Sophie & Bucherwelt
  • Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca
  • Recenzje
    • Autorami
    • Tytułami
    • Filmów i seriali
  • Przeczytane
    • 2012-2017
    • 2018
  • Kolekcja Ricka Riordana
  • Różne
    • Zdobycze
    • Must have
    • Miesiąc z...
    • Jak zacząć blogować?
    • Oceny
Źródło: tumblr.com
Kilka lat temu nie wyobrażałam sobie, że mogę napisać o książce więcej niż kilka zdań. Jak wychodził mi jakiś krótki akapit, to miałam wrażenie, że jest to taaaakie wyczerpujące. Z biegiem czasu nauczyłam się pisać lepiej, a kolejne słowa biorą się nie wiadomo skąd. Najwyższy więc czas zająć się jednym z najważniejszych aspektów tworzenia bloga - pisaniem. Wcześniej omówiliśmy już motywację, wybór platformy, nazwę oraz nick i wygląd (1 cz.; 2 cz.). 

Zaczniemy od budowy "typowej recenzji":

1. Wstęp - często, gdy wejdziecie na jakikolwiek portal książkowy, czy to Bookgeek, czy Upadli.pl zobaczycie przy każdym poście tytuł, ikonę oraz... fragment testu - jest to właśnie wstęp. Tak samo jest z większością blogów. Ten właśnie fragment ma zainteresować potencjalnego czytelnika, aby wszedł w post i przeczytał całą recenzję. Wstępem mogą być ogólne informacje dotyczące książki (ale nie w formie tabelki z oryginalnym tytułem itd.!), anegdota lub ciekawy cytat - niekoniecznie z książki; coś co sprawi, że czytelnik wciągnie się w to, co piszemy.

2. Opis - większość osób powie Wam, że opis powinien być pisany samodzielnie. Można oczywiście wrzucić tekst z tyłu okładki, jest to ostatecznie osobista decyzja, ale czytelnicy od razu wychwycą, że nie jest to fragment napisany przez Was, a poza tym formułowanie własnego opisu bywa bardzo pomocne, ponieważ wszyscy wiemy, że często z tyłu książki znajdujemy streszczenie. Jest to również przydatne, ponieważ często takie zadania robi się na angielskim lub polskim. Przyjemne z pożytecznym!

3. Część właściwa - tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa i obowiązuje właściwie tylko jedna zasada: chwal oględnie, krytykuj szczegółowo. Można pisać o wszystkim lub tylko niektórych aspektach omawianej książki - bohaterowie, fabuła, wygląd książki, wątek romantyczny/kryminalny itd. itd. Nie wszystkie elementy muszą być tutaj zawarte; najlepiej pisać o tym, co zwróciło naszą uwagę. Dzięki temu, że każdy zauważa coś innego, recenzje tego samego tytułu bywają tak różne. Jest to swoiste rozwinięcie plusów i minusów czytanej książki i co najważniejsze: całkowicie subiektywne!

4. Podsumowanie - krótkie streszczenie naszej opinii, czyli dlaczego książkę polecamy (bądź nie) oraz komu, np. fanom GONE. Zniknęli, ponieważ [...]. Prawda jest taka, że większość osób czyta i tak tylko wstęp oraz ostatni akapit, więc trzeba naszą recenzję dobrze rozpocząć oraz zakończyć.

5. Długość - jeżeli piszecie tylko dla siebie nikt nie powie Wam, że Wasza recenzja musi mieć przykładowo pięć akapitów i tysiąc słów. Są tytuły, o których można pisać bez końca, a przy innych tekstu starcza tylko na pół strony. Nie należy dołować się tym, że nasze opinie są za krótkie! Niektórzy blogerzy piszą tylko kilka zdań omawiając wybraną pozycję. Drugą sprawą jest to, że im dłużej się pisze, tym więcej się pisze, co można zauważyć na przykładzie dowolnie wybranego blogera, a już zwłaszcza, gdy chodzi o krytykę książki. ;) Dla porównania bardzo pierwsza recenzja na moim blogu: "Syn Neptuna" oraz opinia z sierpnia na temat "Wiernej". Jeżeli zaś chodzi o wymagania portali, to często liczba słów tekstu zamyka się w zakresie od pięciuset do tysiąca. 

6. Wygląd recenzji - częstym zabiegiem jest zaznaczanie podkreśleniem, pogrubieniem lub kursywą fragmentów recenzji, którymi chcemy zwrócić uwagę czytelnika. Podświadomie właśnie tam uciekamy wzrokiem. Jednak niewskazane jest używanie do tego kolorów lub przekreśleń. Tekst wygląda wtedy pstrokato i zdecydowanie nieprofesjonalnie - ciężko się go czyta, ponieważ łatwo dostać oczopląsu. Podobnie, jak sam wygląd bloga jest bardzo ważny, tak samo jest w przypadku naszych tekstów: powinny one wyglądać schludnie.

Oczywiście z czasem każdy znajdzie swój indywidualny styl - to są tylko porady oraz czasami wymagania, gdy chcemy pisać recenzje dla portali. Już niedługo w poradniku więcej na temat pisania samego w sobie.
Podziel się
Źródło: Książkosfera
1. Nadciąga burza 2. Circus Maximus 3. Chiński ekspres
Jest pewna różnica, gdy polecana książka jest w stylu dobrze znanej nam historii, którą uwielbiamy, więc szukamy czegoś podobnego, a sytuacją, gdy daną pozycję nazywa się jej następcą, a to ponieważ często nie chodzi nam o zastępstwo, prawda? Według mnie serii "Strażnicy historii" jest więc bliżej do powieści o podróżach w czasie; porównywałabym to jak już do historii o przygodach Anny i Sebastiano, które zaczęły się w "Magicznej gondoli", jednak debiut Damiana Dibbena ma w sobie coś, co różni go od pozostałych książek o podróżowaniu w czasie i choć można wrzucić go do tej kategorii, to nie mogę wskazać teraz książki, w której byłby stylu. 

Młodym Strażnikom historii udało się już dwa razy powstrzymać katastrofy, które mogły doprowadzić do całkowitego zniknięcia części historycznych epok. Jednak teraz przyjdzie im się zmierzyć z całkowicie nowym wyzwaniem... Można powiedzieć, że Zeldtowie byli źli, ale mroczny, były Strażnik Xi Xiang jest o wiele okrutniejszy, a jego plany sięgają o wiele dalej... Czy uda im się na czas powstrzymać katastrofę oraz odkryć tajemnicę potwora morskiego u wybrzeża chińskiego miasta Kanton?

Tytuł oryginału: Nightship to China
Seria: Strażnicy historii
Tom: 3/???
Liczba stron: 303
Wiele można powiedzieć o "Strażnikach historii", ale na pewno nie jest stwierdzenie, że brak tutaj akcji. Choć "Chiński ekspres" ma niewiele stron - wydaje mi się, że najmniej z serii, to sporo się tutaj dzieje, ale też równocześnie nie za dużo, więc można doskonale wczuć się w akcje, w której nie ma chaosu. Autorowi zdecydowanie lepiej wychodzi opisywanie tego, co bohaterowie robią, niż czują. Sceny walk są świetnie dopracowane, a realność przy kolejnych wydarzeniach zachowana - nie wszystko idzie, jak z płatka i są tutaj momenty wręcz bardzo dramatyczne, gdy czytelnik nieświadomie wstrzymuje oddech i zaciska kciuki czekając na rozwój sytuacji. Zwyczajnie od "Chińskiego ekspresu" ciężko się oderwać, gdy kolejne rozdziały kończą się w tak emocjonujący sposób.

Jednak są rzeczy, które sprawiają, że widać, że jest to debiut Damiana Dibbena. Bohaterowie tej opowieści są przyjemni i indywidualni w większym lub mniejszym stopniu, ale coś w nich nie gra - jest w ich zachowaniu i sposobie bycia pewien rodzaj sztuczności, więc mimo tego, że naprawdę lubimy Jacka, Topaz, czy Yoyo to nie wpływają oni głębiej na czytelnika. Według mnie jest to rzecz, którą trzeba dopracować, aby postacie były bardziej realne, a ich zachowanie swojskie, a nie zaskakujące, ponieważ o ile przy Strażnikach, którzy od dziecka są wychowywani tak, a nie inaczej pewne rzeczy są do przełknięcia, tak przy Jacku, który nie tak dawno wkręcił się w ten świat, nie wypada to za dobrze. Ich wiek w ogóle nie pasuje do tego, jak są prezentowani.

Damian Dibben przyłożył się za to do historycznej części - nie ma co ukrywać, że Chiny dla wielu z nas są intrygujące, czy to te dzisiejsze, czy te w XVII-tym wieku. Autor zaserwował nam nie tylko wiele ciekawostek historycznym, o tym, jak wyglądał handel w tamtym czasie; jak żył typowy pracownik, a jak przyszły władca całego kraju, ale sięgnął głębiej i wprowadził do "Chińskiego ekspresu" również szczyptę mitologii oraz legend, co wypadło zdecydowanie ciekawie. 

Seria "Strażnicy historii" to zdecydowanie świetny wybór dla osób, które uwielbiają podróże w czasie i to niekoniecznie w doskonale znane nam już miejsca... Podobnie, jak Philippa Gregory zabrała nas do mało znanej średniowiecznej Wenecji, tak "Chiński ekspres" zabiera nas do cesarskich Chin w XVII-tym wieku. Nie można tego przegapić!

Ocena: 7/10.
Podziel się
1. Wizje - recenzja 2. Przypływ 3. Spirit
Wiele rzeczy można powiedzieć o Sarze Midnight, ale na pewno nie to, że jest ona zwyczajną nastolatką. Rodzice nie zdradzili jej całej prawdy o jej pochodzeniu, a teraz dziewczyna musi zmierzyć się z nowym życiem, w którym na każdym kroku grozi jej niebezpieczeństwo. Sara jest łowczynią demonów i jedyną spadkobierczynią rodu Midnight. Aby odkryć, co oznacza to dla niej oraz innych, wybiera się ona na wyspę Islay, gdzie znajduje się zapomniana od lat posiadłość należąca do rodziny. Stawką jest życie jej oraz innych spadkobierców Tajnych Rodzin, a przegrana może pogrążyć świat w mroku...

Podobnie, jak w przypadku "Wizji" prawie natychmiastowo znajdujemy się w środku akcji. Bez żadnych wyjaśnień rozpoczyna się sekwencja wydarzeń, która trwa aż do samego końca opowieści z małymi przerwami na oddech. Odwrotnie, jak w większości opowieści, gdzie historia toczy się swoim torem i od czasu do czasu trafi się jakaś akcja, tak tutaj chwile, gdy nic się nie dzieje, należą do rzadkości. Nie jest to jednak wadą opowieści, ponieważ dzięki temu lektura jest na swój sposób dynamiczna i szybko idzie do przodu, co zdecydowanie w przypadku "Przypływu" jest pozytywną cechą.

Długo nie mogłam się zabrać za tą opowieść, choć tak bardzo starałam się ją zdobyć i musiałam się nieźle przy tym nagimnastykować. Zastanawiałam się więc, gdzie jest mój entuzjazm? Pamiętałam, że pierwsza część, choć nie była może arcydziełem, to ostatecznie przypadła mi do gustu i rokowała naprawdę dobrą kontynuacje. Niestety dość mocno się pomyliłam. Cieszyłam się, że lektura idzie tak szybko, ponieważ to, co czytałam na kolejnych stronach sprawiało, że coraz bardziej wątpiłam w moje wspomnienia.

Najprościej mówiąc Daniela Sacerdoti nie potrafi za dobrze pisać. W tej powieści mamy mnóstwo krótkich zdań, które ciągle wybijały mnie z rytmu; brak tutaj płynności, co jest skutkiem niewyrobionego stylu. Trzeba autorce przyznać, że mimo to potrafiła oddać z lepszym lub gorszym skutkiem myśli różnych bohaterów i z powodzeniem pisała w pierwszej osobie. Jednak to były tylko fragmenty opowieści, najczęściej z punktu widzenia męskich postaci, a większa część (już w trzeciej osobie) skupiała się na Sarze.

Tytuł oryginału: Tale
Seria: Sara Midnight
Tom: 2/3
Liczba stron: 387
Sara jest postacią, która nie wzbudza w czytelniku większych emocji. Jest ona, jak większość postaci w "Przypływie", całkowicie bez polotu. To prawda, że autorka dzielnie przypomniała o tym, że Sara ma swoje nawyki, dziwactwa oraz obsesje, ale raz, czy dwa razy całkowicie wystarczą - czytelnik zdecydowanie nie ma trudności nadążyć tutaj za akcją, więc nie rozumiem takiego podejścia do przedstawiania postaci; autorka pisała ciągle to samo, o tych samych osobach, tymi samymi słowami!  Za pierwszym razem myślałam, że po prostu sobie coś dopowiedziałam, a za czwartym nie miałam już wątpliwości.  Daniela Sacerdoti po prostu się nie wysiliła i poszła na łatwiznę - jej postacie nie mają żadnej głębi.

Dużo możliwości stwarzało za to magiczne tło, czy może raczej demoniczne. Nie jestem zbyt wielką fanką akurat takich wątków, jednak z zainteresowaniem czytałam o kolejnych wymysłach autorki, która większą część czerpała ze swojej wyobraźni, ale nawiązała również do mitologii oraz legend, więc było to raczej ciekawszą stroną opowieści.  Daniela Sacerdoti nie popisała się jednak, jeżeli chodzi o moce bohaterów. Z pewnej strony są one oryginalne i wreszcie towarzyszyły im jakieś wyjaśnienia, których tak zabrakło mi w "Wizjach", a z drugiej strony miały one tak przyziemne nazwy, że było aż komicznie o tym czytać - nie miało to żadnego oddziaływania na czytelnika, a w niektórych momentach nawet nie było wiadomo, że autorka pisze właśnie o umiejętnościach danego bohatera. Każdego obdarzyła czymś innym i używanie tych mocy było opisane dokładnie w ten sam sposób, a do tego za każdym razem wyjaśnione, gdybyście zdołali zapomnieć o tym przy piętnastu pierwszych razach.

Lektura "Przypływu" zdecydowanie nie była dla mnie przyjemnością i szybko przywiodła mi na myśl powieść "Tatuaż z lilią", gdzie autorka rzuciła się na głęboką wodę i nic dobrego z tego nie wyszło. Samej książki nie czyta się ciężko, jednak treść ma niewiele do zaoferowania czytelnikowi. Ja już wiem, że będzie to koniec mojej przygody z trylogią Sary Midnight. Jej zakończenia nie trzeba się nawet domyślać, ponieważ autorka dała je czytelnikowi na tacy, więc wystarczy tylko wypełnić luki w akcji.

Ocena: 3/10.

Podziel się
Ósmy października - to na pewno nie jest typowa środa! Dzisiaj premiera trzech powieści Matthew Quicka, dwóch całkowicie nowych - "Wybacz mi, Leonardzie" oraz "Prawie jak gwiazda rocka" - oraz jednej w nowym wydaniu - "Niezbędnik obserwatorów gwiazd". Jeszcze nie tak dawno rządziła moda na antyutopijne/utopijne powieści; inne ekranizacje ciężko teraz znaleźć w kinie, ale najpierw pojawiła się jedna książka... Potem kolejne tytuły YA wychodziły na polskim rynku i cieszyły się coraz większą popularnością. Wraz z premierą filmu "Gwiazd naszych wina" ugruntowały swoją pozycję, a ja naprawdę nie mam nic przeciwko. Równie chętnie sięgam teraz po young-adult fiction, co po fantastykę i za każdym razem znajduję coś zupełnie nowego.
Nie ukrywam, że czytając "Prawie jak gwiazda rocka" (recenzja) miałam często łzy w oczach. Początek tej opowieści w ogóle nie przygotował mnie na taki rozwój sytuacji... Niesamowicie do mnie trafiła ta historia oraz jej bohaterowie z krwi i kości. Nie możecie przegapić tej premiery! Sprawdźcie już teraz! 

OPIS: Siedemnastoletnia Amber Appleton mieszka w szkolnym autobusie z matką i psem. Traci grunt pod nogami, ale nie nadzieję. Należy do Federacji Fantastycznych Fanatyków Franksa, trenuje Chrystusowe Diwy z Korei i toczy zaciętą walkę z Joan Sędziwą. Myśli pozytywnie i zaraża innych swoją energią. Jest prawie jak gwiazda rocka. Bez kitu!

"Wybacz mi, Leonardzie" (recenzja) mierzy się z poważnym tematem, dlatego opowieść ta od początku ma swój specyficzny, mroczny klimat. Łatwo w nim zatonąć. A przerwy w postaci 'listów z przyszłości' nadają historii dodatkowo ciekawego smaczku. Swój egzemplarz możecie zdobyć tutaj!

OPIS: Leonard Peacock kończy osiemnaście lat. Z tej okazji szykuje prezenty dla przyjaciół, goli głowę na łyso i zabiera do szkoły pistolet… Tego dnia zamierza rozliczyć się z przeszłością i dorosłymi, którzy go nie rozumieją. W świecie Leonarda nie ma miejsca na kompromisy, wszystko jest albo czarne, albo białe. Jak w starych filmach z Humphreyem Bogartem... Pif-paf!
"Niezbędnik obserwatorów gwiazd" (recenzja) to opowieść, która różni się trochę od pozostałych dwóch, ponieważ tutaj autor skupił się na różnych rodzajach miłości - przyjacielskiej, rodzinnej oraz... romantycznej. Jednak nie wszystko idzie tak z płatka, zwłaszcza gdy mieszka się w dzielnicy Baltimore rządzonej przez mafię. Nowe wydanie można zdobyć pod tym linkiem. :)

OPIS: Finley niewiele mówi. Odzywa się tylko wtedy, gdy musi. Kocha dwie rzeczy. Pierwsza z nich to koszykówka – jest rozgrywającym w szkolnej drużynie. Druga natomiast – patrzenie w gwiazdy z Erin. Obie pozwalają mu zapomnieć o problemach, od których stara się uciec.
Pewnego dnia trener zwraca się do niego z nietypową prośbą…

Nie ukrywam, że miałam pewne obawy sięgając po te pozycje, ale każda mnie zaskoczyła czymś zupełnie innym oraz zdobyła moje serce. U mnie Matthew Quick jest Johnem Greenem, którego wszyscy uwielbiają za życiowe powieści, a do którego twórczości, choć w podobnym klimacie, nie udało mi się dotąd przekonać. Niektóre historie są po prostu lepsze! Zdecydowanie najbardziej spodobała mi się "Prawie jak gwiazda rocka", ale pozostałe dwie książki pulsują się zaraz za nią. A do tego to jak prezentują się na żywo... Byłam zaskoczona tym designem, ale gdy tylko trzymałam je już w rękach, to nie mogłam wyjść z zachwytu!

Trzy książki autorstwa Matthew Quicka są dla mnie również szczególne z jeszcze jednego powodu...
Zostałam poproszona o zapoznanie się z tymi tytułami i napisanie do nich rekomendacji. (Taaaak, zauważyłam, że jest błąd w adresie...) Wszystko zależało oczywiście od tego, czy w ogóle przypadną mi do gustu... I pochłaniając kolejne strony wiedziałam, że tak będzie. Zdecydowaniem polecam Wam zapoznanie się z tymi książkami! W przyszłym roku młodzieżowa kolekcja powiększy się o kolejne trzy tytuły, a ja już nie mogę się doczekać!
Podziel się
Po skończonej lekturze książki lub serii, która nam się spodobała, gdy wiemy, że są inne powieści autora lub są pisane i wyjdą niedługo, to mamy do czynienia z dwoma sytuacjami: albo od pierwszej sekundy nie mamy wątpliwości, że i z tymi książkami się zapoznamy (właściwie już szukamy ich w księgarni) albo stwierdzamy, że było miło i przyjemnie, ale temu panu/pani już podziękujemy. Są autorzy, których wszystkie książki mam zamiar przeczytać i to nie ważne, czy jest to bajka dla dzieci, czy dysputa o rośnięciu roślin, a u innych jakoś tak po prostu nie ma się do tego weny. "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" przypadł mi do gustu, ale potem nie mogłam się zabrać za "Poradnik pozytywnego myślenia". Udało mi się za to przełamać do jego dwóch nowych powieści "Wybacz mi, Leonardzie" oraz książki o enigmatycznie brzmiącym tytule  "Prawie jak gwiazda rocka". I zdecydowanie tego nie żałuję!

Mam swoje rytuały, gdy zaczynam czytać nową książkę. Zawsze dotykam sobie okładkę, czytam opis oraz napisy z przodu - zwykle zawierające slogan lub opinie sławnej osoby/gazety, która ma zainteresować czytelnika. Jeżeli mamy skrzydełka z informacjami o autorze oraz fragmentem, to również czytam przed rozpoczęciem faktycznej lektury. Chcę książkę poczuć, mieć wgląd w jej treść, czyli poznać zarys fabuły. Jednak w przypadku obu książek Quicka dostałam tylko tytuł. Nawet nie wiecie, jak przyjemnie mi się czytało bez żadnego streszczenia (zwanego też opisem) z tyłu. Nawet nie zwróciłam uwagi na jego brak, lecz od razu wgryzłam się w temat opowieści.

Amber Appleton właśnie zakończyła kolejny dzień i próbuje zasnąć. Jest jej okropnie zimno i pada z nóg, ale wie, że nie zmruży oka dopóki jej mama nie wróci do autobusu, ponieważ tutaj właśnie mieszka, po tym, jak ostatni facet mamy wyrzucił je z domu. Dziewczyna ma tylko parę ubrań oraz ukochanego psiaka, który dotrzymuje jej towarzystwa, jednak nie traci nastroju i stara się myśleć o przyszłości. Przecież wszystko się ułoży, będzie lepiej! Nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo się myli…

Tytuł oryginału: Sorta Like a Rock Star
Liczba stron: 376
Wydawca: Otwarte/Moondrive
Główna bohaterka powieści "Prawie jak gwiazda rocka" jest naprawdę mocno specyficzna. Teoretycznie robi to wszystko, co robiło przed nią wiele innych bohaterek; stara się przeżyć z dnia na dzień, dba o mamę, chodzi do szkoły, ma przyjaciół i swoje pasje. Jest ona jednak inna: w samej formie narracji, ponieważ autor włożył w postać Amber tak wiele życia. Zwykle pierwszoosobowa narracja w książce jest taka... ułożona oraz klarowna w większy sposób niż chaotyczna, przez co bohater opowiadający historię zatraca swój indywidualizm. Amber udało się tego uniknąć; od razu czuć tutaj nutkę czegoś nowego, po prostu innego. Ma ona tak wiele indywidualnych cech, że bardzo szybko przestaje się na nią patrzeć, jako na bohaterkę czytanej właśnie książki, lecz jej historią się żyje.

Matthew Quick poruszył w swojej książce "Prawie jak gwiazda rocka" wiele najróżniejszych tematów, a w tym niemało tych naprawdę trudnych i bolesnych. Nie bał się on zagłębiać w tematy, których w samych młodzieżówkach brakuje, ponieważ z pewnością nie jest to powieść z gatunku young adult, gdyż bohaterka jest jeszcze młoda. Jednym z wątków jest religijność dzisiejszych nastolatków, na przykładzie głównie wiary katolickiej: jak patrzą oni na wiarę, czy jest dla nich ważna i co w związku z tym robią. Na początku ten wątek mi się nie spodobał. Akurat za takimi tematami nie przepadam, ale przyznam, że został poprowadzony zadziwiająco dobrze i ostatecznie wybronił się oraz okazał bardzo prawdziwy.

Ponownie zostałam zaskoczona brakiem wątku romantycznego, ponieważ miłosny jest zupełnie inną sprawą. Wydaje mi się, że były tam jakieś zaczątki miłej historii; tej typu, gdy uśmiechamy się nostalgicznie obserwując dwójkę mających się ku sobie bohaterów. W tej opowieści było dużo miłości, ale autor nie wpychał tutaj chłopaka, jako odpowiedzi na wszystko i jedynego słusznego lekarstwa. Zdecydowanie mi się to spodobało!

Historia przedstawiona w "Prawie jak gwiazda rocka" jest bardzo prosta, ale wzbudziła we mnie taką burzę emocji, że zastanawiam się, jak ją opisać. Jest to jedna z tych książek, które trzeba posmakować, by poczuć, jak każde zdanie i każde słowo wywiera na nas wpływ. Lektura tej powieści była niezapomnianym przeżyciem – książka napełniała moje serce nadzieją. To naprawdę cudowne uczucie, które nie opuściło mnie do dzisiaj. Uśmiecham się na samą myśl o tej niezwykłej historii.

Nie sądziłam, że to będzie możliwe i nie spodziewałam się tego, ale powieść "Prawie jak gwiazda rocka" spodobała mi się nawet bardziej od "Wybacz mi, Leonardzie" - już całkowicie genialnej opowieści. Wczułam się w klimat opowieści natychmiastowo i gdy musiałam ją przerwać z jakiegokolwiek powodu, czułam dosłownie żal z tego powodu, choć przeczuwałam, że stanie się coś naprawdę niedobrego z życiem bohaterki, gdy już nie miała łatwo. "Prawie jak gwiazda rocka" zwyczajnie zdobyła moje serce i napełniała mnie w czasie lektury ogromną nadzieją. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że jest to książka godna polecenia.


Ocena: 9/10.
Podziel się
Czytanie książek wiąże się z różnymi rodzajami zaskoczeń; jesteśmy zaskoczeni tym, co autor przedstawił, jako zakończenie powieści lub faktem, jak potoczyła się historia miłosna; jak bardzo wszystko jest pomieszane lub jak klarownie przedstawione. Czasami zaś zaskakuje już pierwsza strona, a uczucie przylega do nas niczym ciepły koc i zostaje do ostatniej strony opowieści...

Leonarda Peacock'a poznajemy w dniu, który wyznaczył na własne samobójstwo. Ma on przygotowany pistolet oraz prezenty, które chce wręczyć najbliższym mu osobom, jako swoiste pożegnanie. Stopniowo wraz z upływającymi godzinami, poznajemy jego życie, które doprowadziło go do takiej, a nie innej decyzji...

"Wybacz mi, Leonardzie" ujęło mnie przede wszystkim swoją prawdziwością. Bohater był realny do szpiku kości: jego pragnienia, smutki, radości, marzenia oraz krzywdy, których doznawał. Czy to z powodu obojętności matki, czy nieobecności ojca oraz nieprzystosowania społecznego, a co za tym idzie brakiem prawdziwych przyjaciół... Wyjątkowo rozwiązaniem okazała się nie być, no cóż... dziewczyna, czy kobieta, lecz inny rodzaj troski... Spodobało mi się to, ponieważ powieści z gatunku YA są naprawdę schematyczne: zranieni, odstający od innych bohaterowie, którzy dzięki swojemu uczuciu potrafią naprawić świat. Jak jednak jest w prawdziwym życiu? Matthew Quick oddał to zwyczajnie doskonale.

Tytuł oryginału: Forgive Me, Leonard Peacock
Liczba stron: 408
Wydawca: Otwarte
Leonard jest bohaterem, który budzi w czytelniku mieszane uczucia. Współczuje mu się oraz towarzyszy w dniu jego planowanego samobójstwa, a dzięki pierwszoosobowej narracji mamy wgląd w jego psychikę, jednak jest on tak bardzo ludzki, że nie da się go ot tak po prostu zaszufladkować. Ma swoje wady, dziwactwa oraz zalety. Bywa odrzucający, czy budzący wątpliwości; można nawet powiedzieć, że jest typem bohatera negatywno-pozytywnego. Nie sprawia to jednak, że jego opowieść jest mniej poruszająca.

Spodobał mi się bardzo motyw listów, których jednak treści nie mogę zdradzić ze względu na ich ogromny wpływ na rozwój fabuły. Na początku nie mogłam ich sprecyzować: dlaczego się tutaj znalazły, jaką odgrywają rolę i jaki mają związek z tytułem... Spodobał mi się pokrętny oraz bardzo specyficzny humor autor i jego naprawdę widoczny wpływ na akcję powieści.

Zakończenie książki "Wybacz mi, Leonardzie" jest moim zdaniem również naprawdę nietypowe, jak na powieść z gatunku young adult; gdy już pominie się niepojawiający się (na co absolutnie nie ma co narzekać) wątek miłosny, to zostaje nam stały element, czyli zakończenie, które jest zwyczajnie klarowne oraz pełne nadziei. Zastanawiałam się, jak autor ujmie to wszystko na końcu; jak ją podsumuje oraz przedstawi sytuację Leonarda w przyszłości. Miałam wiele scenariuszy oraz obaw, ale autor umiejętnie je rozwiał.

Historia przedstawiona w powieści Wybacz mi, Leonardzie zaskakiwała mnie na każdym kroku. Kiedy już myślałam, że wiem, co wydarzy się na następnej stronie, autor skutecznie mnie mylił, tworząc coś znacznie lepszego, niż sobie wyobrażałam. Książka porusza do głębi prostotą oraz prawdziwością. Jest to historia pełna kontrastów: rozdzierająca, a przez to bolesna, ale i niebezpiecznie piękna. Polecam z całego serca!

Ocena: 9/10.
Podziel się
„A może jednak nauczyłem się dzięki koszykówce czegoś o życiu: obchodzisz innych ludzi tylko wtedy, gdy możesz pomóc im wygrać. Jeśli nie możesz tego zrobić, przestajesz się liczyć.”

Pierwsza powieść Matthew Quicka przyniosła mu sławę, a książka wzbudziła tak dużo emocji oraz zainteresowania, że doczekała się filmu. Szybko wylądowała na mojej półce, choć aż dotąd, mimo obejrzenia ekranizacji, nie potrafiłam zabrać się za pierwowzór. W przypadku „Niezbędnika obserwatorów gwiazd” wiedziałam, że nie będę mogła tyle czekać, a to z powodu wielu pozytywnych opinii, które szalenie mnie zaintrygowały. Postanowiłam więc sama odkryć tę historię!

Finley nie mieszka w ciekawej okolicy. Nikt nie mówi o tym głośno, ale wiadomo, że irlandzka mafia oraz czarne gangi rządzą tą dzielnicą. Chłopak ma jednak pasję oraz niezwykłą dziewczynę, która wspiera go w trudnych momentach oraz podziela jego zamiłowania do koszykówki. Gdyby Finley nie miał dość problemów, to musi jeszcze zaopiekować się nowym uczniem, który twierdzi, że przybył z kosmosu, aby zrozumieć ludzkie emocje…

Oryginalny tytuł: Boy 21
Liczba stron: 313
Wydawca: Otwarte
Wszyscy wiemy, że książki YA opierają swoją fabułę na problemie, który zazwyczaj okazuje się być bardzo poważny i choć autor stawia przed bohaterami kolejne trudności, nie jest też bezlitosny i czasami pomija niektóre aspekty, aby osłodzić historię. Matthew Quick nie boi się jednak niczego i nie ukrywa, jak sytuacja wygląda naprawdę, gdy człowiek znajduje się w sytuacji Finleya. Myślę, że czytelnicy przyzwyczajeni są, że w pewnym momencie opowieści, okazuje się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, a tutaj nigdy nie można spodziewać się, jaki zwrot akcji czyha na kolejnej stronie.

Nie można powiedzieć, że Matthew Quick porusza nowatorskie problemy, ponieważ autor opisuje sytuacje, która mogła spotkać każdego nastolatka oraz świetnie przedstawia ich emocje, wnętrze, nadzieje oraz obawy. Pokazuje z czym muszą zmagać się, jakby nie było, wciąż dzieci, gdy z powodu takiej, a nie innej sytuacji rodzinnej same muszą zabrać o siebie oraz swoją przyszłość. Serce się człowiekowi ściska w niektórych momentach.

Matthew Quick poza samymi bohaterami doskonale oddał tło historii. Choć ta historia nie ma w sobie elementów paranormalnych, to jednak sama w sobie stała się nadnaturalna. To, co obserwujemy na kolejnych kartach powieści szokuje, ponieważ niby człowiek słyszał o dzielnicach rządzących przez mafię, ale ‘zobaczyć’ ją oczami bohatera; ludzi, którzy nie mają praktycznie żadnej przyszłości, czy nadziei na lepsze jutro, więc pozostaje im tylko przeżyć z dnia na dzień… Niby „Niezbędnik obserwatorów gwiazd” nie ma tak wielu stron, ale opisuje więcej niż niektóre wielkie tomiska.

Były momenty, w których książkę czytało się z rzewnym uśmiechem, gdy pojawiało się wyjście z sytuacji, a akcja toczyła się w taki sposób, że nic nie mogło już pójść źle, ale życie, jak to życie postanowiło podstawić nogę wszystkim bohaterom, a rzeczywistość przypomniała o sobie w najbardziej brutalny sposób. W tym momencie można było zauważyć, jak przywiązaliśmy się do pozornie nierzucających się w oczy postaci. Mam wrażenie, że bohaterowie w tej opowieści są stonowani, ale nie przez niedopracowanie autora, lecz doświadczenia, z którymi musieli sobie poradzić.

"Prawie wszystko można zniszczyć. Wszystko jest kruche. Tymczasowe."

"Niezbędnik obserwatorów gwiazd" to słodko-gorzka opowieść, która pokazuje, jak ciężkie  bywa życie – i to w tak realistyczny sposób, że nie sposób nie przeżywać wszystkiego wraz z bohaterami. Historia ta na długo pozostaje w pamięci. Myślę, że na rynku jest coraz mniej powieści, które poruszają w taki sposób duszę człowieka, i uważam, że jest to idealna lektura dla osoby w każdym wieku.

Ocena: 8/10.

Podziel się
Źródło: movellas.com
Ostatnio w czasie rozmowy z M. wyłonił się ciekawy temat. Stwierdziłam, że wybieram się do kina na "Zaginioną dziewczynę", a on powiedział, że chętnie by zobaczył "Nową ziemię". Nie musiałam długo się zastanawiać: ja też zobaczyłabym ten film! Są pozycje, które nadają się idealnie do przeniesienia na duży ekran i często po prostu leżą gdzieś tam zapomniane, a dużo gorsze tytuły są z wielkim rozmachem przerabiane na film. Tak narodził się ten post, w którym napiszę o książkach, które ja zobaczyłabym na dużym ekranie i to najlepiej, jak najszybciej!

O "Kodzie Leonarda da Vinci" słyszał każdy, jednak gdyby spytać te osoby, to większość z nich nie wiedziałaby, że Dan Brown nie tylko o Robercie Langdonie pisał! Jest autorem dwóch innych niezwiązanych ze sobą powieści, a jedna z nich "Zwodniczy punkt" wstrząsnęła mną do głębi już sześć lat temu. Wciąż tak wiele pamiętam z jej fabuły, a nawet to z jakiej biblioteki ją miałam (za to imion nauczycieli, którzy mnie wtedy uczyli sobie przypomnieć nie mogę). W każdym razie ta książka prosi się o to, żeby z niej zrobić film. Amerykanie kochają spiski, akcję i świeże wątki kryminalne, a jeszcze, jak bohaterką jest przystojna kobieta, to czego chcieć więcej. Więc gdzie jest ten film?

"Zabójczy gatunek" to jedna z tych książek, o której prawie nikt nie słyszał i którą widzi się kątem oka przerzucając książki na regale z przeceną. Nie wiem, co pokusiło mnie o kupno tej pozycji, ale wiem, że lepiej trafić nie mogłam. Jest to niesamowicie dobrze skonstruowany thriller z wątkami ewolucji, która skłania pradawne zwierzęta zamieszkujące dno oceanu do jego opuszczenia... Wiem, jak to brzmi i często pytałam siebie w czasie lektury, czy byłoby to w ogóle możliwe, jednak autor tak zręcznie skonstruował tą opowieść, że wydaje się ona wiarygodna i przez to tak przerażająca. Ma w sobie filmowy potencjał moim zdaniem!

Nadzieja wielka i równie duża możliwość tego, że 'GONE. Zniknęli' zostanie sfilmowane, co prawda, jako serial - po sukcesie 'Pod kopułą' zaczęły się rozmowy, ale zawsze! Moim osobistym zdaniem GONE doskonale sprawdzi się w obu rolach, ponieważ nie trzeba od razu robić tasiemca w stylu Supernatural, a można w serialu dobrze rozwinąć wiele wątków i przedstawić lepiej bohaterów. Jako że ostatnio moda na antyutopie/utopie trwa w najlepsze, tym większa szansa na to, że autor dogada się ze stacją! Trzymam kciuki!

Z BZRK robi się sprawa cięższa. Książka jest genialna, ale bardzo złożona i przez to według mnie miałaby oddziaływanie w stylu Incepcji - ludzie z jednej strony zachwycaliby się inteligencją oraz niesamowitymi efektami specjalnymi, które są na najwyższym poziomie, a z drugiej inni by tego... nie poczuli w ogóle. Jednak tak znakomicie czyta się BZRK; wszystko po prostu widziałam oczami wyobraźni, więc może kiedyś ktoś dostrzeże, jak wiele kryje się w tej historii. (Jeżeli nie, to ja już wiem, gdzie będę lokować "przyszłe" miliony ;) ).

Ubolewam straszliwie, że po "Cress" ani widu ani słychu, czego nie rozumiem. Według mnie "Saga księżycowa" była najlepiej wypromowaną serią od wielu lat, która nie "jechała" na sławie filmu, czy autora, ponieważ sami pomyślcie... Wycieczki do Pekinu nie organizuje się tak często. W każdym razie baśniowe historie robią się coraz popularniejsze i Cinder widziałabym przeniesioną na wielki ekran przez Disney! Może po sukcesie "Kopciuszka", który ma wyjść w przyszłym roku, ktoś zainteresuje się wersją, która przenosi nas daleko w przyszłość, ale pamięta o tradycyjnych wartościach, które przekazywała baśń?

Doskonale zdaję sobie sprawę, że jest serial "The Lying Game", ale naprawdę próbowałam trzy razy go obejrzeć i dotrwałam do 13-ego odcinka, a potem musiałam skapitulować, ponieważ tak źle zrobionego pierwszego sezonu to ja dawno nie widziałam. Tym większe zaskoczenie, jak różna była książka i jak fajny wątek przedstawiała! Tylko oczywiście nie chciałabym przenoszenia na duży ekran całej serii, gdy wszystkie tomy są o tym samym... Widziałabym "Grę w Kłamstwa" obok filmów w stylu "Braatz", czy "August, stringi i przytulanki", ponieważ tę historię dałoby się zamknąć w jednej części, a lekka paranormalna nutka i podkręcony romans - w książce nie ma on zbyt dużego polotu, sprawiłby, że byłaby to świetna historia dla nastolatek z ciekawym smaczkiem.

Na "Grze w Kłamstwa" nie kończy się jednak moja lista; nie spodziewałam się po prostu, że tych książek będzie tak wiele (już mam na kartce z dziesięć tytułów poza tymi), więc już niedługo postaram się przedstawić dalszą część "Książek, którego zobaczyłabym na dużym ekranie"!

Jakie Wy byście tam widzieli? :)
Podziel się
Źródło: FB
tumblr.com
Znacie powieść "Czarnoksiężnik z Krainy Oz"? Jeżeli nie, to na pewno spotkaliście się ze Złą Czarownicą z zachodu, po angielsku znaną, jako "Wicked Witch" - zielona z zazdrości wiedźma doczekała się własnego musicalu oraz książki, ponieważ okazała się być ona o wiele ciekawszą postacią, niż dobroduszna Dorotka. W końcu Złą Czarownice spotkał nie lada zaszczyt - stała się częścią "Once Upon a Time".

Emma i Henry spędzili szczęśliwy rok w Nowym Jorku, mając wrażenie, że było to dziesięć lat, których nigdy nie przeżyli osobno. Jednak, gdy na progu apartamentu Panny Swan pojawia się Kapitan Hook, okazuje się, że magiczna strona życia Emmy nie da o sobie zapomnieć. Wyrusza ona ponownie do Storybrook, którego mieszkańcy z powrotem uwięzieni są w miasteczku i ponownie nie pamiętają, jak to się stało i co wydarzyło się przez miniony rok. Bardzo możliwe, że osoba, która wymazała im wspomnienia oraz wyrwała z Zaczarowanego Lasu jest wśród nich...

Zawsze podziwiałam, jak scenarzyści "Once Upon a Time" wprowadzają nowe postacie do tej historii. Myśleliście, że widzieliście już wszystko? Zawsze znajdzie się dobry i co najważniejsze - nienaciągany sposób, aby połączyć dobrze znanych nam bohaterów w czasami całkowicie nowy sposób. Niby niektórzy narzekają, że w ten czy inny sposób, każda z postaci jest ze sobą związana, ale dla mnie jest to zaletą - czas ekranowy dostaje każdy i ma się wrażenie, że ogląda się losy prawdziwej społeczności, a nie zbiór oderwanych od siebie wątków.
jw.
Zło przeciw Nikczemności. Regina jest moją ulubioną postacią żeńską w "Once Upon a Time", dlatego cieszę się, że wciąż odgrywa ona bardzo ważną rolę i mogłoby się wydawać, że wreszcie - po tylu nieszczęściach i bólach, będzie mogła być szczęśliwa. Miałam więc ochotę zamordować kogoś za ten finał trzeciego sezonu. Emma doskonale się nadaje, choć już zaczynałam ją trochę lubić - nawet jeżeli nadal potrafi zrobić tylko jedną minę (cały czas się zastanawiam, jak mogłam nie zauważyć tego oglądając House'a??? A może dlatego nie lubiłam Cameron?). 

Aktorka grająca Wicked Witch zachwyca. Są aktorzy, którzy grają dobrze i są też grający wybitnie, a Rebecca Mader zdecydowanie do nich należy. Ta mimika, gesty... Sam jej uśmiech jest tak doskonały, że od razu kupiła mnie ta postać. Ciekawie było obserwować rozwój bohaterki, a do jej historii, twórcy jak zawsze, przemycili ważne prawdy życiowe oraz morał. Jak to w baśniach.
jw.
Choć przeszkadzało mi to, że "nie wystarczyło" scenariusza w "Once Upon a Time", aby cały sezon był oparty na jednym wątku, tak nie mogę narzekać, ponieważ w obu częściach coś mnie urzekło. Miałam chwilę zwątpienia w ten serial, ale wiara powróciła i przebieram nóżkami na nowe odcinki. "Kraina lodu" i Storybrook? Czy Elsa (biedna) znowu będzie złym charakterem? Zobaczymy! 

Ocena: 7/10.
jw.
jw.

Podziel się
Już październik! Szczerze mówiąc nawet nie wiem, kiedy mi minął ten wrzesień... Najpierw tydzień w Grecji, potem powrót do szkoły i cztery tygodnie zlewają się w jedno. Jednak nie narzekam i oby tak dalej! Im szybciej zleci mi do maja czas, tym lepiej. Jestem chyba jedyną osobą, która wyczekuje matury, jak dzieci komunii. :P

W tym miesiącu (znaczy zeszłym ekhm ekhm) udało mi się przeczytać 13 książek, ale psuło mi to "Jądro ciemności" kompozycje, więc pozostaje tylko w naszej pamięci. :P Zawsze możecie sprawdzać, co kiedy i jak na liście przeczytanych w 2014 lub na moim profilu na Lubimyczytac.pl Pojawiają się tam wcześniej recenzje (lub zapowiedzi recenzji). Zapraszam :)

Przy okazji zapraszam również na fan page Bucherwelt, gdzie spamuje sobie bezkarnie ślicznymi obrazkami oraz umieszczam mini opinie np. o odcinkach seriali, które sobie czasami oglądam (ale ostatnio rzadko, bo recenzenckie same się mnożą, ale już czytać same się nie chcą, ehhh).

A teraz ulubiona pora miesiąca, czyli czas na zdobycze!


Wydanie kolekcjonerskie magazynu National Geographic Odkrywca - rok 2012/2013
Po lewej:
Złoto głupców - Philippa Gregory - od wyd. Egmont Literacki - recenzja
Nie pozwól mi odejść - Catherine Ryan Hyde - od wyd. Jaguar 
Jedyna -  Kiera Cass - jw. - recenzja
Jedwabnik - Robert Galbraith - od Publicatu ♥
Miasto 44 - Marcin Mastalerz - recenzja
Od prawej
Der Beobachter - Charlotte Link - w ramach akcji "czytam po niemiecku, maturę trzeba zdać ©"
Dziewczę z sadu - Lucy Maud Montgomery - recenzja
Mała księżniczka - Frances Hodgson Burnett

Chiński ekspres - Damian Dibben
Julia. Trzy tajemnice - Tahereh Mafi
Kłamstwo doskonałe - Sara Shepard - od wyd. Otwartego - recenzja
Bóg, honor, trucizna -  Robert Foryś - jw.
Gościnnie wystąpili w chórkach: 3 sezon Sherlocka, 6 cz. 1 sezonu Doctora Who oraz The Sims 4. 

Znaleźliście coś dla siebie? Co polecacie? Co koniecznie chcecie zobaczyć na Waszej półce? Jaki bilans przeczytanych książek we wrześniu? :)
Podziel się
Nowsze posty Starsze posty Strona główna

O mnie

Blogerka. Studentka. Mieszkanka Berlina. Whovian. Slytherin. Cheerleaderka Riordana.
Dowiedz się więcej

“Reading is one of the joys of life, and once you begin, you can't stop, and you've got so many stories to look forward to.”

Benedict Cumberbatch

Znajdź mnie

  • Facebook
  • Instagram
  • Tumblr
  • Youtube

Kontakt

Dowiedz się więcej

Niedługo na blogu

Moja kolekcja Funko popów
Moja przygoda ze Skupszopem
Unboxing ostatniego World of Wizardry
Rick Riordan prezentuje
King of Scars

Polecane

  • Streszczenie: Złodziej Pioruna - Rick Riordan
    Cześć, tu Percy. Zostałem przekupiony niebieskimi pączkami, więc oto przybywam, aby powrócić do korzeni i opowiedzieć Wam o początkach mo...
  • W jakiej kolejności czytać książki Ricka Riordana?
    Książki Ricka Riordana są obecne w moim życiu od ponad siedmiu lat. Bez nich prawdopodobnie nie byłoby tego bloga. Zaczęłam czytać se...
  • Najciekawsze wydania Harry'ego Pottera
    Wygląd książki jest bardzo ważny, choć zapytani o to, mówimy, że nie można oceniać książki po okładce, zwłaszcza gdy bronimy ulubionej powi...
  • Streszczenie "Harry'ego Pottera i przeklętego dziecka" 1/2
    Witam! Wasze piękne oczka Was nie mylą. Poniżej znajdziecie streszczenie pierwszej części scenariusza fan fiction zatytułowanego "...
  • Konkurs
    Na uczczenie sześciu miesięcy specjalnie dla Was konkurs! Do wygrania jest 'Niezgodna' autorstwa Veronic'i Roth. Moja rec...
  • Projekt: Kończę serie wydawnicze
    Kończę serie wydawnicze, czyli mój mały, własny cel czytelniczy, który staram się realizować i w ogóle mi nie idzie. :) Jak już niby idzi...
  • Stos wrześniowy
    Za oknem buro, mnóstwo zadań do szkoły i brakuje czasu na czytanie. :( Jednak zawsze staram znaleźć czas na odwiedzenie Waszych blogów. :...
  • 7 lat Bucherwelt!
    Piątek 13-ego 2012 roku - to właśnie wtedy w Internecie pojawił się blog bucherwelt.blogspot.com . Dzisiaj siedem lat (i tydzień) późnie...
  • Stos książkowy
    Wracam z wyjazdu, a tam książki czekają. :D Miła niespodzianka! No i było kolejne przemeblowanie, ostatecznie niektóre książki stoją na st...
  • Druga rocznica założenia bloga
    Dzisiaj - 13 stycznia 2014 roku - mój własny, amatorski, recenzencki blog skończył pełne dwa latka! Nie mogę uwierzyć, że już minęło tyle c...

Archiwum

  • ▼  2019 (3)
    • ▼  lutego (1)
      • Rewatch Gry o Tron przed premierą ostatniego sezonu!
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2018 (17)
    • ►  lipca (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  maja (1)
    • ►  kwietnia (3)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (4)
  • ►  2017 (42)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (3)
    • ►  października (5)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  lipca (4)
    • ►  czerwca (3)
    • ►  maja (2)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  marca (3)
    • ►  lutego (8)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2016 (120)
    • ►  grudnia (9)
    • ►  listopada (9)
    • ►  października (6)
    • ►  września (9)
    • ►  sierpnia (8)
    • ►  lipca (8)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (11)
    • ►  marca (10)
    • ►  lutego (13)
    • ►  stycznia (17)
  • ►  2015 (161)
    • ►  grudnia (6)
    • ►  listopada (11)
    • ►  października (10)
    • ►  września (9)
    • ►  sierpnia (5)
    • ►  lipca (13)
    • ►  czerwca (15)
    • ►  maja (18)
    • ►  kwietnia (18)
    • ►  marca (18)
    • ►  lutego (18)
    • ►  stycznia (20)
  • ►  2014 (266)
    • ►  grudnia (19)
    • ►  listopada (23)
    • ►  października (26)
    • ►  września (17)
    • ►  sierpnia (21)
    • ►  lipca (20)
    • ►  czerwca (23)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (23)
    • ►  marca (26)
    • ►  lutego (28)
    • ►  stycznia (28)
  • ►  2013 (270)
    • ►  grudnia (23)
    • ►  listopada (19)
    • ►  października (23)
    • ►  września (21)
    • ►  sierpnia (21)
    • ►  lipca (20)
    • ►  czerwca (22)
    • ►  maja (29)
    • ►  kwietnia (22)
    • ►  marca (31)
    • ►  lutego (20)
    • ►  stycznia (19)
  • ►  2012 (135)
    • ►  grudnia (11)
    • ►  listopada (12)
    • ►  października (15)
    • ►  września (12)
    • ►  sierpnia (12)
    • ►  lipca (11)
    • ►  czerwca (15)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (12)
    • ►  marca (11)
    • ►  lutego (9)
    • ►  stycznia (3)

Ulubione

  • Mirabelka
    Spostrzeżenia po ekstrakcji ósemki
    3 dni temu
  • Gosiarella
    Lekcja ironii dla każdego. Znajdź swój ulubiony tytuł od królowej polskiej satyry
    4 tygodnie temu
  • Patrycja W.
    Podsumowanie lutego
    4 miesiące temu
  • eM
    Zagraniczne zapowiedzi: czerwiec, lipiec 2022
    4 lata temu
  • Patrycja
    Nieugięta bohaterka - "Wojna Makowa" Rebecca
    6 lat temu
  • Blair Blake
    Na skraju złowrogiego Boru, albo Wybrana Naomi Novik
    6 lat temu
  • Korvo
    Recenzja: Karpie bijem - Andrzej Pilipiuk
    7 lat temu
  • Harry Potter Kolekcja
    Regulamin konkursu "Twój Simon"
    8 lat temu
  • Abigail
    Bieg do gwiazd, Dominika Smoleń
    8 lat temu
  • Julia
    Małe rzeczy, bez których sobie nie radzę
    9 lat temu
  • Alicja
    Lair of Dreams
    10 lat temu
  • Wydawnictwo Jaguar
    Kuchnia Entego, chaos i "Jewel"
    11 lat temu
Pokaż 5 Pokaż wszystko

Deviantart

Dziękuję za zrobienie pięknego logo!
Wszystkie komentarze zawierające linki są moderowane.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

WAŻNE

Wszystkie opinie i recenzje zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa i nie wyrażam zgody nakopiowanie całości lub ich fragmentów bez mojej wiedzy i zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Licznik odwiedzin

Obserwatorzy

Copyright © 2012 Sophie & Bucherwelt