Sophie & Bucherwelt
  • Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca
  • Recenzje
    • Autorami
    • Tytułami
    • Filmów i seriali
  • Przeczytane
    • 2012-2017
    • 2018
  • Kolekcja Ricka Riordana
  • Różne
    • Zdobycze
    • Must have
    • Miesiąc z...
    • Jak zacząć blogować?
    • Oceny

Amerykańscy autorzy uwielbiają pisać nowelki, czy półtomy do swoich serii - to najlepszy sposób, aby pokazać historię z nowej strony, dodać fragment, który nie pasował nigdzie indziej albo dać innemu (niż główny) bohaterowi dojść do głosu. Nie wspominając o tym, że im autor popularniejszy, tym więcej pojawia się edycji jego książek, a każdy ma inny, ekskluzywny dodatek. Wszystko byłoby pięknie, gdyby trafiały one do Polski, ale w rzeczywistości dzieje się to raczej rzadko. Trylogia Grisza Leigh Bardugo nie miała takiego szczęścia, co zazwyczaj oznaczałoby dla mnie koniec historii, jednak tym razem nie mogłam sobie odpuścić lektury nowelek i pozostałych dodatków. To była świetna decyzja!

Jest w sumie sześć dodatków do trylogii Grisza: Zagubiony list Mala do Aliny, Krawcowa, Demon z Lasu, Wiedźma z Duvy, Zbyt cwany lis oraz Małe ostrze. Trzy pierwsze z powyżej wymienionych znajdziecie w amerykańskich wydaniach z miękkimi okładkami.

Kolejność czytania według Goodreads:
0.1. The Demon in the Wood 
0.5. The Witch of Duva
1. Cień i kość
1.5 The Tailor
2. Szturm i grom
2.5. The Too-Clever Fox
2.6. Little Knife
3. Ruina i rewolta


Holenderskie okładki nowelek













Kolejność czytania według Leigh Bardugo:
0.5. The Witch of Duva
1. Cień i kość
1.5 Lost Letter From Mal
1.6 The Tailor
1.7. The Too-Clever Fox
2. Szturm i grom
2.5. Little Knife
3. Ruina i rewolta
3.5. The Demon in the Wood 


Lost letter from Mal (Zagubiony list Mala do Aliny) - w oryginale znajdziecie go tu.
"The Tailor" (Krawcowa) - fragment z "Cienia i kości" z punktu widzenia Genii - do przeczytania w oryginale tutaj.
"Demon in the Wood" (Demon z lasu) - teoretycznie jest to prequel, jednak autorka rekomenduje przeczytanie tego krótkiego opowiadania o młodości Darklinga dopiero po zapoznaniu się z ostatnim tomem trylogii.

Trzy nowelki z uniwersum Grisza "Wiedźma z Duvy", "Zbyt cwany lis" oraz "Małe ostrze" można według autorki przeczytać w każdej chwili czytania trylogii, ponieważ są to opowieści ludowe, więc nie pojawiają się tam żadni bohaterowie, których znamy. Leigh Bardugo dodała jednak, że temat każdej z nowelek dopasowany jest tematycznie do kolejnych tomów trylogii. 

To skomplikowane, ale mam nadzieję, że ostatecznie zrozumiałe. Osobiście zabrałam się za nowelki i dodatki dopiero po przeczytaniu całej trylogii i teraz opowiem Wam o tym, o czym są (spokojnie no spoilers, tylko tłumaczenie oficjalnych opisów) oraz co mi się w nich spodobało.

The Witch of Duva (Wiedźma z Duvy)

Dawno temu w lasach Duvy znikały dziewczęta. Według opowieści były przezeń zjadane. Możliwe jest jednak, że niebezpieczeństwo było cały czas tuż obok - znacznie bliżej domu niż mogłoby się wydawać. 

"Wiedźma z Duvy" to pierwsza z trzech opowieści ludowych Ravki. Główną bohaterką jest młoda dziewczyna żyjąca w czasach, gdy w okolicznych lasach ginęły bez śladu dziewczęta. Podobno spomiędzy drzew dochodził cudowny zapach jedzenia, tak bardzo kuszący w czasie wielkiego głodu...

Nie powiem - trochę się zdziwiłam, gdy nagle znalazłam się w środku opowieści i to z bohaterką, której nie znałam. Próbowałam sobie przypomnieć, czy to ktoś z oryginalnej trylogii, o kim zapomniałam i dopiero po zakończeniu nowelki zrozumiałam, że autorka stworzyła historykę ludową. I to jaką przewrotną! Równocześnie dość przerażającą, trochę obrzydliwą i nieźle szokującą. Choć ze wszystkich trzech podobała mi się w sumie najmniej.

Pożyczone z tumblr'a :)
Lost letter from Mal (Zagubiony list Mala)

List został znaleziony blisko północnej granicy Ravki, tuż zanim tropiciele przekroczyli granicę Fjerdy ścigając jelenia. 
Zaadresowany był do Aliny.

Tak naprawdę o liście dowiedziałam się przypadkiem. Nie wiedziałam, że jest to oficjalny dodatek, jednak przeglądałam odpowiedzi autorki na pytania czytelników na jej profilu Goodreads i trafiłam na rekomendowaną przez nią kolejność czytania, a tam wspomniany był... list. Bardzo chciałabym mieć wydanie książki z nim w środku!

Z tumblr'a autorki

Tak bardzo bym chciała, aby ten list był dłuższy. Naprawdę polubiłam Mala, więc to było świetne uczucie przeczytać cokolwiek z jego punktu widzenia. Poczułam go. Dawkowałam więc sobie tę przyjemność. List napełnił mnie smutkiem i melancholią. Już zapomniałam o tym, co stało się w Fałdzie w pierwszym tomie. Nie zastanawiałam się, jakie to wywarło wrażenie na Malu i innych, do jakiego punktu w życiu go to doprowadziło. To takie przykre - wiedza o tym, że i Alina i Mal czekali tak naprawdę na to samo... Ten dodatek był najlepszy pod względem emocji, jakie wywołał.

The Tailor (Krawcowa)

"She’s so used to being unnoticed that she doesn’t realize how much she shows."

Jest to bardzo krótki fragment z punktu widzenia Genii i równocześnie nowa scena z pierwszego tomu trylogii. Zdecydowanie warto go przeczytać po zapoznaniu się z "Cieniem i kością", ponieważ daje nowe spojrzenie nie tylko na postać Genii - właściwie jedynej przyjaciółki Aliny, ale i jej motywy. Ciekawie było również spojrzeć na główną bohaterkę trylogii - napisanej w narracji pierwszoosobowej - innymi oczami. 

The Too-Clever Fox (Zbyt cwany lis)

W Ravce nawet gdy unikniesz jednej pułapki, nie znaczy to, że nie wpadniesz w kolejną.

Jest to druga opowieść ludowa z Ravki, dopasowana tematycznie do "Szturmu i gromu" i zdecydowanie moja ulubiona historyjka. Co prawda na początku miałam nadzieję, że jest to nowelka o 'cwanym lisie' Mikołaju (jak się okazuje nie ja jedyna), jednak jest to naprawdę opowieść o cwanym lisku. Tak brzydkim, że został porzucony przez swoją lisią matkę. Nikt nie wierzył w to, że przetrwa, ale on skutecznie unikał każdej pułapki. Dopóki w mieście nie pojawił się znany w całej Ravce myśliwy - żadne zwierzę nie mogło mu umknąć.

"Zbyt cwany lis" to po prostu wspaniała nowelka. Uwielbiam przewrotne spojrzenie Leigh Bardugo na role mężczyzn i kobiet - tak jasno określonych - w społeczeństwie. We wszystkich trzech opowiastkach ludowych odegrało to rolę, której na pewno byście się nie spodziewali. Świetne przesłanie i zakończenie!

Little Knife (Małe ostrze)

Yeva jest tak piękna, że każdy mężczyzna, który ją zobaczy traci rozum. Jest gotowy zrobić wszystko, aby zdobyć jej rękę. Jej ojciec zamierza to wykorzystać i zleca zalotnikom trzy niezwykle trudne zadania do wykonania. Jednym z nich jest książę, który ma zasoby, aby je wykonać. Jednak innym jest Grisza mający po swojej stronie niezwykłego sojusznika...

Trzecia i ostatnia opowieść ludowa. Każda z tych historii związana jest tematycznie ze swoim tomem, więc aż żałuję, że nie przeczytałam ich we właściwym czasie. To dopiero byłoby ciekawe - spróbować to odnieść do treści "Ruiny i rewolty" w trakcie lektury!

Leigh Bardugo zaskoczyła mnie ponownie, ponieważ jej historyki ludowe są zupełnie inne od tego, jakie myślałam, że będą. Takie... cudownie przewrotne. Zakończenie świetne! Pytania, które stawiała Yeva były niezwykle przemyślane. Czasami to czego pragną dla nas rodzice, jest zupełnie inne od tego, czego my sami tak naprawdę pragniemy. Totalnie warto się z zapoznać ze wszystkimi ludowymi opowieściami!


The Demon in the Wood (Demon z lasu)

"Fear is a powerful ally, but feed it too often, make it too strong, and it will turn on you."


Prequel serii, który należy przeczytać dopiero, gdy się ją skończy... Chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o jednym z najbardziej intrygujących bohaterów w trylogii Grisza? Zanim stał się Darklingiem, był po prostu samotnym chłopcem z nadzwyczajną mocą. Autorka oferuje spojrzenie w przeszłość, która ukształtowała tak brutalnego i genialnego przywódcę.

"Start building walls, and people begin to wonder what you’re hiding."

To jedna z najciekawszych nowelek - chyba w sumie druga moja ulubiona - i zgadzam się z autorką, że lepiej przeczytać "Demona z lasu" po skończeniu "Ruiny i rewolty". To nie jest próba usprawiedliwienia, czy wybielenia tej postaci, o to nie musicie się martwić. Jednak odkrywa zupełnie nową stronę historii Darklinga, więc czytałam ją z wielkim zainteresowaniem - tym bardziej, że przy okazji dowiedziałam się o dawnych dziejach Ravki. Bardzo żałowałam, gdy się skończyła, ponieważ chętnie czytałabym dalej! Z "Demona w lesie" można się również dowiedzieć całkiem sporo o innej postaci z serii. Czegoś, czego nie oczekiwałam...

News z ostatniej chwili!

Źródło
Jakiś czas po napisaniu tego posta autorka ujawniła na swoim Twitterze, że w Grishaverse pojawi się coś nowego... W poniedziałek 30-ego stycznia ogłosiła, że 26-ego września 2017 roku ukaże się ilustrowany zbiór historyjek ludowych! Oprócz wspomnianych powyżej trzech opowieści, powstały trzy zupełnie nowe, a to wszystko zostanie dopieszczone ilustracjami. Nie mogę się doczekać! Już zamówiłam swój egzemplarz!

Post ukazał się w cyklu Miesiąc z... Leigh Bardugo.

Czytacie nowelki niewydane w Polsce będące częścią Waszych ulubionych serii?
Podziel się
"Ruina i rewolta" to trzeci i ostatni tom trylogii Grisza. Zabrałam się za finał tej historii od razu po przeczytaniu "Szturmu i gromu", z tym okropnym, tak sprzecznym sobie uczuciem, które towarzyszy mi praktycznie za każdym razem, gdy kończę kochaną przeze mnie serię - chcę natychmiast poznać zakończenie, a równocześnie pożegnanie się z tym światem i bohaterami wydaje się być najgorszą opcja z możliwych. Jednak ostatecznie na miłość do serii ma wpływ jej całokształt... więc pora dowiedzieć się, czy trylogia Grisza zachwyca również swoim zakończeniem.

Stolica upadła, a nad Ravką zapanowała ciemność. Jedną nadzieją wydaje się być Alina, obecnie pokonana oraz osłabiona Przyzywaczka Słońca ukrywająca się w prastarych tunelach i jaskiniach, mająca po swojej stronie jedynie byłego tropiciela oraz garstkę niedobitków z niegdyś potężnej armii Griszów. Ale Alina nie zamierza się poddawać i wyrusza śladem ognistego ptaka, który jest jedną szansą na zyskanie przewagi nad przeciwnikiem. Co się jednak stanie, gdy okaże się, że ceną za ocenie Ravki może być... przyszłość, o którą od początku walczyła?

Akcja "Ruiny i rewolty" rozpoczyna się - podobnie jak tom drugi - jakiś czas po zakończeniu poprzedniej części. Ach, początek jest taki cudownie przewrotny! Uwielbiam, gdy autorzy potrafią zaskakiwać czytelników nawet po tym, gdy wydaje się nam już, że dobrze znamy ich styl i zagrania.

"Za dużo czasu spędzaliśmy nie mając poza myśleniem nic do roboty, a moje myśli nie miały bezpiecznego schronienia. Przeszłość była pełna koszmarów, a przyszłość zapierała mi dech w piersi wzbierającą paniką."

Pierwsza połowa "Ruiny i rewolty" wydaje się być jednak dość spokojna. Szczególnie wyprawa w góry w poszukiwaniu ognistego ptaka wywołuje dziwne odczucia. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że była to po prostu cisza przed burzą. W momencie, w którym akcja nabiera tempa... nie zamierza się zatrzymywać aż do punktu kulminacyjnego.

"Ruina i rewolta" niesamowicie mi się spodobała, jednak nie jest książką idealną. Pojawiło się parę wątków, których rozwinięcie nadałoby tej historii - a szczególnie pewnej postaci - jeszcze większej głębi. Ogólnie mam mieszane uczucia na temat samego punktu kulminacyjnego, ponieważ biłam się z myślami, która opcja jest najlepsza i dokąd to zaprowadzi bohaterów. Z jednej strony więc potoczyło się wszystko tak, jak powinno, a z drugiej niekoniecznie była to odpowiedź, którą zadowoliła mnie całkowicie. Choć oczywiście najciekawiej czyta się książki, które można długo po ich lekturze przeżywać, analizować i o nich dyskutować. Chyba po prostu chciałabym się dowiedzieć o wiele więcej... Nawet po tych wszystkich rewelacjach, które autorka zaserwowała czytelnikowi.

"Żadne z nich nie było proste, delikatne ani bezproblemowe. Byli tacy jak ja - nosili w sobie ból i ukryte rany, wszyscy na różne sposoby nadwerężeni."

Polubiłam w trylogii Grisza trzecioosobowe prologi oraz epilogi. Są napisane w zupełnie innym stylu niż reszta książki, może nawet dość specyficznie, jednak zwłaszcza epilogi przypadły mi do gustu swoim klimatem, ponieważ wypadły świetnie jako podsumowanie całości, a i również okazało się, że można nimi sporo ugrać. Epilog "Ruiny i rewolty" różnił się pod wieloma względami od poprzednich dwóch, ale naprawdę jestem z niego zadowolona.

Zakończenie trylogii Grisza jest po prostu oszałamiające. Zbyt wiele razy czytałam książkę z zapartym tchem, a w kulminacyjnym punkcie nic nie byłoby w stanie oderwać mnie od "Ruiny i rewolty". Świat by się skończył, a ja bym tego nie zauważyła. Jeżeli jeszcze nie czytaliście książek Leigh Bardugo, to już wiecie od czego zacząć!

Najciekawsze cytaty z "Ruiny i rewolty" znajdziecie na Nicole's quotes.

Tytuł oryginału: Ruin and Rising Seria: Trylogia Grisza Tom: 3/3 Liczba stron: 448 Ocena: 10/10

Post ukazał się w cyklu Miesiąc z... Leigh Bardugo.
Podziel się

Kiedy zaczęłam przeglądać edycje opublikowanych książek autorstwa Leigh Bardugo, szybko zauważyłam, że zdecydowana większość międzynarodowych wydawców pozostała przy oryginalnych, amerykańskich okładkach - w końcu po co poprawiać coś ślicznego, więc post ten okazał się właściwie zbiorem praktycznie każdego wydania trylogii Grisza oraz dylogii "Szóstka wron", które różnią się od oryginalnych, a to że są one przy okazji naprawdę ciekawe, to już mi się po prostu poszczęściło!

Na pierwszy ogień pójdzie pierwsze wydanie pierwszego tomu trylogii Grisza zanim w ogóle zaczęła się ona tak nazywać. "The Gathering Dark" ukazało się w czerwcu 2012 roku i mam niestety wrażenie, że książka nie przykuwa uwagi ani tytułem ani okładką - wygląda po prostu jak kolejny paranormal, których pełno było wszędzie te kilka lat temu. Dobrze, że wydawca i/lub autorka zdecydowali się na zmianę.



Znaczący postęp od powyższej okładki do ostatecznego wydania, prawda? Bardzo mi się podoba, jak każdy z tomów nawiązuje do swojego najważniejszego wątku. Uwielbiam takie smaczki, które stają się widoczne dopiero po przeczytaniu.



Mała dygresja: chyba już zawsze (lub do momentu, gdy będzie mnie stać xD) będę zazdrościć amerykańskim czytelnikom ich hardbacków, twardych opraw książek, ponieważ są one po prostu oszałamiające. Przypadkowo sama jestem szczęśliwą posiadaczką hardbacku "Siege and Strom". ♥ Dzięki -A. ♥


Źródło
Źródło
Buszując po internecie natrafiłam na holenderskiej stronie na ciekawy wywiad z osobą odpowiedzialną za wygląd całej trylogii - był nią Rich Deas. 

Przed premierą "Cienia i kości", gdy książka była wysyłana recenzentom tak właśnie wyglądała okładka.

A to jeden z projektów, który ogólnie się wszystkim podobał, jednak to nadal nie było to. 



Na tym etapie do ręcznego wykaligrafowania tytułów tomów trylogii zatrudniono Jen Wang, która stworzyła kilka projektów okładki "Cienia i kości".



Jak widać zdecydowano się na ostatnią propozycję! W artykule pokazano również parę projektów okładki "Szturmu i gromu".



Nie zabrakło i "Ruiny i rewolty"!

Na końcu artykułu zamieszczono ilutrację autorstwa Elsy Kroese, która była na obwolucie limitowanego wydania "Ruiny i rewolty".




Interesujące jest to, jak inny styl mają okładki trzech towarzyszących historyjek ludowych Ravki. A mogłoby wyjść z tego coś pięknego, gdyby zrobili je w klimacie okładek trylogii! Ale kto co lubi... Na szczęście są obecnie dostępne tylko w e-booku. A już wkrótce opowiem Wam trochę więcej o ich treści!



Prawdziwe cuda wyczarował za to holenderski wydawca publikując nowelki! Jestem w nich totalnie zakochana. I tym razem naprawdę żałuję, że to tylko e-booki *o*



Edycja brytyjska trylogii różni się niewiele od amerykańskiej, jednak postanowiłam ją pokazać, ponieważ kolorystyka podoba mi się bardziej niż przy oryginalnym wydaniu, co samo w sobie jest godne uwagi, gdyż zazwyczaj Brytyjczycy tworzą prawdziwe potworki okładkowe. Mocno im nieraz współczuję. A tutaj proszę... Kupili mnie tym diamentowym tłem.



Mag w przypadku "Szóstki wron" i "Królestwa kanciarzy" pozostał przy oryginalnych, twardych okładkach i nawet pokolorowanych brzegach stron (bless them), ale wydawnictwo Papierowy Księżyc pokusiło się już o własne okładki trylogii Grisza, które osobiście lubię. Choć na pierwszy rzut oka mogą nie przykuć uwagi, to na żywo wyglądają naprawdę ładnie. Intrygującym zagraniem jest tak mocne podkreślenie wschodniego klimatu trylogii.



Niemieckie wydania może i wyglądają ładnie oraz enigmatycznie, ale jako osoba, która średnio raz w tygodniu ląduje w niemieckiej księgarni, muszę powiedzieć, że niestety jest to tutaj bardzo typowy wygląd jakiejkolwiek serii young adult. Rozumiem zamiłowanie do jasnych okładek i minimalizmu (choć twarzy już nie), ale bez przesady, żeby połowa książek tak wyglądała.
Za to prostota okładek nowelek zdecydowanie skradła moje serce!


Szwedzka wersja trylogii jest niepokojąco pospolita. Co by nie powiedzieć dość szkaradna. Dziewczyna z okładki zdecydowanie nie pasuje mi do Aliny, ale nie można im odmówić tego, że starali się nawiązać do oryginalnych okładek.


Francuskie wydania książek Leigh Bardugo pozytywnie mnie zaskoczyły. Choć kolorystyka "Cienia i kości" jest jakaś taka zbyt żywa, to jednak przykuwa wzrok oraz nawiązuje niezwykle subtelnie do treści.
A okładka "Szóstki wron" jest doprawdy ciekawa. Nie wszystko mi co prawda pasuje w postaciach, ale rysunki są zdecydowanie lepsze niż zdjęcia. 



Nie mam pojęcia, jak zinterpretować włoską okładkę "Cienia i kości". Czemu są tu elementy, które nawiązują do drugiego oraz trzeciego tomu, ale nie ma rogów z pierwszego? Czy te ślaczki na ciele nie pomyliły się komuś z tatuażami Ganiaczów Cieni? Jest jeszcze białe afro oraz tajemniczego pochodzenia miecz. I'm like confused. Wzięłabym to za jakąś mangę.


Rumunia postawiła za to na prostotę.


Wydanie w języku hebrajskim "Cienia i kości" jest jednym z moich ulubionych. Jest unikatowe, intrygujące w swoich szczegółach oraz z klasą dopasowane do odbiorcy.


Japońskich standardów za to chyba nigdy nie zrozumiem. Wygląda to po prostu jak kolejna manga.


Tajskie wydanie trylogii bardzo mi się spodobało. Kolorystyka jest świetna - ciemniejsza i mroczniejsza niż oryginalna. Dopasowana do standardów odbiorcy, podobnie jak hebrajskie wydanie. Rogi, wąż, ptak również zostały zawarte.


Jakże mi się podoba subtelna gra z symboliką na obu wietnamskich okładkach. Szczególnie "Cień i kość" to małe mistrzostwo. Trochę szkoda, że druga okładka jest zupełnie z innej parafii (czcionka wyszła po prostu okropnie). Jestem ciekawa, jak "Szturm i grom" wyglądałoby, gdyby trzymano się pierwszego pomysłu.


Totalny minimalizm w wersji duńskiej! Subtelne nawiązania do treści, ładna, delikatna, szlachetna kolorystyka. Zdecydowanie na plus!


W Czechach pojawił się tylko pierwszy tom trylogii, a okładka niestety nie powala. Choć wyjątkowo modelka jest naprawdę ładna.


Greckie wydanie "Cienia i kości" jest nawet gorsze niż typowa brytyjska okładka. Jestem autentycznie pod wrażeniem. Zastanawiałam się, czy zawrzeć tutaj to wydanie, ale chyba do ciekawych ostatecznie się zalicza.


Indonezyjska edycja "Cienia i kość" ma cudowny, bajkowy klimat. Dosłownie, gdybym ja zobaczyła tę książkę w księgarni, to wyszłabym z założenia, że to jakaś rosyjska baśń. Pragnę zobaczyć ją na żywo! :o


Ogólnie osobiście uważam, że "Szóstka wron" nie powala swoim wyglądem. Gdy znalazłam tę portugalską edycję, to pomysł bardziej rysunkowego, niż zdjęciowego kruka zdecydowanie przypadł mi do gustu. To po prostu wygląda lepiej.



Serbskie wydanie dylogii mnie zagięło. O ile jeszcze przyklasnęłabym okładce "Szóstki wron" nawiązującej do Kaza, to "Królestwo kanciarzy" wyszło źle. Bardzo źle. 



Tak tylko powiem, że potrzebuję perskiego wydania "Szóstki wron"... Natychmiast w swoich łapkach!



Post ukazał się w cyklu Miesiąc z... Leigh Bardugo.

Które wydanie szczególnie Wam się spodobało? Co sądzicie o polskich okładkach trylogii Grisza?
Podziel się
"Szturm i grom" to drugi tom fantastycznej trylogii Grisza. Po przeczytaniu "Cienia i kość" nie mogłam się doczekać, gdy poznam kontynuację tej historii. A kiedy w końcu znalazłam czas, aby zagłębić się w lekturę, poczułam się jak w domu. Nie spodziewałam się, że tak stęsknię się za tym światem, mimo jego brutalności i niebezpieczeństw. Zapraszam na podróż w samo serce sztormu.

"- Jesteście pewni, że to dobry pomysł?
- Oczywiście, że nie. Wszystko, co godne zachodu, zaczyna się jako zły pomysł."

Alina i Mal uciekli za Morze Prawdziwe i mimo tego, że pozostali za sobą wszystko i już zawsze będą musieli się ukrywać, próbują na nowo ułożyć sobie życie w obcym kraju. Jednak demony przeszłości nie dają o sobie zapomnieć. Alina wraca do kraju, aby walczyć o przyszłość Ravki i Griszów z wrogiem, który nie ma nic do stracenia. Wydaje się, że ma prawdziwą szansę na zwycięstwo - jej moc rośnie, przekraczając granice znanej i dozwolonej magii. Jednak igranie z zakazanym nigdy nie kończy się dobrze... Zbliża się niebezpieczna nawałnica, w której najważniejszy będzie wybór między własną potęgą, przyszłością kraju i... miłością.

Po takim zakończeniu pierwszego tomu byłam niesamowicie ciekawa w jakim kierunku, potoczą się dalsze losy bohaterów. Niektóre nadchodzące wydarzenia wydawały się oczywiste, lecz zbyt wiele razy znalazłam się w środku akcji, której się nie spodziewałam... lub miałam gorącą nadzieję, że mimo wszystko sytuacja rozwinie się w zupełnie inny sposób. Szybko okazało się jednak, że Leigh Bardugo nie bawi się w subtelności. Spodobało mi się szczególnie zaskakujące poprowadzenie postaci Aliny, to co się z nią działo i czego doświadczała... Ułuda czy rzeczywistość? Stres czy szaleństwo? A może... konsekwencje igrania z ciemnością?

W trakcie czytania "Szturmu i gromu" zaczęłam się zastanawiać, czy drugi tom, który rozpoczął się od pogoni za kolejnym, mitycznym stworzeniem skończy się złapaniem jeszcze jednego, ale autorka zręcznie rozłożyła fabułę trylogii. Bardzo spodobało mi się w związku z tym wątkiem, że Ravka ma własną, fascynującą mitologię i czytelnik ma okazję dowiedzieć się w ten sposób jeszcze więcej o tym świecie. Mogłoby się przy tym wydawać, że "Szturm i grom" jako środkowy tom trylogii będzie - jak to jest zazwyczaj - najsłabszy, jednak tak nie jest. Choć fabuła w niektórych momentach rozwija się spokojniej, to nie zabrakło całego mnóstwa, emocjonujących zwrotów akcji oraz spektakularnego zakończenia.

"- Nie umiem się zdecydować, czy jesteś szalony, czy głupi.
 - Mam tyle wspaniałych cech, że niekiedy trudno wybrać."

W "Szturmie i gromie" - tak przy okazji - poznajemy najlepszego bohatera trylogii, jeżeli nie całego świata Griszów. Mikołaj zdecydowanie ląduje na wysokim miejscu rankingu najlepszych fikcyjnych postaci, jakie kiedykolwiek napisano. Amen. Wiecie, jak to jest, gdy poznaje się nową, ważną dla fabuły osobę... Czasami sposób kreowania postaci niekoniecznie odpowiada czytelnikom, ponieważ autor stara się za mało lub za bardzo albo charakter po prostu nam nie podpasuje. Jednak Mikołaj jest po prostu idealny. Są ludzie, którzy nie przepadają za Aliną, inni mają dość Mala, który szczególnie w "Szturmie i gromie" bywał męczący, ale Mikołaj? Gdy tylko go poznacie, to pokochacie całym swoim sercem. Ba! Możliwe, że spotkaliście już Nikolaia w "Królestwie kanciarzy" i Was zaintrygował! Wtedy wiecie, gdzie znaleźć więcej jego cudowności.

"Szturm i grom" to tom, który stawia przed czytelniem całe mnóstwo nowych wyzwań i pytań bez odpowiedzi, a nie raz nawet budzi wątpliwości! Zaczynając od początku akcji, gdzie Mal jest aż podejrzanie zadziwiający w swoich zdolnościach, następnie poprzez książeczki dla dzieci, które mogą zawierać więcej informacji niż ktokolwiek mógłby przypuszczać, a kończąc na niesamowitej konkluzji, która oczywiście pojawia się na ostatnich stronach. Nie pozostaje więc nic innego, jak chwycić "Ruinę i rewoltę", aby poznać odpowiedzi - czekają tam na Was.

"- Zawsze było z tobą tyle problemów?
- Lubię myśleć o sobie, że jestem czarująco skomplikowana."

Trylogia Grisza szybko stała się jedną z moich ulubionych serii książkowych. "Szturm i grom" spodobał mi się równie mocno, co pierwszy tom tej historii - "Cień i kość". Ten świat po prostu mną zawładnął i nie mam już wątpliwości, że Leigh Bardugo jest moim odkryciem roku 2016, ale jak to mówią... lepiej późno niż wcale.

Tytuł oryginału: Siege and Storm Seria: Trylogia Grisza Tom: 2/3 Liczba stron: 400 Ocena: 9/10

Post ukazał się w cyklu Miesiąc z... Leigh Bardugo.
Podziel się

Witam w lutym ♥ Ciężko uwierzyć, że rozpoczął się już drugi miesiąc 2017 roku. Dopiero co był pierwszy stycznia... Czas płynie aż za szybko. Luty będzie dla mnie bardzo ważny z wielu powodów, więc w tym miesiącu postanowiłam opowiedzieć Wam o swojej nowej, wielkiej miłości - autorce Leigh Bardugo!

Pierwszą książkę Leigh Bardugo przeczytałam w październiku zeszłego roku. Oczywiście słyszałam wcześniej o "Cieniu i kości", ale jakoś nigdy nie była mi ona po drodze. Nie potrafię nawet powiedzieć dlaczego. To, że wyszły kolejne dwa tomy po prostu przegapiłam. Jednak przy okazji wznowienia serii przez wydawnictwo Papierowy księżyc nadarzyła się okazja, aby zapoznać się z pierwszym tomem. Weszłam więc na Goodreads, aby jak zawsze sprawdzić jakie oceny ma seria. I gdy spełniła moje warunki, to zdecydowałam się przeczytać "Cień i kość"... I przepadłam.

Recenzję pierwszego tomu znajdziecie tutaj.

Pokochałam styl Leigh Bardugo oraz jej świat. Griszów, zasady nimi rządzące, ich moce, ich problemy, ten silnie wschodzi klimat opowieści. Wiem, że wiele osób ma problem z tą trylogią. Jednak jeszcze więcej ją uwielbia, a ja należę zdecydowanie do tej drugiej grupy. Przy pierwszej okazji przeczytałam więc kolejne tomy trylogii, wszystkie nowelki oraz dodatki, a następnie wzięłam się za "Szóstkę wron" oraz jej kontynuację. Leigh Bardugo została jedną z moich ulubionych autorek i czekam z niecierpliwością na jej nowe projekty. Cieszę się, że choć pisze inne książki (w tym roku ukaże się jej powieść o "Wonder Woman" oraz zapowiedziana jest seria o studencie z kryminalną przeszłością, który zostanie członkiem podejrzanego bractwa), to nie porzuca świata, który ukształtowała od zera, a ja wierzę w to, że nadal jest wiele historii do odkrycia! Już zapowiedziała kolejną książkę z Grishaverse'um, która ukaże się we wrześniu tego roku (więcej informacji w kolejnych postach) oraz zasugerowała, że w 2017 r. na czytelników czekają również kolejne niespodzianki... Jestem przeszczęśliwa na samą myśl!

Świat griszów zawładnął mną do tego stopnia, że po skończeniu "Crooked Kingdom" (po polsku ukaże się pod tytułem "Królestwo kanciarzy" i jest już zapowiedziane na 29-ego marca 2017 r.) nie zaczęłam przez kolejne tygodnie żadnej książki. Nie chciałam opuszczać tego świata. Nadal nie chcę! I teraz chcę Wam opowiedzieć dlaczego...


Czego możecie się spodziewać w trakcie trwania Miesiąca z... Leigh Bardugo? Recenzji drugiego i trzeciego tomu trylogii Grisza oraz specjalnego wpisu o wszystkich nowelkach z tego świata. Planuję zrobić również post o najciekawszych wydaniach książek Leigh Bardugo! Pod koniec miesiąca napiszę o "Szóstce wron" oraz przedpremierowo ukaże się tekst o "Królestwie kanciarzy"! Jak się uda, to powstanie również post porównujący trylogię Grisza i dylogię "Szóstka wron", który będzie zawierał informacje o ewentualnych spoilerach oraz problematycznym tłumaczeniu.

Czytaliście już jakąś książkę Leigh Bardugo?
Podziel się

Pierwsza połowa szóstego oraz ostatniego (to nie ja płaczę, to Ty płaczesz) sezonu Teen Wolfa od początku zapowiadała się bardzo dobrze  i to mimo tego, że Stiles miał się pojawić tylko w paru odcinkach. Wyjątkowo oglądałam kolejne epizody na bieżąco i uwierzcie, że kawka, śniadanko i świeżutki odcinek Teen Wolfa w środowe poranki to najlepsza rzecz na świecie. Sezon szósty będzie składał się w sumie z dwudziestu odcinków. Podzielono go na dwie części, jak to było w przypadku trzeciego sezonu. Gdy teraz o tym myślę, to twórcy Teen Wolfa nigdy nie trzymali się serialowych "konwenansów", ponieważ od początku eksperymentowali z formą serialu - prawie każdy sezon ma inną ilość odcinków, nie mówiąc o sposobie ich prowadzenia. Nie wiem, czy w przypadku innej stacji (Teen Wolfa posiada MTV) byłyby możliwe takie szaleństwa. I pomyśleć, że z tego Nastoletniego Wilkołaka (sic!) wyrosło coś tak fajnego i momentami nawet bardzo dobrego.

Poniżej wilkołaki i delikatne spoilery szaleją na wolności


Sezon szósty kręci się wokół legendy tajemniczych jeźdźców widmo - supernaturalnej zgrai będącej częścią dzikiego łowu. Potrafią oni wymazywać ludzi ze wspomnień i najwyraźniej zadomowili się w Bacon Hills. Scott wraz z przyjaciółmi muszą zmierzyć się nie tylko z jeźdźcami, których nie potrafią pokonać, ale również z własną pamięcią - czy można tak po prostu zapomnieć o kimś ważnym?

Teen Wolf zawsze mniej lub bardziej bazował na mitologii i legendach, często dodając coś od siebie i tworząc własną wersję supernaturalnego menu. Nie spodziewałam się, że Dziki Łów jest tak dobrze oddany, jeżeli chodzi o historyczne podania z północnej, zachodniej i centralnej Europy. Najlepsze jest chyba to, że ten mit ludowy ma tak całkiem przypadkiem dużo związku z wilkami. Przedstawienie tego w serialu wyszło ciekawie i adekwatnie do współczesności akcji, znalazło się tu dużo smaczków dla pasjonatów mitologii. Sami jeźdźcy wyszli naprawdę przerażająco i to bardziej strasznie, niż obrzydliwie, jak to Teen Wolf z pasją praktykuje (drugą opcję oczywiście) od pierwszego sezonu. Właście, gdy tak o tym pomyśleć to efekty specjalne były całkiem przyzwoite w tym sezonie!


Sezon szósty Teen Wolfa łączy w sobie to, co najbardziej lubię w serialach. Po pierwsze mamy wystarczająco dużo treści o głównych bohaterach - ich relacje, związki, charaktery. Niewymuszenie, naturalnie, czasami zabawnie, czasami wzruszająco, innym razem bardzo smutno. To, że młode szczeniaczki niekoniecznie mnie interesują, to już inna sprawa. Z drugiej strony mamy tło, czyli motyw przewodni sezonu, który - jeżeli jest dobrze przemyślany i no cóż... intrygujący - to dopełnia świetnie perypetie życiowe wilczków. A moja ukochana mitologia to wisienka na torcie! W sezonie szóstym dostaliśmy wiele pięknych momentów oraz smaczków dla fanów, otrzymaliśmy też w końcu długo oczekiwane odpowiedzi (ekhm pełne imię Stilesa ekhm), a do tego zimowy finał pierwszej połowy finalnej serii był po prostu pyszną, emocjonującą ucztą. Jednym słowem: fangirling mode on.

Nie mam wątpliwości, że będę tęsknić za wilczkami, a jak nie popsują drugiej połowy sezonu (jak nie będzie tam Stiles, to I swear to gods, 6 B przestanie dla mnie istnieć jak zaginiony sezon Sherlocka), to będę Teen Wolfa wyjątkowo ciepło wspominać! To nie lada wyczyn przez tyle sezonów nie popsuć aż do obrzydzenia głównych bohaterów (ekhm Pamiętniki wampirów ekhm). Dziewiąty odcinek uświadomił mi coś, czego wcześniej nie zauważyłam - to wszystko zaczęło się od Stilesa - dosłownie od zaciągnięcia Scotta przez Stilesa do lasu w poszukiwaniu martwego ciała. Końcówka dziesiątego odcinka była więc idealna (to aż zabawne biorąc pod uwagę to, że podobnie zakończono zaginiony sezon Sherlocka, a miałam zupełnie inne odczucia).


Właściwie to trochę mnie bawi, że mimo tego, że Stilesa właściwie nie było w tym sezonie, co jest spowodowane tym, że Dylan O'Brien jest dość rozchwytywany, a do tego miał wypadek na planie "Leku na śmierć", więc fabułę szóstej serii trzeba było zbudować tak, żeby był i go nie było, to kolejny już sezon był właśnie o... Stilesie. Twórca serialu powiedział, że to było oddanie honorów tej postaci. Wnioskuję więc o zmianę tytułu na It's all about Stiles. Bez niego to oni po prostu krążyli jak dzieci we mgle! DOSŁOWNIE! Końcówka pierwszego odcinka była niesamowicie emocjonująca, następnie dworzec, dziewiąty epizod, który można by uznać za zapychacz, ale osobiście się wzruszyłam i finał, od zacytowania którego słowo w słowo usilnie się powstrzymuję. Cofałam odcinek kilkakrotnie w niektórych momentach. Stiles jest jak River Song z Doctora Who - jedna z najlepiej wykreowanych i pięknych kiedykolwiek postaci fikcyjnych. Niesamowicie podobały się nawiązania do początków tej historii, najlepszego pół sezonu (3 B), których się nie spodziewałam, a okazały się genialne. Nie wspominając, że poznajemy jego imię. Mieczysław Stilinski. Jak jakiś daleki awkward brat dziadka.



Jestem pod wrażeniem przemiany, jaka zaszła w Lydii - tym bardziej, gdy zaserwowano widzowi wspominki z pierwszego sezonu. Na początku co prawda marudziłam, że jak to, że jak ona śmie twierdzić, że kocha! Jednak potem... czasami chyba trzeba po prostu dostać porządnego kopa w cztery litery, aby zrozumieć własne uczucia. Nie spodziewałam się, że to właśnie ona będzie drugą najważniejszą postacią w tym półsezonie. Scott dalej jest słodkim szczeniaczkiem, który chyba zapomiał przez tę całą naukę do końcowych egzaminów, że posiada bardziej super-duper zdolności niż inni. Poprowadzenie wątku Theo było pozytywnie zaskakujące. Ba, nawet Malia była jakoś mniej irytująca niż zazwyczaj! Melissa za to jak zawsze cudowna! No i cowboy papa Argent... Co tu się wyrabia?!


Oczywiście - jak to Teen Wolf - nie ma samych ochów i achów (chyba, że mówimy o 3 B). Jednym z najzabawniejszych wątków w tym sezonie (i w serialu ogólnie) są nazistowskie wilkołaki. Jeżeli na samą myśl nie turlacie się w myślach ze śmiechu, albo chociaż nie straciliście brwi, bo właśnie uniosły się tak wysoko, że zniknęły we włosach, to chyba nie przeczytaliście dokładnie, co napisałam. Nazistowskie mówiące czasem po niemiecku i/lub o Hitlerze wilkołaki. W XXI wieku. Ten pomysł jest tak walnięty, że I'm not even mad, I'm impressed. Motyw ten pojawił się już wcześniej, ale teraz mamy jednego z antagonistów- nazistę, a cały ten wątek jest aż uroczy, ponieważ nie robi zbytniego wrażenia przy legendzie Dzikiego Łowu. 


Finałowy odcinek tak baaardzo mi się spodobał! Choć oczywiście idealny nie był, ale zbytnio się tym nie przejmuję - jak zwykle po prostu wiercę i kręcę w poszukiwaniu niedającej się zagiąć logiki. Pomyślałby kto, że to wszystko zależało od jednej, jedynej zwrotnicy... Sama nie wiem, czy to tak banalne, że aż prawie sprytne, czy jednak zwyczajnie głupie. "To już nie mój problem. Muszę skończyć szkołę" - Scott McCall, true alfa. Może czasami prostota jest najlepszym wyjściem, ale po takim budowaniu napięcia przez dziewięć odcinków to po prostu za szybko się potoczyło. Siuuuup... nazista gadający o Hitlerjugend #truestory... i koniec. Tak to się kończy, gdy robi się z Bacon Hills dosłownie latarnię dla supernaturalnych stworzeń. One przychodzą.

Pierwsza połowa finalnego sezonu "Teen Wolfa" zdecydowanie mi się spodobała. Po obejrzeniu całości mogę bez wahania napisać, że choć 3 B to było mistrzostwo, to ta pół seria ląduje u mnie na drugim miejscu. Jestem niesamowicie ciekawa, jak to wszystko się skończy!

Teen Wolf powróci z finalnymi dziesięcioma odcinkami szóstego sezonu latem 2017 roku.
Podziel się
Nowsze posty Starsze posty Strona główna

O mnie

Blogerka. Studentka. Mieszkanka Berlina. Whovian. Slytherin. Cheerleaderka Riordana.
Dowiedz się więcej

“Reading is one of the joys of life, and once you begin, you can't stop, and you've got so many stories to look forward to.”

Benedict Cumberbatch

Znajdź mnie

  • Facebook
  • Instagram
  • Tumblr
  • Youtube

Kontakt

Dowiedz się więcej

Niedługo na blogu

Moja kolekcja Funko popów
Moja przygoda ze Skupszopem
Unboxing ostatniego World of Wizardry
Rick Riordan prezentuje
King of Scars

Polecane

  • Streszczenie: Złodziej Pioruna - Rick Riordan
    Cześć, tu Percy. Zostałem przekupiony niebieskimi pączkami, więc oto przybywam, aby powrócić do korzeni i opowiedzieć Wam o początkach mo...
  • W jakiej kolejności czytać książki Ricka Riordana?
    Książki Ricka Riordana są obecne w moim życiu od ponad siedmiu lat. Bez nich prawdopodobnie nie byłoby tego bloga. Zaczęłam czytać se...
  • Najciekawsze wydania Harry'ego Pottera
    Wygląd książki jest bardzo ważny, choć zapytani o to, mówimy, że nie można oceniać książki po okładce, zwłaszcza gdy bronimy ulubionej powi...
  • Streszczenie "Harry'ego Pottera i przeklętego dziecka" 1/2
    Witam! Wasze piękne oczka Was nie mylą. Poniżej znajdziecie streszczenie pierwszej części scenariusza fan fiction zatytułowanego "...
  • Konkurs
    Na uczczenie sześciu miesięcy specjalnie dla Was konkurs! Do wygrania jest 'Niezgodna' autorstwa Veronic'i Roth. Moja rec...
  • Projekt: Kończę serie wydawnicze
    Kończę serie wydawnicze, czyli mój mały, własny cel czytelniczy, który staram się realizować i w ogóle mi nie idzie. :) Jak już niby idzi...
  • Stos wrześniowy
    Za oknem buro, mnóstwo zadań do szkoły i brakuje czasu na czytanie. :( Jednak zawsze staram znaleźć czas na odwiedzenie Waszych blogów. :...
  • 7 lat Bucherwelt!
    Piątek 13-ego 2012 roku - to właśnie wtedy w Internecie pojawił się blog bucherwelt.blogspot.com . Dzisiaj siedem lat (i tydzień) późnie...
  • Stos książkowy
    Wracam z wyjazdu, a tam książki czekają. :D Miła niespodzianka! No i było kolejne przemeblowanie, ostatecznie niektóre książki stoją na st...
  • Druga rocznica założenia bloga
    Dzisiaj - 13 stycznia 2014 roku - mój własny, amatorski, recenzencki blog skończył pełne dwa latka! Nie mogę uwierzyć, że już minęło tyle c...

Archiwum

  • ▼  2019 (3)
    • ▼  lutego (1)
      • Rewatch Gry o Tron przed premierą ostatniego sezonu!
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2018 (17)
    • ►  lipca (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  maja (1)
    • ►  kwietnia (3)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (4)
  • ►  2017 (42)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (3)
    • ►  października (5)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  lipca (4)
    • ►  czerwca (3)
    • ►  maja (2)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  marca (3)
    • ►  lutego (8)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2016 (120)
    • ►  grudnia (9)
    • ►  listopada (9)
    • ►  października (6)
    • ►  września (9)
    • ►  sierpnia (8)
    • ►  lipca (8)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (11)
    • ►  marca (10)
    • ►  lutego (13)
    • ►  stycznia (17)
  • ►  2015 (161)
    • ►  grudnia (6)
    • ►  listopada (11)
    • ►  października (10)
    • ►  września (9)
    • ►  sierpnia (5)
    • ►  lipca (13)
    • ►  czerwca (15)
    • ►  maja (18)
    • ►  kwietnia (18)
    • ►  marca (18)
    • ►  lutego (18)
    • ►  stycznia (20)
  • ►  2014 (266)
    • ►  grudnia (19)
    • ►  listopada (23)
    • ►  października (26)
    • ►  września (17)
    • ►  sierpnia (21)
    • ►  lipca (20)
    • ►  czerwca (23)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (23)
    • ►  marca (26)
    • ►  lutego (28)
    • ►  stycznia (28)
  • ►  2013 (270)
    • ►  grudnia (23)
    • ►  listopada (19)
    • ►  października (23)
    • ►  września (21)
    • ►  sierpnia (21)
    • ►  lipca (20)
    • ►  czerwca (22)
    • ►  maja (29)
    • ►  kwietnia (22)
    • ►  marca (31)
    • ►  lutego (20)
    • ►  stycznia (19)
  • ►  2012 (135)
    • ►  grudnia (11)
    • ►  listopada (12)
    • ►  października (15)
    • ►  września (12)
    • ►  sierpnia (12)
    • ►  lipca (11)
    • ►  czerwca (15)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (12)
    • ►  marca (11)
    • ►  lutego (9)
    • ►  stycznia (3)

Ulubione

  • Mirabelka
    Spostrzeżenia po ekstrakcji ósemki
    3 dni temu
  • Gosiarella
    Lekcja ironii dla każdego. Znajdź swój ulubiony tytuł od królowej polskiej satyry
    4 tygodnie temu
  • Patrycja W.
    Podsumowanie lutego
    4 miesiące temu
  • eM
    Zagraniczne zapowiedzi: czerwiec, lipiec 2022
    4 lata temu
  • Patrycja
    Nieugięta bohaterka - "Wojna Makowa" Rebecca
    6 lat temu
  • Blair Blake
    Na skraju złowrogiego Boru, albo Wybrana Naomi Novik
    6 lat temu
  • Korvo
    Recenzja: Karpie bijem - Andrzej Pilipiuk
    7 lat temu
  • Harry Potter Kolekcja
    Regulamin konkursu "Twój Simon"
    8 lat temu
  • Abigail
    Bieg do gwiazd, Dominika Smoleń
    8 lat temu
  • Julia
    Małe rzeczy, bez których sobie nie radzę
    9 lat temu
  • Alicja
    Lair of Dreams
    10 lat temu
  • Wydawnictwo Jaguar
    Kuchnia Entego, chaos i "Jewel"
    11 lat temu
Pokaż 5 Pokaż wszystko

Deviantart

Dziękuję za zrobienie pięknego logo!
Wszystkie komentarze zawierające linki są moderowane.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

WAŻNE

Wszystkie opinie i recenzje zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa i nie wyrażam zgody nakopiowanie całości lub ich fragmentów bez mojej wiedzy i zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Licznik odwiedzin

Obserwatorzy

Copyright © 2012 Sophie & Bucherwelt