Przedpremierowo: Fangirl - Rainbow Rowell

Premiera: 29 lipiec 2015 r.
Tytuł oryginału: Fangirl
Powieść w jednym tomie
Cykl: Moondrive
Liczba stron: 464
Ocena: 6/10
"Fangirl" była jedną z najbardziej oczekiwanych przeze mnie premier tego roku. Książkę zaczęłam czytać w oryginale już jakiś czas temu, ale nigdy nie miałam okazji jej dokończyć. Byłam oczywiście nastawiona najbardziej pozytywnie, jak się dało, a to z dwóch powodów: "Eleonora i Park" to jedna z najpiękniejszych książek, jakie czytałam, a do tego "Fangirl" miała być książką, w której każda fanka odnajdzie siebie. Czy jednak tak właśnie było?

Wren i Cath były nie tylko bliźniaczkami - były również najlepszymi przyjaciółkami, które od początku trzymały się razem. To zmieniło się jednak, gdy poszły do college'u. Wren zaczęła żyć pełnią życia, a Cath... pozostała Cath, wierną fanką książek o Simonie Snow, który stał się całym jej życiem. Zamknięta w pokoju w akademiku dalej tworzyła fan fiction mając nadzieję, że nauka nie zmieni jej przyzwyczajeń, gdy zmieniło się już wszystko, co znała...

Po "Eleonorze i Park" spodziewałam się właściwie miłości od samej dedykacji, jednak czytałam "Fangirl" i czytałam, a procenty mozolnie rosły [w czytniku oczywiście!] i... nic. Czekałam na boom, wielki moment, coś, co zmieni "Fangirl" w tę jedyną książkę, którą kocha każda fanka - właściwie czegokolwiek  -chodząca po tym świecie. W końcu zostało niewiele procent, a ja zaczęłam godzić się z tym, że "Fangirl" nie jest taką książka, a przynajmniej nie dla mnie.

Czytając "Fangirl" czułam się właściwie źle ze samą sobą, jakby historia mnie ganiła, ponieważ jestem fanką. Miałam wrażenie, że bycie fanką przedstawione jest jako coś negatywnego. W ogóle nie mogłam odnaleźć się w tej historii, w osobie Cath, która nie przypominała mi żadnej znanej fanki, a tym bardziej mnie samej.

Za to wątek miłosny przedstawiony w "Fangirl" jest bardzo podobny do tego, co znajdziemy w "Eleonorze i Park", co uważam za plus, choć ktoś mógłby powiedzieć, że to schematyczność. Może i tak jest, ale to właśnie oczarowało mnie w pierwszej powieści dla młodzieży Rainbow Rowell. Wszystko w tej historii rozwijało się powoli i naturalnie, był tylko jeden moment, gdy historia wypadała niezręcznie, jednak potem znów wróciła na właściwe tory. Jestem pewna, że każda czytelniczka "Fangirl" na pewno będzie oczarowana Levi'm, ponieważ inaczej się nie da. Może nie wszystko wypadło stuprocentowo realnie, jednak znalazłam tutaj tę magię, która sprawiła, że miałam tak optymistyczne podejście do "Fangirl".

Rainbow Rowell porusza w "Fangirl" wiele problemów i raczej nie można dokończyć tego słowami "typowych dla nastolatków", ponieważ jest tak tylko po części. Bardzo wiele jest tutaj również o rozbitej rodzinie i wszystkich tego konsekwencjach, które ukształtowały Wren i Cath takimi, jakie się dzisiaj stały. To wszystko tutaj również wydawało się naturalne, choć czy realne? Mam wrażenie, że opowieść została otoczona mgiełką pewnej nierzeczywistości, przez co nawet zakręty losu kończyły się jakoś tak... miękko.

"Fangirl" to opowieść przede wszystkim o pisaniu fan fiction, więc pewnie wiele osób, które je tworzy lub/i lubi czytać odnajdzie tutaj coś dla siebie. Może być to też jeden z powodów, dla których książka dla mnie nie trafiła, ponieważ pisanie fan fiction było dla mnie raczej chwilową fazą i choć często mam fazy na różne tematy, jak Cath na Simona Snowa - który jest btw. czymś w rodzaju "Harry'ego Pottera" pod względem nie tylko fabularnym, ale również rozgłosu książek oraz filmów, o którym możemy przeczytać - to jednak wciąż odkrywam coś nowego i oczywiście są rzeczy, które kocham cały czas, ale obecnie przeżywam mocniej coś innego. Do tego zaprezentowane fragmenty powieści o Simonie Snowie, jak również fan fiction Cath i Wren nie były jakieś szczególnie oszałamiające. Nie wiem, czy nie lepiej byłoby już fiksować na punkcie Harry'ego Pottera, choć tu pozostaje kwestia praw autorskich... W każdym razie raz pojawił się sam "Harry Potter" w rozmowie.

"Fangirl" to nie jest książka, w której odnalazłam samą siebie. Właściwie nie byłoby w niej nic odróżniającego ją od innych powieści obyczajowych dla młodzieży, gdyby nie ten wątek miłosny, któremu nie potrafiłam się oprzeć, i który mam nadzieję odnaleźć w kolejnych książkach Rainbow Rowell, ponieważ o ile się nie mylę zostały wykupione prawa do trzech powieści, a jeszcze jest nie-kontynuacja "Fangirl" - "Carry on".

FRAGMENT DLA OSÓB, KTÓRE PRZECZYTAŁY FANGIRL. SPOILERY!!! CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ! ZAŻALEŃ NIE PRZYJMUJĘ.

Czytając "Fangirl" mocno się zdenerwowałam, ponieważ jak napisałam wyżej bycie fanką jest przedstawione w tej historii, jako coś negatywnego, a to ponieważ Cath nie była normalną osobą, która po prostu coś lubi i tworzy fan fiction. O nie! Cath była zdrowo kopnięta i miała predyspozycje do chorób psychicznych (z powodu jej ojca z chorobą dwubiegunową) i nie raz nazywała sama siebie wariatką i to wcale nie żartobliwie, ponieważ ona raczej nie należy do osób z wybitnym poczuciem humoru. Kiedy więc angażowała się, siedziała i pisała, żyła opowieścią o Simonie Snowie była kimś złym, wariatką, która nie dostrzega życia, nie ma przyjaciół, nie wychodzi do ludzi, nie chodziła nawet przez miesiąc do stołówki (i głodowała), ponieważ nie wiedziała gdzie ona jest... [Właściwie plan kampusu na pewno jest na internecie, a z niej taka niby obeznana osoba była, tak więc pozdrawiam.] Mogłabym ją już  po prostu diagnozować z psychozy. Szukałam tam samej siebie, serio, a to co znalazłam mi się nie spodobało, ponieważ żadna ze znanych mi osób nie jest taka, choć są fanami, więc absolutnie nie było zgodne z prawdą, którą znam.

PS. Autorka zapowiedziała, że w tym roku w październiku ukaże się książka zatytułowana "Carry on" (jak w "Fangirl" fan fiction Cath "Rób swoje, Simonie"), która jest zakończeniem przygód Simona Snowa, czyli tak jakby tym ósmym tomem, którego własną wersję tworzyła Cath.

PS. 2. Fragment dla osób, które przeczytały książkę, to element, który jest nowością na moim blogu i zobaczę jeszcze, co z tym zrobię, ponieważ nie wszystkie książki mobilizują do wdawania się w szczegóły, a przy innych grzech tego nie robić. 

Sophie di Angelo

Zobacz również