![]() |
Źródło: FB |
Od zawsze wiedziałam, że książki oraz seriale są bardzo inspirujące; zaświadczyć może o tym chociażby ogromna ilość fan fiction oraz fan artów. "Hannibal" nie należy więc do wyjątków, a nawet jest w pewien sposób szczególny w moim przypadku, ponieważ jak nie zbliżam się do kuchni, gdy nie muszę, tak nagle zapragnęłam nauczyć się robić takie czaderskie posiłki. Chociaż może nie z ludziny... Szukając tematów do "Miesiąca z... Hannibalem" miałam więc weny pod dostatkiem, a ponieważ zaraz po nadrobieniu serialu (co zajęło mi jakiś tydzień), wzięłam się za książki, to w ten sposób narodził się można powiedzieć nowy cykl porównawczy. Serial/film, a książki. Trochę będzie tutaj o różnicach, choć nie będzie to jakiś wykaz 'błędów'; porównanie bohaterów oraz ich relacji oraz wielu innych aspektów, które dowiodą tym razem, że seria książek autorstwa Thomasa Harrisa nie mogła doczekać się lepszej adaptacji. UWAGA SPOILERY.
1. Hannibal Lecter
![]() |
tumblr.com |
Najważniejszą osobą jest oczywiście nasz tytułowy Doctor oraz kanibal. Pisząc wszystkie recenzje serialu musiałam powstrzymywać się, żeby nie napisać WOW, Mads Mikkelson to istny geniusz, ponieważ moim zdaniem oddał postać Hannibala lepiej niż Anthony Hopkins. Wiadomo, że wspomniany pan jest legendą, ale jednak jego interpretacja miała w sobie za dużo... emocji, a zwłaszcza było widać tutaj namiastkę szaleństwa. Przy Madsie za to Królowa Lodu wychodzi na beksę, ponieważ jest on tak subtelny i majestatyczny, jako Hannibal, że to właśnie jego widziałam czytając książki; odnajdywałam go na kartach powieści. Mads nie gra Hannibala, on nim jest. Zwykle narzeka się na to, że aktorzy psują nam odbiór bohaterów, ale tutaj nie mogłam lepiej trafić. Madsowi należy się nie jedna ciężarówka wianków, a cały tuzin.
2. Will Graham
![]() |
weheartit.com |
Pewnie wiele osób się zdziwi, ale właściwie Will nie jest bardzo ważny w książkach. To prawda, że jest tak jakby głównym bohaterem pierwszego tomu, ale w kolejnych zostaje wspomniany tylko raz. Jest on też biedny np. z powodu Mary, która mam nadzieję pojawi się w serialu, ale to serialowy Will jest definicją biedności; dla niego w końcu powstało to określenie. W książce nie czułam z bohaterem więzi, a ponieważ nie chciałam sobie popsuć adaptacji, to odrzuciłam wyobrażenie twórców serialu i sama wykreowałam sobie postać Willa. Zdecydowanie jest mniej poruszający; człowiek nie czuje w związku z nim tak wielkiej więzi, ponieważ uchodzi on tutaj za męczennika, a w serialu dosłownie nim jest. Pod tym względem jak widzicie w adaptacji jest lepiej i zręcznie uczyniono z właściwie takiej sobie postaci głównego (i biednego!!!) bohatera serialu.
3. Hannibal x Will
Powiedzmy, że w książce Will jest w jakiś sposób ważny dla Hannibala. Przejmuje się on jego brakiem manier oraz tym, że nie dał mu swojego numeru telefonu, jednak nie na tyle, by nie posłać za nim psychola, a ostatecznie zostawić swój podpis na jego buźce. W ogóle to w jaki sposób Will zrozumiał, że to Hannibal jest Rozpruwaczem w książce wyszło tak... śmiesznie? Will poszedł po opinię do niego, zobaczył za nim podręcznik lekarski i doznał olśnienia tak zauważalnego, że Hannie prawie wypruł mu flaki. Za to w serialu... Gdyby relację Willa i Hannibala przeniesiono do Sherlocka, fanki zaczęły by padać jak muchy z nadmiaru emocji. Nie wiem sama, jak to określić, ponieważ nie ma w tym jakieś chamskiej seksualności, że wszyscy pomyślą natychmiastowo: na wszystkich bogów olimpijskich, czy oni robią z nich homoseksualistów? To jest wyjątkowe, niesamowicie emocjonujące (właśnie zaczęłam się wachlować na samą myśl), idealne. Biję pokłony dla scenarzysty oraz aktorów, który potrafili tak pięknie to oddać. Serial bije pod tym względem książkę na głowę.
4. Miriam Lass/Clarice Starling
![]() |
Tumblr.com |
Clarice Starling jest główną bohaterką dwóch tomów z czterech w serii; jest ona młodą kadetką FBI, która dostaje zadanie dotarcia do Hannibala, który siedząc w więzieniu miał każdego głęboko w poważaniu. Zaczął rozmawiać dopiero z nią. W serialu po pierwsze nie mieli praw do jej imienia i nazwiska (ma je inna stacja, która chce zrobić o niej serial, ale za to nie ma praw do Hannibal), przez co skończyło się na dość niefortunnie dobranej odtwórczyni, która moim zdaniem była nawet nie nijaka, ale kiepska. Zdecydowanie najlepsze wrażenie wywarła na mnie Jodie Foster z filmu "Milczenie owiec". Tutaj adaptacja trochę zawiodła, choć poprowadzenie jej historii, czyli swobodne granie na końcówce "Hannibala" oraz "Milczeniu owiec" jest bardzo ładnie zrobione. Szkoda naprawdę, że tak wyszło, ponieważ szalenie polubiłam Clarice w książkach!
5. Vergerowie
![]() |
Tumblr.com |
Jeden z głównych wątków drugiego sezonu oraz trzeciego tomu; moim osobistym zdaniem odrobinkę za szybko wyciągnięty w serialu i równie błyskawicznie skończony. Oczywiście doskonale wykorzystano pierwowzór dbając o takie szczegóły, jak to, że Mason pił Martini ze łzami oraz inne pozornie nieważne pierdoły, które jednak każdy fan, gdy tylko zauważy docenia. Widzę w tym trochę puszczanie oczka wszystkim widzom. W każdym razie bardzo w serialu nie spodobało mi się, że Margot skończyła w taki sposób, ponieważ według mnie w książce dostała dokładnie to, na co zasłużyła. Zobaczymy, czy się to jakoś rozwinie w kolejnym sezonie i może jeszcze zmienię zdanie.
6. Abigail Hoobs
Powiem Wam tak, w książce sprawa Hobba zostaje wspomniana, a nawet wyjaśniona bardzo krótko, jako że Will dzięki niej zasłynął i przy okazji capnął Hannibala. Abigail zostaje za to wspomniana raz; Will wyjaśnia, że ją uratował i żyje sobie ona zacnie od kilku lat. W serialu zaczęto od tej historii, a Abigail okazała się nie tylko cudownie dobrana (miłość od pierwszego wejrzenia), to jeszcze odgrywa sporą rolę w życiu Willa oraz Hannibala. Gdy padł tekst o córce z ust Hannie'ego, ich córce, to nie mogłam się pozbierać. Strasznie się cieszę, że Bryan Fuller wyciągnął ten wątek i tak go poprowadził!
7. Seryjni mordercy
Powiem Wam, że to właściwie bardzo zabawna sprawa, ponieważ jak dowiadujemy się z książki wcale nie jest tak łatwo przyskrzynić takiego seryjnego mordercę; z pojedynczymi jest zdecydowanie łatwiej, ponieważ zwykle pojawia się motyw, ale wielokrotni często są nie do końca normalni, więc policja jest zazwyczaj straszliwie bezradna i czeka wiele miesięcy lub lat, zanim uda mi się wpaść na jakiś porządny trop. "Hannibal" jest sam w sobie jednak trochę kryminalnym serialem, ponieważ drużyna Jacka łapie takich seryjnych morderców i to z powodzeniem! Mamy tutaj więc dość spore nagięcie rzeczywistości, której autor za to doskonale się trzymał.
8. Pozostali bohaterowie
Wspomniano w komentarzu o Dr Bloom, co przypomniało mi, że pominęłam praktycznie wszystkich drugoplanowych bohaterów, a tutaj tyle pięknych rzeczy można napisać. Między innymi to, że w książce wszyscy poza Beverly (i Margot ofc) są facetami. Tak, Alana i Freddie też! Trzeba jeszcze dodać, że obie są starszymi i łysymi facetami, ale za to Dr Bloom jest bardzo sympatyczny i elokwentny; zresztą sami pomyślcie, że Alana wygląda, jakby dopiero studia skończyła, a takich osób nie dopuszcza się do tak ważnych spraw, bo są niedoświadczone. Za to Freddie w serialu uwielbiam, a w książce... cóż gdyby Will ją capnął naprawdę, to skończyłaby żywot dokładnie, jak pokazano to w którymś z odcinków. Został nam jeszcze Jack... O ile w książce naprawdę faceta lubię i mu współczuję, a już w ogóle przy trzecim tomie, to w serialu wątek jego i Belli nudzi i to straszliwie. Taki trochę niepasujący zapychacz.
![]() |
fanpop.com |
Powiem Wam tak, w książce sprawa Hobba zostaje wspomniana, a nawet wyjaśniona bardzo krótko, jako że Will dzięki niej zasłynął i przy okazji capnął Hannibala. Abigail zostaje za to wspomniana raz; Will wyjaśnia, że ją uratował i żyje sobie ona zacnie od kilku lat. W serialu zaczęto od tej historii, a Abigail okazała się nie tylko cudownie dobrana (miłość od pierwszego wejrzenia), to jeszcze odgrywa sporą rolę w życiu Willa oraz Hannibala. Gdy padł tekst o córce z ust Hannie'ego, ich córce, to nie mogłam się pozbierać. Strasznie się cieszę, że Bryan Fuller wyciągnął ten wątek i tak go poprowadził!
7. Seryjni mordercy
Powiem Wam, że to właściwie bardzo zabawna sprawa, ponieważ jak dowiadujemy się z książki wcale nie jest tak łatwo przyskrzynić takiego seryjnego mordercę; z pojedynczymi jest zdecydowanie łatwiej, ponieważ zwykle pojawia się motyw, ale wielokrotni często są nie do końca normalni, więc policja jest zazwyczaj straszliwie bezradna i czeka wiele miesięcy lub lat, zanim uda mi się wpaść na jakiś porządny trop. "Hannibal" jest sam w sobie jednak trochę kryminalnym serialem, ponieważ drużyna Jacka łapie takich seryjnych morderców i to z powodzeniem! Mamy tutaj więc dość spore nagięcie rzeczywistości, której autor za to doskonale się trzymał.
8. Pozostali bohaterowie
Wspomniano w komentarzu o Dr Bloom, co przypomniało mi, że pominęłam praktycznie wszystkich drugoplanowych bohaterów, a tutaj tyle pięknych rzeczy można napisać. Między innymi to, że w książce wszyscy poza Beverly (i Margot ofc) są facetami. Tak, Alana i Freddie też! Trzeba jeszcze dodać, że obie są starszymi i łysymi facetami, ale za to Dr Bloom jest bardzo sympatyczny i elokwentny; zresztą sami pomyślcie, że Alana wygląda, jakby dopiero studia skończyła, a takich osób nie dopuszcza się do tak ważnych spraw, bo są niedoświadczone. Za to Freddie w serialu uwielbiam, a w książce... cóż gdyby Will ją capnął naprawdę, to skończyłaby żywot dokładnie, jak pokazano to w którymś z odcinków. Został nam jeszcze Jack... O ile w książce naprawdę faceta lubię i mu współczuję, a już w ogóle przy trzecim tomie, to w serialu wątek jego i Belli nudzi i to straszliwie. Taki trochę niepasujący zapychacz.
9. Zgodność fabularna
Pierwsze dwa sezony w największym stopniu oparte są na książce "Hannibal"; jest tutaj trochę z "Milczenia owiec", maluteńko "Początku" i praktycznie nic z "Czerwonego smoka". Samo to już pokazuje, że Bryan Fuller odrobił lekcje i nie przeczytał, a przeanalizował książki i stworzył własną historią bazującą teoretycznie na postaciach z "Czerwonego smoka", a w rzeczywistości zdziwilibyście się, jak bardzo nawiązuje się tutaj do pierwowzoru książkowego. Niektóre dialogi przeniesione słowo w słowo, które dopiero przeczytałam w książce, a widzę na ekranie, sprawiały, że z wrażenia szczęki zbierałam z podłogi. Subtelnie, inteligentnie i z klasą twórcy składają pokłon pisarzowi i jego pracy i powiem Wam, że gdybym sama pisała książki, to chciałabym, żeby w taki sposób przenoszono na ekran moje powieści. Mistrzostwo.
Podsumowując bardzo krótko; książki są dla mnie zaiste genialne, jak również adaptacja. Może nawet odrobinkę bardziej, ponieważ tak doskonale znalazłam jej korzenie właśnie w powieściach. Jeżeli jeszcze nie zaczęliście oglądać "Hannibala", to wstydźcie się za siebie i lećcie wspierać biednego Willa oraz podziwiać Hannibala, a dla smaczku poczytajcie sobie przed lub w trakcie książki Thomasa Harrisa.