Nigdy nie byłam typem osoby, która poszłabym do księgarni i zaczęła tam czytać książkę, aby ocenić, czy dany tytuł jej podchodzi. Jednak o „Królowej Tearlingu” było tak głośno, że gdy przypadkiem znalazłam czas, aby wziąć książkę do ręki i coś poczytać, to sięgnęłam właśnie po ten tytuł.
"Historia jest wszystkim. Przyszłość była jedynie zagładą przeszłości, czekającej tylko, by wydarzyć się na nowo."
Kelsea urodziła się, aby zostać Królową. W obawie o jej życie, ukryto ją do czasu osiągnięcia dojrzałości, przygotowując ją do nowej roli. W końcu jednak nadszedł dzień, w którym straż jej zmarłej matki przybyła zabrać ją do stolicy, aby mogła stanąć na czele królestwa Tearling. Kelsea wkracza do świata, który zna tylko z opowiadanych, lecz równocześnie niepełnych historii i musi się mierzyć z problemami, o których jej się nie śniło. Jej rządy od samego początku wprowadzają wiele zmian, które wcale nie podobają się sąsiednim władcom…
Po pierwszym rozdziale „Królowej Tearlingu” miałam mieszane uczucia. Trzeba dodać, że rozdziały w tej książce są dość obszerne, ten miał prawie pięćdziesiąt stron, a tytuł kolejnego zdradzał dokładnie, co się stanie – choć można było się tego i tak domyślić. Do tego trzeba dodać, że „Królowa Tearlingu” jest napisana w pewien sposób... niewprawnie, niezgrabnie. Zwłaszcza na początku książki łatwo to zauważyć.
Z drugiej strony od momentu, w którym czytałam książkę minęło już parę miesięcy. A ja pamiętam ją naprawdę dobrze, co jest niezwykłe, ponieważ cóż… często nie potrafię powiedzieć, jak nazywają się główni bohaterowie powieści, którą właśnie czytam, nie mówiąc o tym, żeby wracać do wrażeń z lektury po takim czasie. Jednak wydarzenia z „Królowej Tearlingu” są jak żywe w mojej pamięci i dlatego jest to dla mnie książka wyjątkowa. Jest to powieść, którą mam ochotę przeczytać ponownie w każdej chwili, nie mówiąc o tym, że niecierpliwie wyczekuję informacji o ekranizacji z Emmą Watson w roli głównej. Ze względu na to, jak plastycznie opowiedziana jest ta historia oraz fakt, że tak dobrze zapadły mi w głowę wydarzenia, to mam całkiem spore oczekiwania.
„Królowa Tearlingu” zdecydowanie rozbudza wyobraźnię. Sprawia, że są chwile, gdy zapominam kompletnie o tym, że czytam książkę. O nie, jestem tam, zbiegając wraz z Kelseą na ratunek jej poddanym, podczas gdy medalion rozświetla mrok nocy. To chyba mój ulubiony moment w całej powieści. Nogi ledwo dotykają podłoża, trudno złapać oddech, a głowę zaprząta jedna myśl: aby ocalić to, co najcenniejsze.
"Historia jest wszystkim. Przyszłość była jedynie zagładą przeszłości, czekającej tylko, by wydarzyć się na nowo."
Kelsea urodziła się, aby zostać Królową. W obawie o jej życie, ukryto ją do czasu osiągnięcia dojrzałości, przygotowując ją do nowej roli. W końcu jednak nadszedł dzień, w którym straż jej zmarłej matki przybyła zabrać ją do stolicy, aby mogła stanąć na czele królestwa Tearling. Kelsea wkracza do świata, który zna tylko z opowiadanych, lecz równocześnie niepełnych historii i musi się mierzyć z problemami, o których jej się nie śniło. Jej rządy od samego początku wprowadzają wiele zmian, które wcale nie podobają się sąsiednim władcom…
Po pierwszym rozdziale „Królowej Tearlingu” miałam mieszane uczucia. Trzeba dodać, że rozdziały w tej książce są dość obszerne, ten miał prawie pięćdziesiąt stron, a tytuł kolejnego zdradzał dokładnie, co się stanie – choć można było się tego i tak domyślić. Do tego trzeba dodać, że „Królowa Tearlingu” jest napisana w pewien sposób... niewprawnie, niezgrabnie. Zwłaszcza na początku książki łatwo to zauważyć.
Z drugiej strony od momentu, w którym czytałam książkę minęło już parę miesięcy. A ja pamiętam ją naprawdę dobrze, co jest niezwykłe, ponieważ cóż… często nie potrafię powiedzieć, jak nazywają się główni bohaterowie powieści, którą właśnie czytam, nie mówiąc o tym, żeby wracać do wrażeń z lektury po takim czasie. Jednak wydarzenia z „Królowej Tearlingu” są jak żywe w mojej pamięci i dlatego jest to dla mnie książka wyjątkowa. Jest to powieść, którą mam ochotę przeczytać ponownie w każdej chwili, nie mówiąc o tym, że niecierpliwie wyczekuję informacji o ekranizacji z Emmą Watson w roli głównej. Ze względu na to, jak plastycznie opowiedziana jest ta historia oraz fakt, że tak dobrze zapadły mi w głowę wydarzenia, to mam całkiem spore oczekiwania.
„Królowa Tearlingu” zdecydowanie rozbudza wyobraźnię. Sprawia, że są chwile, gdy zapominam kompletnie o tym, że czytam książkę. O nie, jestem tam, zbiegając wraz z Kelseą na ratunek jej poddanym, podczas gdy medalion rozświetla mrok nocy. To chyba mój ulubiony moment w całej powieści. Nogi ledwo dotykają podłoża, trudno złapać oddech, a głowę zaprząta jedna myśl: aby ocalić to, co najcenniejsze.
Widać mimo wszystko, że Erika Johansen jest początkującą autorką. Z jednego prostego powodu: nie za bardzo wychodzi jej pisanie o dorosłych bohaterach. Tytułowa „Królowa Tearlingu” ma zaledwie dziewiętnaście lat, za to jej przeciwniczka Szkarłatna Królowa jest kobietą, której wiek ciężko określić ze względu na to, jak długo sprawuje tron. Trylogia jest z zamierzenia „prawdziwą” fantastyką, a to oznacza dużo krwi, magii oraz seksu. To ostatnie niekoniecznie jest przedstawione w taki sposób, żeby czytelnik wziął to za integralną część fabuły. Właściwie powiedziałabym, że pisanie o „dorosłych” sprawach autorce wychodzi uprzejmie mówiąc niezręcznie. W innym przypadku nawet nie zwróciłabym na to uwagi. Jest, to niech sobie będzie. Jednak sposób, w jaki to opisano bardzo rzuca się w oczy.
“Świadomość bycia straceńcem niesie za sobą potężną moc, pamiętaj jednak, że jeśli chcesz dokonać zniszczeć, musisz mieć absolutną pewność, że robisz to dla swojego ludu i nie bezcześcisz pamięci matki. To właśnie różnica pomiędzy królową, a rozgniewanym dzieckiem.”
“Świadomość bycia straceńcem niesie za sobą potężną moc, pamiętaj jednak, że jeśli chcesz dokonać zniszczeć, musisz mieć absolutną pewność, że robisz to dla swojego ludu i nie bezcześcisz pamięci matki. To właśnie różnica pomiędzy królową, a rozgniewanym dzieckiem.”
Lektura „Królowej Tearlingu” sprawiła, że długo się zastanawiałam nad ideą lojalności. Rozmyślałam, analizowałam i próbowałam zrozumieć. Jako następczyni tronu, Kelsea otaczana jest osobistą strażą, które w teorii gotowa jest poświęcić swoje życie, zdrowie i serce w służbie. Niektórzy mają jednak rodziny, ukochanych, a jakby tego było mało, to poprzednia Królowa umarła dawno temu, a jej żołnierze nie znają wcale jej córki, która była trzymana w ukryciu przez te wszystkie lata...

Najciekawsze cytaty z "Królowej Tearlingu" znajdziecie na moim tumblr'ze Nicole's quotes.