do wykonania mnóstwa innych czynności. Sięgamy w głąb paczki ręką, a wtedy dociera do nas zapach. Wciągamy powietrze próbując go rozpoznać. To na pewno jakiś kwiat... Jaki on przyjemny i swojski. W końcu wyciągamy zawartość koperty i w rękach trzymamy "Lawendowy pokój".

W Paryżu tuż nad kanałem przymocowana jest łódka. Jest ona dość spora i długa oraz bardzo zadbana. Wytrawne oko zauważy jednak, że dawno nie wyruszała ona w podróż. Na łodzi zawieszony jest szyld "Apteka Literacka". Turyści i miejscowi chętnie tutaj zaglądają, a Jean Perdu doradza im zakup książki. Na podstawie jednego spojrzenia i kilku zadanych pytań potrafi wejrzeć w duszę czytelnika i dobrać lekturę, która okaże się odpowiednim lekarstwem na wszystkie jej udręki. Potrafi dobrać fabułę do każdej poznanej osoby, poza... sobą.

"Lawendowy pokój" zauroczył mnie pomysłem od pierwszej strony. Stonowany i spostrzegawczy Jean Perdu, który w pamięci posiadał trzydzieści tysięcy historii i gotów był skorzystać ze swojej wiedzy, aby pomóc innym. Nie radami, historiami, czy anegdotami, ale właśnie książkami, przy lekturze których to czytelnik miał znaleźć odpowiedź, a nie mieć ją podaną na tacy. Oczarował mnie pomysł patrzenia na książki w sposób, który jest już zapominany. Aby się nimi rozkoszować; będąc w ich towarzystwie czuć się otoczonym miłością; nie widzieć samotności, gdy książki są naszymi jedynymi kompanami. Dzisiaj często czytamy jedną książkę za drugą. Wzbudzają w nas najróżniejsze emocje, ale w zasadzie nie dawkujemy sobie przyjemności, jak pewnego rodzaju leków; jak Jean Perdu, który polecił: "Proszę to przeczytać. Trzy strony co rano, na leżąco, przed śniadaniem. To powinien być zawsze pierwszy impuls."

Są autorzy, który opisują emocje w książce i wychodzi im to nawet dobrze lub czasami wprost idealnie. Nie ważne, czy jest to narracja pierwszoosobowa, czy trzecioosobowa. Inni jednak to czują, a nie o tym piszą. Czują w tak niezwykły sposób, że czytelnik nie ma możliwości nie zostać porwanym przez te emocje: strachu, osamotnienia, miłości, radości, straty... Otulają one nas niczym ciepły koc i są dla nas naturalne; nie ma w nich zakłamania czy sztuczności. Wraz z bohaterami przeżywamy kolejne emocje towarzyszące drodze przez życie; tak różnorodnej i zaskakującej.

Autorka w związku z tym pisze naprawdę wiele o miłości i jej najróżniejszych rodzajach oraz obliczach. Miłości, która jest tak znamienna, że ma wpływ na całe życie i potrafi odebrać człowiekowi dziesiątki lat, gdy bliska osoba zniknie z ich życia. Miłości, która mimo poznania prawdy, dalej woli wierzyć w to, co zapamiętała. Miłości młodzieńczej, nagłej i gwałtownej. Miłości między przyjaciółmi. Nina George skupia się jednak o wiele częściej na fizycznym aspekcie miłości i przedkłada go nad inne. Często rozmowy zredukowane są tylko do kilku zdań.

Nie mogę powiedzieć, że wszystkie aspekty "Lawendowego pokoju" były idealne. Opowieść momentami była przewidywalna, ale autorka nie przetrzymywała czytelnika nie wiadomo ile w oczekiwaniu, gdy odpowiedź na jakieś pytanie stawała się oczywista. W ten sposób mimo chwilowej przewidywalności, zaskakiwała. Nie było w tej opowieści finału, który zawierał odpowiedzi na wszystkie pytania, ponieważ Nina George stopniowo odkrywała przed czytelnikiem karty, aby zostawić go z uśmiechem na ustach i radością w sercu. Mimo tego, że niektóre momenty mogły nam nie odpowiadać; gwałtowność jakiegoś wątku, czy poprowadzenie go w taki, a nie inny sposób; nie miało to jednak wpływu na całościowy odbiór historii, ponieważ całokształt nie przysłaniał tych paru małych wad, ale sprawiał, że były one do zaakceptowania i zrozumienia. 

Podczas lektury towarzyszył mi zapach lawendy. Silniejszy przy każdej zmienionej stronie, czy powiewie wiatru. Książka przesiąknęła zapachem kadzidełek, a ja nie mogę nie wspomnieć o tym fakcie, ponieważ niby jest to drobiazg, a sprawił mi tak wiele uciechy tym, jak bardzo był przemyślany. Uśmiech na mojej twarzy wywołały również dołączone dodatki, czyli przepisy, o których autorka wspomniała w książce, a przyznam, że zupełnie się ich nie spodziewałam oraz... parę lekarstw literackich. Nina George podała tytuły bardziej lub mniej znanych powieści, wyszczególniła, w jakim stanie ducha powinno się je czytać oraz zawarła przy niektórych 'skutki uboczne'. Po skończonej lekturze autorce znów udało się mnie pozytywnie zaskoczyć! Choć po cichutku liczyłam na to, że w jakieś formie zostanie tutaj również zawarta książka, która pisał główny bohater "Lawendowego pokoju", ale jej fragmenty znalazły się tylko w opowieści.

"Lawendowy pokój" ma taką spokojną okładkę oraz tytuł; można by powiedzieć, że niespecjalnie rzuca się w oczy, a według mnie absolutnie nie można oceniać tej powieści w taki sposób. Nawet jeżeli okładka, opis, tytuł, czy sam napis na okładce nas nie przekonuje. Ja sama prawie ominęłam opowieść, ponieważ żaden szczegół nie utkwił w mojej pamięci. Teraz wiem, jak wspaniałą historię bym straciła. Jestem pewna, że "Lawendowy pokój" trafi do każdego w ten, czy inny sposób. Trzeba po prostu pozwolić sobie skorzystać z tego 'lekarstwa literackiego'.

Ocena: 9/10.

Sophie di Angelo

Zobacz również