![]() |
Źródło: LC |
„Mroczny Triumf” jest jedną z najbardziej oczekiwanych przeze mnie książek w tym roku. Nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła zatopić się w lekturze równie gładko, jak ostrza głównej bohaterki wchodziły w kolejne ciała wrogów. Już na wstępie mogę powiedzieć, że warto było czekać tyle miesięcy dla takiej zabójczej kontynuacji.
Sybella spędziła w klasztorze Świętego Mortaina blisko trzy lata. Próbowała wyleczyć się z przeszłości mając przed sobą szansę na nową, lepszą przyszłość. Blizny będące świadectwem bestialstwa jej ojca pozostały jednak nie tylko na jej ciele, ale również na umyśle. Sybella wreszcie jest gotowa wymierzyć sprawiedliwość i rozprawić się z mroczną przeszłością. Aby zatriumfować nie będzie mogła jednak zawahać się ani okazać litości.
Akcja „Mrocznego triumfu” została z powodzeniem osadzona w czasach średniowiecza. Autorka z niezwykłą zgrabnością połączyła fikcję fantastyczną z prawdziwymi historycznymi wydarzeniami. Zachowała również specyficzną wymowę, budowę zdania i słownictwo, a mimo to „Mroczny triumf” czyta się z niezwykłą łatwością, a kolejne strony przelatują czytelnikowi przed oczami szybciej niż rzucone przez Sybellę sztylety.
Czytając „Posępną litość” – pierwszy tom serii „Jego nadobna zabójczyni”, nie polubiłam zbytnio Sybelli, która została przedstawiona, jako chodzący kłębek nerwów wolący decydować sam o swoim losie. Tym razem poznajemy ją po trzech latach, gdy w miarę swoich możliwości przezwyciężyła swoje lęki. Chyba najbardziej w książkach autorstwa Robin LaFevers podoba mi się to, że z taką łatwością stworzyła nie dość, że całkowicie różne od siebie bohaterki - zaczynając choćby od pochodzenia, a kończąc na roli – to do tego wykreowała je, jako silne, młode kobiety. Ich siła nie bierze znikąd, muszą na nią zapracować przezwyciężając własne słabości i pokonując kolejne przeszkody, a wszystko to zostaje przedstawione w intrygujący sposób.
W „Mrocznym Triumfie” autorce udało się również wykreować niesamowicie poruszający romans. Wielką zaletą serii „Jego nadobna zabójczyni” jest fakt, że wątek romantyczny nie odgrywa tutaj najważniejszej roli, lecz jego pojawienie się jest naturalne, a dalsza egzystencja idealnie wpleciona w fabułę. Tym razem jednak nasz główny bohater nie porażał urodą, a właściwie można powiedzieć przerażał w najróżniejszych aspektach, a jednak ukradnie swoją prezencją i charakterem absolutnie wszystkich czytających, co do tego jestem całkowicie pewna.
Nie mam wątpliwości, że „Mroczny triumf” zachwycił mnie jeszcze bardziej niż „Posępna litość”, gdzie polubiłam co prawda główną bohaterkę, jednak nie do końca wszystko przypadło mi do gustu. W przypadku „Mrocznego triumfu” wszystko było jednak idealne: bohaterka, fabuła, romans i zakończenie. Im bliżej było końca, tym bardziej żałowałam, że książkę czyta się tak wspaniale i będę musiała rozstać się z tą historią na jakiś czas. Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na informacje dotyczące premiery trzeciego tomu w Polsce. Tym razem pod lupę zostanie wzięta Annith. Już ostrzę noże... znaczy się zacieram łapki oczywiście!
Ocena: 10/10.
Tytuł oryginału: Dark Triumph
Seria: Jego nadobna zabójczyni
Tom: 2/3
Liczba stron: 499
Gatunek: Fantastyka historyczna
Wydawca: Fabryka Słów