Ilość stron: 317
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
„Na świecie istnieją miliony rzeczy mogących nas unicestwić; w ułamku sekundy wymazać życie, które z takim wysiłkiem staramy się podtrzymywać. Wszystko kręci się wokół tego, by nie umrzeć. Jemy, śpimy, oglądamy się w prawo i lewo, zanim przejdziemy przez ulicę. Każdy drobiazg ma nas uchronić przed czymś, co i tak nas dopadnie. Jeśli się nad tym zastanowić, to bez sensu. Największy dowcip świata. Całe nasze życie jest zorganizowane wokół tego, żeby przedwcześnie nie odejść z tego świata, a jednocześnie doskonale wiemy, że to jedyna rzecz, której nie unikniemy.”
Opis wydawcy: Któż nie zna historii Romea i Julii, kochanków skazanych na potępienie? Ale czy ktoś pamięta Rosaline, kuzynkę Julii, a zarazem pierwszą miłość Romea. To z nią Romeo pragnął spotkać się na przyjęciu u Kapulettich i to właśnie wtedy na scenie pojawiła się Julia. Dla jednych rozpoczął się romans, dla innych - Rosaline - zaczęła się tragedia. Julia nie była słodką, niewinną dziewczyną, rozdartą wewnętrznie wyrokiem przeznaczenia. Doskonale wiedziała, co robi. Kłopot w tym, że Szekspir nie miał o tym pojęcia.
Historia zakochanych zostaje przeniesiona do czasów współczesnych. Rosaline i Rob, bohaterowie powieści "Kiedy byłeś mój", to typowi nastolatkowie, którzy uczą się razem w szkole średniej na Zachodnim Wybrzeżu USA. Od zawsze łączy ich przyjaźń, która z czasem przeradza się w znacznie głębsze uczucie. Gdy dochodzi między nimi do pierwszego pocałunku, do miasta wprowadza się Juliet - kuzynka Rosaline, jej dawna przyjaciółka, która teraz staje się jej wrogiem. Robi wszystko, żeby zbliżyć się do Roba. Jest piękna i szalona... Gdy grozi samobójstwem, Rosaline zaczyna się martwić nie tylko o serce Roba, ale też o jego życie.
"Kiedy byłeś mój" to dramat Szekspira przeniesiony do współczesności opowiedziany z punktu widzenia Rosaline. Według mnie już samo to w sobie jest ciekawym zagraniem. Rose to normalna, miła dziewczyna, która przyjaźni się z najpopularniejszymi i oczywiście najpiękniejszymi dziewczynami w szkole. Wprost uwielbiam te amerykańskie szkolne nonsensy. Ku mojemu zaskoczeniu przyjaciółkami okazały się dobrymi, ale... Autorka wykreowała Charlie i Olivię naprawdę dziwnie. Książka jest dość krótka, więc Rebecca Serle chciała wszystko, co sobie wymyśliła odnoście zwłaszcza tych dwóch postaci upchnąć na ledwie 317 stronach. Moim zdaniem wyszło jej to już na granicy sztuczności, gdy bohater zamiast być naturalnym dla czytelnika, staje się karykaturą.
"Kiedyś byłeś mój" to może nie jest genialna książka, ale miło mi się poznawało interpretację Rebecci Serle, której udało się mnie wzruszyć, wywołać uśmiech na mojej twarzy i sprawić, że przeżywałam książkę, a to już coś. Słodko-gorzkie zakończenie było oczywiście przewidywalne, ale mojej oceny to nie zmienia. Myślę, że to ciekawa lektura dla fanów, a nawet przeciwników "Romea i Julii". Na pewno książka jest ciekawsza niż ten nieszczęsny film z Leonardem DiCaprio...
Ogólna ocena: 7/10.
„Nie chodzi o to, gdzie skończysz, ale o decyzje, jakie podejmujesz, by tam dotrzeć. I nie chcę już podglądać zakończenia. Bo w prawdziwym życiu i tak nie można tego zrobić. Nie ma żadnych gwarancji. Czasem zaczynasz iść jakąś drogą i orientujesz się, że wcale tego nie chciałaś. Albo zmieniasz trasę tylko po to, by się przekonać, że nowa ścieżka prowadzi dokładnie do tego miejsca co stara. I właśnie tutaj pojawia się wybór. Bo chociaż nie wiesz, gdzie dotrzesz, możesz nawet w ostatniej chwili zmienić kurs. Możesz skręcić w lewo, a potem w prawo i znaleźć się tam, gdzie myślałaś, że nigdy nie trafisz. (...) los i przeznaczenie nie zaprowadzą nas daleko. Decydują bowiem o początkach, ale nie o zakończeniach. Przeznaczenie może cię gdzieś rzucić, ale to ty musisz dotrzeć tam, dokąd zmierzasz; musisz wybrać własne zakończenie, moment w którym opuścisz kurtynę.”