Sophie & Bucherwelt
  • Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca
  • Recenzje
    • Autorami
    • Tytułami
    • Filmów i seriali
  • Przeczytane
    • 2012-2017
    • 2018
  • Kolekcja Ricka Riordana
  • Różne
    • Zdobycze
    • Must have
    • Miesiąc z...
    • Jak zacząć blogować?
    • Oceny
Zakończenia są najlepsze. I najgorsze równocześnie. Tak bardzo chciałam i nie chciałam wziąć do ręki "Długo i szczęśliwie", finalny tom trylogii "Akademia Dobra i Zła". Cieszyłam się, że w końcu poznam koniec tej mrocznej, magicznej opowieści. Jednak odwiedzenie tego świata już po raz ostatni napawało mnie również smutkiem.

"Gdy walczysz o to, co kochasz, czasem wydaje ci się, że jesteś sama przeciwko światu. Zaczynasz się bać. Zaczynasz widzieć rzeczy, których tak naprawdę nie ma."

Akademia Dobra i Zła zmieniła się - teraz rządzi tu Stare i Nowe. Wybór Sofii, otworzył drogę przeszłości do zdefiniowania jej na nowo, więc Zło zaczęło przechylać szalę na swoją korzyść, a Dobro znalazło się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Jedyna nadzieja w tym, że Agata i Sofia wspólnie kolejny raz zawalczą o swoje szczęśliwe zakończenie. Jednak czy potrafią ponownie sobie zaufać? Czy zdążą znaleźć nowe zakończenie, które będzie ich ostatecznym 'długo i szczęśliwie'?

Trzeci tom "Akademii Dobra i Zła" nie zawodzi. Jest to wspaniałe zakończenie, ale i cudownie mroczna powieść sama w sobie. Gdy już zaczęłam ją czytać, to wracałam do niej w każdej wolnej chwili i ze smutkiem obserwowałam rosnącą liczbę przeczytanych stron. Akcja pędzi do przodu, zwroty akcji są tutaj na porządku dziennym, a napięcie momentami jest nie do wytrzymania. A równocześnie autor daje chwilę do przemyśleń, przeanalizowania, docenienia tego, co właśnie przeczytaliśmy.

"Niektóre serca są zbuntowane, tętnią gniewem, ciemnością i bólem, podczas gdy inne tętnią światłem, a jednak to nie znaczy, że nie mogę znaleźć miłości. To nie znaczy, że nie mogę znaleźć szczęścia. To znaczy tylko że muszę znaleźć miłość kogoś, kto będzie akceptować moją ciemność, zamiast z nią walczyć."

Bohaterowie "Akademii Dobra i Zła" mają około piętnastu lat. Często można o tym zapomnieć, gdy wciągnie się w akcję powieści, a tam Agata ma zostać przyszłą królową Kamelotu, jej książę zostanie wkrótce koronowany, a wszyscy wokół mruczą pod nosem, że "ich dzieci będą wyglądać interesująco" i nagle bam, oni jeszcze nie skończyli 16 lat! Tak samo Sofia, która przyjęła zaręczyny... Jednak... znajdują się w świecie baśni, stylizowanej na średniowiecze i właściwie wiek staje się najmniej istotną kwestią.

Tytuł oryginału: The Last Ever After
Seria: Akademia Dobra i Zła
Tom: 3/3
Liczba stron: 527
Ocena: 9/10
Dla fanów: OUAT, Sagi Księżycowej,
Reckless
1 tom, 2 tom (recenzja)
Jest jednak bardzo interesująca sprawa do poruszenia, a mianowicie kwestia ich związku. Agata i jej książę spędzają trzy tygodnie sam na sam w jej chylącym się ku upadkowi domku na cmentarzu i wyszła z tego niezła parodia, która w pewnym momencie aż zapiera dech swoją prawdziwością, ponieważ w jakiś sposób pomiędzy niewinnością wieku bohaterów autor przemycił szczerą prawdę o związkach damsko-męskich. Jest to przedstawione tak naturalnie, że nie mogę wyjść z podziwu. Nie zawsze jest kolorowo, często trudno jest nazwać swoje uczucia oraz pragnienia. Tak jak w prawdziwych baśniach Soman Chainani pod podszewką magicznej opowieści podrzuca całkiem niemagiczną prawdę.

"Nie chciała być królową. Pragnęła zwyczajnego życia, w którym nie znajdowałaby się w centrum uwagi, nie byłaby oceniana przez ludzi i nie naciskano by na nią, by zachowywała się i wyglądała w określony sposób. Tego zawsze chciała."

W "Długo i szczęśliwie" pojawia się wielu bohaterów z baśni, które dobrze kojarzymy - Piotruś Pan, Jaś i Małgosia, Aurora i wielu innych. Moją uwagę przykuł(a) jednak Kopciuszek. Szczerze mówiąc szczególną fanką adaptacji Disney'owskiej nie byłam. Jednak to, co znalazłam w "Długo i szczęśliwie"... To, co tu znalazłam... Oczy mi się zaszkliły w trakcie pisania tylko tych słów. Tak pięknej, brutalnie prawdziwej interpretacji, to nie znajdziecie nigdzie indziej. Jejku.

"Akademia Dobra i Zła" to seria, która od początku była dość pokręcona - sporo się tu dzieje, sytuacja potrafi się gwałtownie zmieniać, można nawet odnieść wrażenie, że chaos przejął kontrolę nad autorem i to o wiele częściej niż w normalnych książkach, uwierzcie mi na słowo, ta seria potrzebuje trochę więcej uwagi przy czytaniu, ale czas jej poświęcony jest tego, jak najbardziej warty! Ostatecznie wszystko się klaruje, a autor prowadzi nas przez szalone zwroty akcji aż do otwartego, częściowo spodziewanego - w myśl samego tytułu - zakończenia. Gdy przeczytałam ostatnią stronę, zapragnęłam większej ilości informacji - co było dalej?! 

"Im bardziej ścigasz światło, tym więcej ciemności znajdujesz."

Soman Chainani nie zawiódł - "Długo i szczęśliwie" to czasami zabawna, często okropnie smutna, niezwykle intrygująca, słodko-piekielnie gorzka baśniowa opowieść, którą mogę Wam serdecznie polecić. Po prostu kocham oraz podziwiam tę historię oraz jej złożoność i przemycane ukradkiem prawdy o wszystkich aspektach życia, a szczególnie miłości. Nie znacie? Tym lepiej dla Was! Ominie Was czekanie na kolejne tomy! "Akademia Dobra i Zła" czeka w całości na otwarte na magię baśni umysły i serca. 

Najciekawsze cytaty z "Długo i szczęśliwie" znajdziecie na Nicole's quotes.
Podziel się
Miesiąc z... Jamesem Dashnerem to coś, co planowałam od dawna! Naprawdę dawna, ponieważ ponad rok temu umówiłam się z Abigail, że będziemy czytać trylogię równocześnie, jednak czas mijał, a kolejnych książek do przeczytania przybywało... A gdy trafiła mi się okazja i wydawnictwo Papierowy księżyc zaproponowało mi "Rozkaz zagłady" do zrecenzowania, to wdrożyłam plan w życie od razu. Co prawda nie czytam wszystkich tomów "Więźnia Labiryntu" po kolei, ponieważ mam inne zobowiązania, więc przelatam czytanie kolejnych części innymi książkami, jednak i tak sprawia mi to niesamowitą satysfakcję. Właśnie czytam pierwszą połowę "Leku na śmierć"!

Co planuję w tym miesiącu?
Możecie się tego dowiedzieć z poniższego filmiku (na końcu o tym mówię), lub (do czego zachęcam) obejrzeć oczywiście cały!
W skrócie recenzje wszystkich książek z serii "Więzień Labiryntu", recenzja filmu "Próby ognia" oraz jeżeli zdążę przeczytać do końca miesiąca, to napiszę opinię o drugim tomie nowej serii Jamesa Dashnera "Doktryna śmiertelności" pt. "Reguła myśli" i... krótkie porównanie "Książki, a filmy" z informacjami o ekranizacji "Leku na śmierć"! Będzie i konkurs, ale tym razem niezwiązany tematycznie, ale hej! Dobry konkurs, nie jest zły :) Zawsze jedna książka do przodu!

Dodam jeszcze, że samego "Więźnia Labiryntu" czytałam już dawno, dawno temu - 2012 rok - i byłam nim mega oczarowana. Cóż za cierpliwość z mojej strony, nie rzucić się przez te lata na kolejne części! A kusiło nie raz... Zwłaszcza po obejrzeniu ekranizacji "Prób ognia" (dwukrotnym w kinie), o której teraz mam o wiele więcej do powiedzenia po przeczytaniu książki. I to pozytywnie! Ach, i po ponownej lekturze pierwszego tomu nadal jestem zachwycona "Więźniem Labiryntu"! Mam teraz nadzieję, że samo zakończenie trylogii mnie nie zawiedzie. Choć nie jest to zakończenie serii, ponieważ... w tym roku ma zostać wydany tom 0,6 (w USA oczywiście) opowiadający drugą część historii przed wydarzeniami z pierwszej części.

Tak więc zapraszam wszystkich sztamaków. Będzie super, żadnej kupy kumpu, słowo!
Podziel się
Trylogia DIMILY (Did I Mention I Love You?) porusza bardzo ciekawą tematykę: uczucie pomiędzy przyrodnim rodzeństwem, które spotkało się po raz pierwszy. "Czy wspomniałam, że Cię kocham?" miało w sobie coś intrygującego, dlatego cieszyłam się na kontynuację tej opowieści, ponieważ byłam ciekawa, jak autorka rozwinie tę niełatwą relację.

"Tak to już jest z odległością: albo sprawia, że oddalasz się od kogoś, albo uświadamia ci, jak bardzo go potrzebujesz."

Od pamiętnego lata minęły dwa lata. Eden ostatni raz widziała Taylera dokładnie rok temu, przekonana na dobre, że pozbyła się uczuć, które do niego żywiła. Chętnie przyjmuje więc jego zaproszenie, aby spędzić lato w Nowym Yorku, zanim chłopak opuści je na dobre. Szybko oboje przekonują się jednak, że ich relacja wykracza poza wakacyjny flirt sprzed lat...

Moje podekscytowanie lekturą nie trwało jednak długo. Z tego również powodu trochę więcej czasu zabrało mi nie tylko przeczytanie książki, ale i wzięcie się za pisanie tej recenzji, gdyż musiałam sobie wydarzenia z drugiego tomu trylogii DIMILY dokładnie przemyśleć.

"Czy wspomniałem, że Cię potrzebuję?" czytałam wyjątkowo długo, jak na tak przyjemny, prosty i lekki język i pierwszoosobową narrację - mimo zmiany czasownika na formę męską w tytule, historię dalej opowiada Eden. Szybko moja sympatia do bohaterki poszła w diabły. Znacie może te wszystkie 'zabawne' memy, które 'lekko' wytykają kobietom ich obsesyjną zazdrość i dramatyzowanie? Jak się osobiście przekonałam, takie przekonanie nie wzięło się znikąd, a Eden należy niestety do tej potwierdzającej, że takie osoby istnieją, grupy.

"-Nie chcę cię. Ja cię potrzebuję.
-Potrzebujesz?
-Potrzebuję - potwierdza. - Potrzebuję cię, bo jesteś jedną z nielicznych osób, którym ufam. Potrzebuję cię, bo znasz mnie takiego, jakim byłem, a mimo to jesteś przy mnie. Potrzebuję cię, bo jestem w tobie zakochany i nie mam pojęcia, co bym bez siebie zrobił."

Pierwsza połowa książki była kalką "Elity" Cass, ale tym razem bohaterka wybierała pomiędzy swoim przyrodnim bratem, z którym połączyło ją zakazane uczucie pewnego lata, gdy spotkali się po raz pierwszy, a długoletnim chłopakiem. Czy to sprawiło, że sytuacja ta wypadła inaczej? Nie. Nie nadążałam ze wzdychaniem i wywracaniem oczami, gdy co kilka zdań bohaterka miała wahania nastrojów. Co za dużo, to nie zdrowo.

Tytuł oryginalny: Did I Mention 
I Need You?
Seria: DIMILY
Tom: 2/3
Liczba stron: 360
Ocena: 5/10
Recenzja pierwszego tomu

A w drugiej połowie książki Eden była zazdrosna o wszystko i wszystkich. Twój ukochany powtarza Ci po raz tysięczny, że to przyjaciółka? Nie słuchaj go! Ona na pewno chce położyć na nim swoje łapska. Go home Eden, you're obsessive.

Czytając pierwszy tom trylogii "Czy wspomniałam, że Cię kocham?" pokusiłam się o stwierdzenie, że jest to najlepiej napisana książka, z tych które najpierw odniosły sukces w internecie. Teraz za to mocno się rozczarowałam. Gdyby to było fanfiction, czy też pierwotnie było fanfiction, to mogłabym wziąć to za wytłumaczenie. Jednak tak nie jest, a zarazem... ten tom wydawał mi się takim zapychaczem. Pół książki rozterek i udawania, po to aby na scenę wkroczyła osoba z przeszłości i rozstawiała wszystkich po kątach, konfrontacja ze światem i to jakże typowe zakończenie po ciężkiej walce. Doszłam do wniosku, że historia ta padła ofiarom własnego sukcesu, ponieważ trylogie są modne, ponieważ w wielu innych książkach podobne zagranie się sprawdziło, co doprowadziło do mojego czytelniczego dyskomfortu. Tak bardzo żałuję zmarnowanego potencjału historii!

"Nie wiem, jak powinien się czuć człowiek, który kogoś kocha, ale jeśli miłość oznacza, że człowiek myśli o drugiej osobie w każdej sekundzie dnia… Jeśli oznacza, że cały jego nastrój poprawia się, gdy ta osoba jest w pobliżu… Jeśli oznacza, że zrobiłby dla tej osoby absolutnie wszystko, to moja miłość do ciebie nie zna granic."

Podsumowując, "Czy wspomniałem, że Cię potrzebuję?" okazało się doskonałym potwierdzeniem tezy, że drugi tom jest najsłabszy - oznacza to również moją skromną nadzieję, że "Czy wspomniałam(em), że za Tobą tęsknię?" okaże się lepsze, jednak w tej chwili muszę się zastanowić, czy po tym, co znalazłam w tej książce chcę poznać zakończenie. Jak na razie nie mam niestety ani takiej ochoty, ani potrzeby.
Podziel się
Hej! Początek kwietnia oznacza koniec drugiego w tym roku Miesiąca z...! Żegnamy się z Eriką Johansen i jej genialnymi książkami w tradycyjny sposób: filmikiem podsumowującym, dlaczego warto poznać twórczość tej autorki! Zapraszam Was do obejrzenia go! I nie zapomnijcie wziąć udział w konkursie, link znajdziecie z boku posta :)

Podziel się
Każda decyzja ma swoje konsekwencję, o czym najlepiej przekonuje się Kelsea, główna bohaterka trylogii "Królowa Tearlingu". Po elektryzującej, nie dającej się zapomnieć części pierwszej, po roku czekania nadszedł czas na poznanie dalszego rozwoju akcji. Jesteście gotowi na tę niebezpieczną podróż? Ja nie mogłabym być bardziej!

W momencie, w którym Kelsea, młoda władczyni Tearlingu, położyła kres zsyłkom niewolników do sąsiedniego królestwa Mort, zadarła z bardzo niebezpieczną osobą. Szkarłatna Królowa nie zamierza odpuścić w tej sytuacji i rozpoczyna najazd na Tearling. Śmiertelne niebezpieczeństwo czai się tuż za rogiem, nie tylko nad Kelseą, ale i całym jej królestwem. Odpowiedzi kryją się zarówno w przeszłości i losach tajemniczej kobiety Lily, jak i przyszłości, jednak czasu na ich odkrycie wydaje się być zbyt mało...

"Inwazja na Tearling" nie jest według mnie książką na jeden wieczór, a przynajmniej tak było w moim przypadku, gdyż zasiadałam do czytania w każdej wolnej chwili, a mimo to zajęło mi to moje zwyczajowe trzy dni, choć równocześnie nie odczuwałam w żaden sposób, że fabuła wolno się rozwija. Tak zdecydowanie nie jest! Powieść ma ponad pięćset pięćdziesiąt stron, a do tego choć da się czasami odczuć, że Erica Johansen jest debiutantką, to na pewno nie po tym, jak operuje językiem i prowadzi narrację. Bez żadnych problemów, mimo trzecioosobowej narracji dało się odczuć, gdy zmieniał się punkt widzenia. Kelsea była inna od Szkarłatnej Królowej, obie zaś różniły się od Lily. 

Drugi tom "Królowej Tearlingu" to świetny przykład dobrej fantastyki skierowanej szczególnie do młodych dorosłych (główna bohaterka ma przecież dziewiętnaście lat). Osobiście lubię czytać książki fantasty, ale przy przydługich i częstych opisach bitw, strategii itp. zaczynam błądzić myślami i nie skupiam się na tym, kto kogo czym załatwia. Na szczęście autorka umiejętnie to wyważyła! "Inwazja na Tearling" opowiada o tytułowej inwazji, ale nie tylko na polu bitwy. Mamy wgląd w polityczną część całej akcji, nie tylko z punktu widzenia królowych, ale i kościoła, czy zwykłych obywateli. To było naprawdę ciekawe!

Premiera: 13 kwietnia 2016 r.
Tytuł oryginału: The Invasion of the Tearling
Seria: Królowa Tearlingu
Tom: 2/3
Liczba stron: 558
Ocena: 8/10
Dla fanów: Niezwyciężonej, Czerwonej Królowej
Recenzja 1-ego tomu
Oczywiście nie wszystko w "Inwazji na Tearling" wypadło idealnie. Przypomniała mi się rzecz, która już wytrącała mnie w równowagi w "Królowej Tearlingu", a jest nią... nieodmienianie imienia głównej bohaterki. Drobnostka, wiem, a jednak mam wrażenie, że gdy w powieści nie odmienia się obcojęzycznego imienia, to wiadomo, że chodzi o faceta. Z tego powodu, gdy imię Kelsei (w tym przypadku w książce byłoby to imię Kelsea!) odmienić trzeba by było, od razu rzucało mi się to w oczy. 

"Gniew nie pozwalał jasno ocenić sytuacji i podejmować odpowiednich decyzji. Gniew był kaprysem, na który mogło sobie pozwolić dziecko, ale nie królowa."

Drugą sprawą była główna bohaterka, którą zdecydowanie polubiłam w "Królowej Tearlingu", a teraz o wiele częściej zastanawiałam się nad jej czynami i wyborami. Kelsea bywała drażniąca, szczególnie w jednej kwestii, choć równocześnie zdawałam sobie sprawę, że od jej młodości było to sprawą powodującą u niej silne emocje.

Dobra wiadomość jest za to taka, że autorka znacznie poprawiła się w kwestii opisywania - hmm nazwijmy to - realiów średniowiecza. W "Królowej Tearlingu" pisanie o Szkarłatnej Królowej i jej życiu intymnym wyszło trochę komicznie. Teraz po pierwsze było tego niewiele, a po drugie pojawił się w książce wątek nie tak dalekiej przyszłości, końcówki drugiego tysiąclecia naszej ery, będący równocześnie przeszłością wydarzeń opisanych w tej trylogii. Normalnie motyw z X-menów "Przeszłość, która nadejdzie". 

"Gdybyśmy byli lepszymi ludźmi, gdybyśmy tylko troszczyli się o siebie nawzajem, jak o samych siebie. Tylko pomyśl, jak wyglądałby świat!"

Wizja ta jest naprawdę straszna. Momentami zapominałam, że czytam powieść, której główna akcja ma miejsce w czasach przypominających średniowiecze, gdzie pojawiają się dopiero pierwsze niezwykłe wynalazki, medycyna wije się w powijakach, a tak naprawdę rządzi siła oraz magia. Erica Johansen wróciła w "Inwazji na Tearling" do korzeni. Opowiedziała, jakie pochodzenie ma ten świat, królestwo, na którego czele stanęła teraz Kelsea i... znalazła się w nie lada impasie.

Czytając "Inwazję na Tearling" myślałam równie gorączkowo, co główna bohaterka. Jak znaleźć dobre rozwiązanie? Jak ocalić kraj bez możliwości pozbycia się wroga na dobre? Sytuacja wydawała się bez wyjścia. Została doba do ostatecznej porażki. Królowa wyszła na spotkanie swojemu przeznaczeniu, ale nikt chyba nie spodziewałby się takiego zakończenia! Droga pisarko, nieładnie tak pogrywać z uczuciami czytelnika! Mogłam tylko wpatrywać się z niedowierzaniem w ostatnie słowa i próbować powoli zacząć godzić się ze świadomością, że czeka mnie długie czekanie na ostatni tom.

"Królowa Tearlingu" to seria, której nie mogą sobie odpuścić fani "Niezwyciężonej" Marie Rutkoski oraz "Czerwonej Królowej" Victorii Aveyard. "Inwazja na Tearling" skojarzyła mi się szczególnie ze "Szklanym mieczem" i równie mocno polubiłam tę część. Cieszę się, że mogę napisać, że Ercia Johansen nie potwierdziła reguły i nie napisała drugiego tomu, słabszego od pierwszej części!

Najciekawsze cytaty z "Inwazji na Terlingu" znajdziecie na tumblr'ze Nicole's quotes.

Nie zapomnijcie wziąć udziału w konkursie, w którym do wygrania jest pierwszy tom tej serii - "Królowa Tearlingu"!
Podziel się
Witam w Miesiącu z... Eriką Johansen. Czas na kolejną atrakcję, którą jest obiecany konkurs z piękną "Królową Tearlingu" do wygrania. Książka jest nowa, w twardej oprawie, a do tego zawiera cudowną treść. Nic tylko brać udział w konkursie! Do czego oczywiście serdecznie zapraszam :)

EDIT: Dzień po rozpoczęciu konkursu okazało się, że wydawnictwo Galeria Książki przysłało mi jeszcze jeden egzemplarz "Królowej Tearlingu", więc go również możecie zgarnąć w tym konkursie!

Regulamin:

1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga "Książki są zwierciadłem duszy..." znajdującego się pod adresem http://bucherwelt.blogspot.com/.
2. Konkurs trwa od 23 marca (dzisiaj) do 6 kwietnia 2016 r. do północy. Wszelkie późniejsze zgłoszenia nie będą brane pod uwagę.
3. Wyniki zostaną ogłoszone w przeciągu 7 dni od zakończenia konkursu na fanpage'u bloga.
4. Nagrodami w konkursie o wartości 79.80 zł (słownie siedemdziesiąt dziewięć złotych osiemdziesiąt groszy) są dwie książki - jedna pochodzi z moich zbiorów, drugą ufundowało wydawnictwo Galeria Książki, za co pięknie dziękuję ♥. Nagrodami są dwa nowe egzemplarze książki "Królowa Tearlingu"  (twarda oprawa) autorstwa Eriki Johansen.
5. Zasady konkursu:
a) w czasie wyszczególnionym w punkcie 2 należy napisać w komentarzu pod postem odpowiedź na podane poniżej zadanie konkursowe;
b) w konkursie mogą brać osoby zamieszkałe na terenie Polski i Niemiec;
c) wraz z zgłoszeniem proszę o napisanie tutaj adresu e-mail;
d) jeżeli posiadacie Facebooka prosiłabym o polubienie fanpage'u wydawnictwa Galeria Książki oraz mojego bloga;
e) jeżeli posiadacie blog/fanpage byłabym wdzięczna za podlinkowanie konkursu;
f) nagroda zostanie wysłana na koszt organizatora konkursu;
g) jedna osoba może wygrać jedną książkę.
6. Zadanie konkursowe:
Napisz, czy chciał(a)być być następcą tronu, jak główna bohaterka "Królowej Tearlingu"?
Fajne uzasadnienia mile widziane! Forma odpowiedzi poza tym jak zawsze jest dowolna; wystarczy parę zdań, rysunek, grafika, filmik, co tylko zapragniecie!
7. Prawo do składania reklamacji, w zakresie niezgodności przeprowadzenia konkursu z regulaminem, służy każdemu uczestnikowi w ciągu 7 dni od daty wyłonienia laureata. Można je zgłaszać na mojego maila: nicole.k@poczta.onet.pl.
8. Zastrzegam sobie prawo do zmiany regulaminu w dowolnym momencie, o czym uczestnicy konkursu zostaną poinformowani.

Niech wena zawsze Wam sprzyja!

WYNIKI

Dziękuję za wszystkie odpowiedzi oraz cierpliwość!
Oto zwycięzcy:

Geek Girl oraz M. poleca!

Gratuluję! Zapraszam na kolejne konkursy! 
Podziel się
Nigdy nie byłam typem osoby, która poszłabym do księgarni i zaczęła tam czytać książkę, aby ocenić, czy dany tytuł jej podchodzi. Jednak o „Królowej Tearlingu” było tak głośno, że gdy przypadkiem znalazłam czas, aby wziąć książkę do ręki i coś poczytać, to sięgnęłam właśnie po ten tytuł.

"Historia jest wszystkim. Przyszłość była jedynie zagładą przeszłości, czekającej tylko, by wydarzyć się na nowo."

Kelsea urodziła się, aby zostać Królową. W obawie o jej życie, ukryto ją do czasu osiągnięcia dojrzałości, przygotowując ją do nowej roli. W końcu jednak nadszedł dzień, w którym straż jej zmarłej matki przybyła zabrać ją do stolicy, aby mogła stanąć na czele królestwa Tearling. Kelsea wkracza do świata, który zna tylko z opowiadanych, lecz równocześnie niepełnych historii i musi się mierzyć z problemami, o których jej się nie śniło. Jej rządy od samego początku wprowadzają wiele zmian, które wcale nie podobają się sąsiednim władcom…

Po pierwszym rozdziale „Królowej Tearlingu” miałam mieszane uczucia. Trzeba dodać, że rozdziały w tej książce są dość obszerne, ten miał prawie pięćdziesiąt stron, a tytuł kolejnego zdradzał dokładnie, co się stanie – choć można było się tego i tak domyślić. Do tego trzeba dodać, że „Królowa Tearlingu” jest napisana w pewien sposób... niewprawnie, niezgrabnie. Zwłaszcza na początku książki łatwo to zauważyć. 


Z drugiej strony od momentu, w którym czytałam książkę minęło już parę miesięcy. A ja pamiętam ją naprawdę dobrze, co jest niezwykłe, ponieważ cóż… często nie potrafię powiedzieć, jak nazywają się główni bohaterowie powieści, którą właśnie czytam, nie mówiąc o tym, żeby wracać do wrażeń z lektury po takim czasie. Jednak wydarzenia z „Królowej Tearlingu” są jak żywe w mojej pamięci i dlatego jest to dla mnie książka wyjątkowa. Jest to powieść, którą mam ochotę przeczytać ponownie w każdej chwili, nie mówiąc o tym, że niecierpliwie wyczekuję informacji o ekranizacji z Emmą Watson w roli głównej. Ze względu na to, jak plastycznie opowiedziana jest ta historia oraz fakt, że tak dobrze zapadły mi w głowę wydarzenia, to mam całkiem spore oczekiwania. 
Tytuł oryginału: The Queen of Tearling
Seria: Królowa Tearlingu
Tom: 1/3
Liczba stron: 486
Ocena: 7/10
Królowa Tearlingu - Erika Johansen
1. Królowa Tearlingu
2. Inwazja na Tearling
3. The Fate of the Tearling
Dla fanów: serii Niezwyciężona
(Pojedynek, Zbrodnia)

„Królowa Tearlingu” zdecydowanie rozbudza wyobraźnię. Sprawia, że są chwile, gdy zapominam kompletnie o tym, że czytam książkę. O nie, jestem tam, zbiegając wraz z Kelseą na ratunek jej poddanym, podczas gdy medalion rozświetla mrok nocy. To chyba mój ulubiony moment w całej powieści. Nogi ledwo dotykają podłoża, trudno złapać oddech, a głowę zaprząta jedna myśl: aby ocalić to, co najcenniejsze. 

Widać mimo wszystko, że Erika Johansen jest początkującą autorką. Z jednego prostego powodu: nie za bardzo wychodzi jej pisanie o dorosłych bohaterach. Tytułowa „Królowa Tearlingu” ma zaledwie dziewiętnaście lat, za to jej przeciwniczka Szkarłatna Królowa jest kobietą, której wiek ciężko określić ze względu na to, jak długo sprawuje tron. Trylogia jest z zamierzenia „prawdziwą” fantastyką, a to oznacza dużo krwi, magii oraz seksu. To ostatnie niekoniecznie jest przedstawione w taki sposób, żeby czytelnik wziął to za integralną część fabuły. Właściwie powiedziałabym, że pisanie o „dorosłych” sprawach autorce wychodzi uprzejmie mówiąc niezręcznie. W innym przypadku nawet nie zwróciłabym na to uwagi. Jest, to niech sobie będzie. Jednak sposób, w jaki to opisano bardzo rzuca się w oczy.

“Świadomość bycia straceńcem niesie za sobą potężną moc, pamiętaj jednak, że jeśli chcesz dokonać zniszczeć, musisz mieć absolutną pewność, że robisz to dla swojego ludu i nie bezcześcisz pamięci matki. To właśnie różnica pomiędzy królową, a rozgniewanym dzieckiem.”

Lektura „Królowej Tearlingu” sprawiła, że długo się zastanawiałam nad ideą lojalności. Rozmyślałam, analizowałam i próbowałam zrozumieć. Jako następczyni tronu, Kelsea otaczana jest osobistą strażą, które w teorii gotowa jest poświęcić swoje życie, zdrowie i serce w służbie. Niektórzy mają jednak rodziny, ukochanych, a jakby tego było mało, to poprzednia Królowa umarła dawno temu, a jej żołnierze nie znają wcale jej córki, która była trzymana w ukryciu przez te wszystkie lata...


„Królowa Tearlingu” niesamowicie zapadła mi w pamięć, choć równocześnie nie jest to historia bez wad zarówno w fabule, jak i w sposobie jej napisania. Jednak ma sobie to coś, co sprawia, że długie miesiące po premierze wciąż mam tematy do przemyśleń. Mniej jest w tym oczekiwania na kontynuację wydarzeń – choć oczywiście z przyjemnością poznam drugi tom – a więcej analizowania tematów, które poruszyła autorka. Nie spodziewałam się zupełnie, że to właśnie „Królowa Tearlingu” pochłonie mnie na tak długo.

Najciekawsze cytaty z "Królowej Tearlingu" znajdziecie na moim tumblr'ze Nicole's quotes.
Podziel się
Czy 20 dzień miesiąca, to dobry moment na ogłoszenie marcowego tematu Miesiąca z...? W moim przypadku jak najbardziej! Szczerze mówiąc pisanie o wszystkich tomach "Królowej Tearlingu" miałam w dalekich planach, czekałam na film. Wiecie, kiedy go planują? W 2019. O taaaak. To sprawiło, że postanowiłam przyśpieszyć swoje plany! Witam Was więc w Miesiącu z... Ericą Johansen!

Nie będę ukrywać, że działam trochę w ciemno! Pierwszy tom czytałam prawie rok temu (w kwietniu!), ale wywarł na mnie takie wrażenie, że naprawdę dobrze pamiętam treść do dziś. Niektóre momenty są naprawdę elektryzujące, a na samą myśl odczuwam emocje towarzyszące mi przy lekturze. Tak oddziałują na mnie tylko wyjątkowe książki - Jutro, Igrzyska Śmierci, GONE. Zniknęli, Siostra, Zaginiona dziewczyna... Wbrew długiej liście ulubionych książek, tych majstersztyków nie jest wcale aż tak wiele! Dlatego głęboko wierzę w to, że "Inwazja na Tearling" mnie nie zawiedzie!

Czego więc możecie się spodziewać w Miesiącu z... Ericą Johansen? Już jutro recenzji "Królowej Tearlingu"! Konkursu z tą ślicznotką do wygrania! I jak się wyrobię to również recenzji "Inwazji na Tearling"! A szanse są duże, ponieważ gdy tylko dostanę ją w swoje dłonie, to będzie "rzucam wszystko, czytam tom drugi"!!!

Z innych wieści... Wydawnictwo Galeria Książki postanowiło wydać serię również w miękkich okładkach, które prezentują się następująco:
Twarda oprawa wygląda za to tak: 
I wbrew pozorom "Królowa Tearlingu" wypada fenomenalnie na żywo. Wyobrażacie sobie intensywność klejnotu z trzeciego tomu? *.*

Co do filmu, to główną rolę ma grać Emma Watson! Ja osobiście bardzo się cieszę na ten projekt! 
 Źródło: madNbooks

Czytaliście już "Królową Tearlingu"?
Podziel się
Życie bywa całkowicie nieprzewidywalne. Nigdy nie wiadomo, co czeka nas na kolejnym zakręcie. Łut szczęścia, a może niepowodzenie? Czasami może się wydawać, że sytuacja jest całkowicie bez wyjścia i nie ma już nadziei na lepsze jutro. Wyobraźcie więc sobie, że życie daje Wam drugą szansę...

Travis Coates umierał na raka, gdy lekarz podzielił się z jego rodziną nietypowym wyjściem z sytuacji. Pojawiła się możliwość, że będzie on mógł żyć dalej z nowym ciałem, choć dopiero za około dekadę lub dwie. Travis decyduje się na ryzykowny zabieg, w którym mają odciąć mu głowę i przyszyć do ciała donatora, gdy tylko będzie to możliwe. Budzi się on pięć lat później. Dla niego minął tylko jeden dzień; od chwili zaśnięcia do przebudzenia. Inni zaś ruszyli dalej ze swoim życiem…

Rozumiem konsternację. Nie musicie mi tego mówić; gdy tylko zagłębiłam się w książkę, to nagle pojawiło się takie... coooo? Rak? Głowa? Haha niezły dowcip Travis... Rak??? Jakkolwiek abstrakcyjnie by to brzmiało to nasz bohater zasypia w dniu operacji i budzi się po pięciu latach. Wszystko się zmieniło - poza nim. I wiecie co? Absolutnie pokochałam ten pomysł.

Im dalej w las, tym bardziej podobała mi się fabuła opowieści, a jest w tym spora zasługa głównego bohatera. Travis to taki... słodziak! Chichotów przy lekturze nie zabraknie, ocierania łez, choć już nie ze śmiechu, również nie... Gdy już się wsiąknie w tę historię, nie sposób nie ulec jej czarowi. Coraz bardziej podobają mi się młodzieżowe powieści obyczajowe, ponieważ co chwilę trafia mi się coś ciekawego i całkowicie unikatowego. Nie powiecie mi chyba, że taki wątek już był!

Autor "Chłopaka, który stracił głowę" (z angielskiego Noggin, czyli główka, główeczka) to niezły spryciarz, ponieważ... nie wdawał się w większe szczegóły operacji, a to chyba najbardziej mnie interesowało, gdy sobie wyobrażałam, jak to... mogło wyglądać. Jest to na swój sposób fascynujące! "Chłopak, który stracił głowę" nie jest jednak książką, która skupia się na technicznych szczegółach, lecz opowiada o życiu. Nie sposób nie zżyć się z bohaterem, który dla mnie został przedstawiony naprawdę realistycznie.

Premiera: 13 kwietnia 2016 r.
Tytuł oryginału: Noggin
Liczba stron: 346
Powieść w jednym tomie
Ocena: 8/10
Dla fanów: Mattew Quicka, Rainbow Rowell,
Johna Greena
Travis budzi się w świecie, którego nie zna. Wszyscy jego przyjaciele są już dorośli, jego dziewczyna ma narzeczonego, a najlepszy kumpel nadal okłamuje sam siebie. To było dopiero ciekawe; obserwować 16-letniego chłopaka, który musi się zmierzyć z nieznaną rzeczywistością, pozostając wciąż sobą, który tęskni za ukochaną i martwi się o przyjaciela - nie zmieniło się to przez te lata, ponieważ dla niego był to wczorajszy wieczór. Próba adaptacji i dostosowania się Travisa są przedstawione niesamowicie prawdziwie oraz urzekająco. Nie będę ukrywać, że były i bardziej irytujące momenty, gdzie chciałoby się już widzieć jakiś postęp, ale potem pojawiał się kolejny zwrot w życiu Travisa i opowieść na nowo raz pochłaniała całkowicie uwagę czytelnika.

Bardzo spodobał mi się sam styl "Chłopaka, który stracił głowę". Naszym narratorem jest Travis - nie jest to częsta sprawa w obyczajowych książkach młodzieżowych, w ogóle chyba w cały gatunku YA. Do tego opowiada on w sposób dowcipny, szczery do bólu, poruszający i najważniejsze... zwraca się do czytelników osobiście. Czułam się, jakbym była tuż obok, obejmowana ciepłym ramieniem, słuchała jego historii. Skierowanej specjalnie do mnie. Jest to opowieść o raku, a równocześnie nie jest. Książka rozpoczyna się wyjątkowo mocnym akcentem, a kończy się uczuciem - nadzieją. Piękne, słodko-gorzkie zakończenie. Szykujcie chusteczki!

YOLT. You only live twice.

"Chłopak, który stracił głowę" to książka, którą można określić jednym słowem: świeża. Na pewno będzie to lektura, której szybko nie zapomnicie - nie da się! Nie jest ona przewidywalna; to nie powieść akcji, więc zwroty w fabule koncentrują się na innych aspektach, a jednak ciągle pojawia się myśl: co dalej? Travis dostał nowe życie... i co z nim zrobi? Warto to sprawdzić!
Podziel się
Gdy Violet i Ash zostają przyłapani, dziewczyna wie, że musi jak najszybciej uciekać. Jej ukochanego czeka śmierć, a ją nie wiadomo jaki okrutny los. Jednak nie tak łatwo wydostać się z Klejnotu, gdzie każdy zna twarz Asha, a Violet postawiła sobie za cel uratowanie swojej przyjaciółki Raven, która po okrutnych eksperymentach jest w okropnym stanie fizycznym oraz psychicznym. Gdzieś na Farmie czeka obiecany azyl i odkrycie niezwykłej tajemnicy. Czy Violet znajdzie w sobie siłę, aby podjąć nową rolę, którą przygotował dla niej los?

"Od tak dawna tkwiłam w labiryncie lęku i napięcia, że zapomniałam, jak to jest się nie bać."

Po przeczytaniu "Białej róży" stwierdziłam, że w sumie wyszła z tego tomu jedna wielka ucieczka. I z jednej strony wypadło to naprawdę fajnie, ponieważ książka trzymała dzięki temu czytelnika w pewnego rodzaju napięciu. Jeżeli coś mogło pójść źle, to trzeba było liczyć się z tym, że pójdzie gorzej niż źle. Bohaterowie nie raz znajdowali się w nie lada opresji, jednak Amy Ewing sprytnie prowadziła fabułę, bez jakiegoś naciągania w kwestii wydostania się z niebezpieczeństwa. 

Jednak z drugiej strony... To nagle okazało się, że w "Białej róży" równocześnie nie za wiele się wydarzyło. Tyle zachodu, aby dotrzeć do bezpiecznej przystani i dosłownie chwilka na oddech. Miałam wrażenie, że książka koszmarnie szybko się skończyło, choć to akurat dowodzi też tego, że serię Amy Ewing fajnie i szybko się czyta.

Swoją drogą cała to ucieczka baaardzo kojarzyła mi się z pierwszą połową "Kosogłosa", kiedy bohaterowie przedzierali się przez usiany kokonami Kapitol. Klejnot, jego budowa, czyhające niebezpieczeństwa, mocno przypominały mi stolicę Panem, ale ja bardzo lubię tę właśnie część "Kosogłosa" z powodu jej niesamowitej plastyczności i sugestywności, dlatego bardziej to zauważyłam, niż mi to przeszkadzało.

Tytuł oryginału: The White Rose
Seria: Klejnot/The Lone City
Tom: 2
Recenzja "Klejnotu"
Liczba stron: 318
Ocena: 6/10
Dla fanów: Rywalek
W "Białej róży" autorka całkiem zgrabnie pokazuje serce całej historii i wyjaśnia, dlaczego to akurat Violet jest tak specjalna. Przyznam, że ten motyw bardzo mi się spodobał. Skojarzył mi się z motywem "Córki żywiołu", choooć sama rzecz, jaką inni oczekują od Violet niesamowicie mnie rozbawiła. Wydaje mi się to takie trywialne... W sumie dalsze kroki głównej bohaterki nasunęły mi na myśl akcję "Szklanego miecza". Nie wiem, co w tej książce jest takiego, że co chwilę znajduję podobne motywy bez specjalnego rozglądania się za nimi. 

“Spójrz tylko na mnie. Jestem zepsuta. Nigdy już nie będę tą osobą, którą byłam. Jestem jak roztrzaskana porcelanowa lalka, której nie da się już posklejać.”

Najsłabszy wątek w tej historii to według mnie "miłość" Violet do Asha. Pewne jest, że dziewczyna kocha swoją przyjaciółkę Raven. W końcu dla niej rzuciła na szalę własną wolność. Jednak związek z Ashem wydaje mi się być po prostu... fizyczny. Uff, powiedziałam to. To akurat bardzo mnie denerwuje w powieściach młodzieżowych, ponieważ mam wrażenie, że wszyscy zakładają, że do tego właśnie sprowadza się związek dwójki ludzi - do pożądania, do zwracania uwagi przede wszystkim na wygląd zewnętrzny. To aż niesmaczne.

W kilku słowach "Biała róża" to drugi tom serii, która ma z pewnością swoje zalety, interesujące wątki, ale i całe mnóstwo wad. 

Let's Talk About It (SPOILERY!) Zaznaczasz na własną odpowiedzialność!
Tak bardzo rozbawiło mnie, że chcą, aby Violet dosłownie rozwaliła swoją mocą mur. Nie wiem czemu, ale to wydaje mi się okropnie głupie. Cała ta zabawa, wszystkie okropne momenty, aby robiła przejście dla buntowników, którzy do buntu mogą się zmobilizować dopiero, gdy ona zrobi dziurę w ścianie? Bądźmy poważni...
Podziel się
Nowsze posty Starsze posty Strona główna

O mnie

Blogerka. Studentka. Mieszkanka Berlina. Whovian. Slytherin. Cheerleaderka Riordana.
Dowiedz się więcej

“Reading is one of the joys of life, and once you begin, you can't stop, and you've got so many stories to look forward to.”

Benedict Cumberbatch

Znajdź mnie

  • Facebook
  • Instagram
  • Tumblr
  • Youtube

Kontakt

Dowiedz się więcej

Niedługo na blogu

Moja kolekcja Funko popów
Moja przygoda ze Skupszopem
Unboxing ostatniego World of Wizardry
Rick Riordan prezentuje
King of Scars

Polecane

  • Streszczenie: Złodziej Pioruna - Rick Riordan
    Cześć, tu Percy. Zostałem przekupiony niebieskimi pączkami, więc oto przybywam, aby powrócić do korzeni i opowiedzieć Wam o początkach mo...
  • W jakiej kolejności czytać książki Ricka Riordana?
    Książki Ricka Riordana są obecne w moim życiu od ponad siedmiu lat. Bez nich prawdopodobnie nie byłoby tego bloga. Zaczęłam czytać se...
  • Najciekawsze wydania Harry'ego Pottera
    Wygląd książki jest bardzo ważny, choć zapytani o to, mówimy, że nie można oceniać książki po okładce, zwłaszcza gdy bronimy ulubionej powi...
  • Streszczenie "Harry'ego Pottera i przeklętego dziecka" 1/2
    Witam! Wasze piękne oczka Was nie mylą. Poniżej znajdziecie streszczenie pierwszej części scenariusza fan fiction zatytułowanego "...
  • Konkurs
    Na uczczenie sześciu miesięcy specjalnie dla Was konkurs! Do wygrania jest 'Niezgodna' autorstwa Veronic'i Roth. Moja rec...
  • Projekt: Kończę serie wydawnicze
    Kończę serie wydawnicze, czyli mój mały, własny cel czytelniczy, który staram się realizować i w ogóle mi nie idzie. :) Jak już niby idzi...
  • Stos wrześniowy
    Za oknem buro, mnóstwo zadań do szkoły i brakuje czasu na czytanie. :( Jednak zawsze staram znaleźć czas na odwiedzenie Waszych blogów. :...
  • 7 lat Bucherwelt!
    Piątek 13-ego 2012 roku - to właśnie wtedy w Internecie pojawił się blog bucherwelt.blogspot.com . Dzisiaj siedem lat (i tydzień) późnie...
  • Stos książkowy
    Wracam z wyjazdu, a tam książki czekają. :D Miła niespodzianka! No i było kolejne przemeblowanie, ostatecznie niektóre książki stoją na st...
  • Druga rocznica założenia bloga
    Dzisiaj - 13 stycznia 2014 roku - mój własny, amatorski, recenzencki blog skończył pełne dwa latka! Nie mogę uwierzyć, że już minęło tyle c...

Archiwum

  • ▼  2019 (3)
    • ▼  lutego (1)
      • Rewatch Gry o Tron przed premierą ostatniego sezonu!
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2018 (17)
    • ►  lipca (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  maja (1)
    • ►  kwietnia (3)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (4)
  • ►  2017 (42)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (3)
    • ►  października (5)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  lipca (4)
    • ►  czerwca (3)
    • ►  maja (2)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  marca (3)
    • ►  lutego (8)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2016 (120)
    • ►  grudnia (9)
    • ►  listopada (9)
    • ►  października (6)
    • ►  września (9)
    • ►  sierpnia (8)
    • ►  lipca (8)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (11)
    • ►  marca (10)
    • ►  lutego (13)
    • ►  stycznia (17)
  • ►  2015 (161)
    • ►  grudnia (6)
    • ►  listopada (11)
    • ►  października (10)
    • ►  września (9)
    • ►  sierpnia (5)
    • ►  lipca (13)
    • ►  czerwca (15)
    • ►  maja (18)
    • ►  kwietnia (18)
    • ►  marca (18)
    • ►  lutego (18)
    • ►  stycznia (20)
  • ►  2014 (266)
    • ►  grudnia (19)
    • ►  listopada (23)
    • ►  października (26)
    • ►  września (17)
    • ►  sierpnia (21)
    • ►  lipca (20)
    • ►  czerwca (23)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (23)
    • ►  marca (26)
    • ►  lutego (28)
    • ►  stycznia (28)
  • ►  2013 (270)
    • ►  grudnia (23)
    • ►  listopada (19)
    • ►  października (23)
    • ►  września (21)
    • ►  sierpnia (21)
    • ►  lipca (20)
    • ►  czerwca (22)
    • ►  maja (29)
    • ►  kwietnia (22)
    • ►  marca (31)
    • ►  lutego (20)
    • ►  stycznia (19)
  • ►  2012 (135)
    • ►  grudnia (11)
    • ►  listopada (12)
    • ►  października (15)
    • ►  września (12)
    • ►  sierpnia (12)
    • ►  lipca (11)
    • ►  czerwca (15)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (12)
    • ►  marca (11)
    • ►  lutego (9)
    • ►  stycznia (3)

Ulubione

  • Mirabelka
    Spostrzeżenia po ekstrakcji ósemki
    6 dni temu
  • Gosiarella
    Lekcja ironii dla każdego. Znajdź swój ulubiony tytuł od królowej polskiej satyry
    5 tygodni temu
  • Patrycja W.
    Podsumowanie lutego
    5 miesięcy temu
  • eM
    Zagraniczne zapowiedzi: czerwiec, lipiec 2022
    4 lata temu
  • Patrycja
    Nieugięta bohaterka - "Wojna Makowa" Rebecca
    6 lat temu
  • Blair Blake
    Na skraju złowrogiego Boru, albo Wybrana Naomi Novik
    6 lat temu
  • Korvo
    Recenzja: Karpie bijem - Andrzej Pilipiuk
    7 lat temu
  • Harry Potter Kolekcja
    Regulamin konkursu "Twój Simon"
    8 lat temu
  • Abigail
    Bieg do gwiazd, Dominika Smoleń
    8 lat temu
  • Julia
    Małe rzeczy, bez których sobie nie radzę
    9 lat temu
  • Alicja
    Lair of Dreams
    10 lat temu
  • Wydawnictwo Jaguar
    Kuchnia Entego, chaos i "Jewel"
    11 lat temu
Pokaż 5 Pokaż wszystko

Deviantart

Dziękuję za zrobienie pięknego logo!
Wszystkie komentarze zawierające linki są moderowane.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

WAŻNE

Wszystkie opinie i recenzje zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa i nie wyrażam zgody nakopiowanie całości lub ich fragmentów bez mojej wiedzy i zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Licznik odwiedzin

Obserwatorzy

Copyright © 2012 Sophie & Bucherwelt