Sophie & Bucherwelt
  • Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca
  • Recenzje
    • Autorami
    • Tytułami
    • Filmów i seriali
  • Przeczytane
    • 2012-2017
    • 2018
  • Kolekcja Ricka Riordana
  • Różne
    • Zdobycze
    • Must have
    • Miesiąc z...
    • Jak zacząć blogować?
    • Oceny
Źródło: Facebook
"Pamiętniki Wampirów" już dawno się wypaliły, ale serial miał to do siebie, że zawsze było na co popatrzeć. O rodzinie Pierwotnych dowiedzieliśmy się już całkiem sporo, jednak twórcy postanowili dać szansę ich historii i wprowadzili do fabuły wątek Nowego Orleanu.

Źródło: tumblr.com
Gdy Klaus dowiaduje się, że w Nowym Orleanie knuje się coś przeciwko niemu, postanawia pojechać i sprawdzić, co się dzieje tzn. wybić wszystkich, którzy mają coś przeciwko niemu. Elijah, który wierzy w to, że jego brat będzie mógł odnaleźć odkupienie w ich dawnym domu wyrusza wraz z nim, a w tym samym czasie w mieście pojawia się wilkołak Hayley, która próbuje odnaleźć swoją rodzinę. Klaus dowiaduje się, że francuska dzielnica jest pod władzą Marcela, jego byłego protegowanego, którzy podporządkował sobie miasto i trzyma wilkołaki z daleka, a wiedźmy żelazną ręką. Klaus nie ma jednak zamiaru uchylać czoła przed osobą, którą sam stworzył i zamierza odzyskać miasto, rodzinę i oczywiście władzę. Nawet jeżeli Marcel posiada tajną broń...

Zdziwicie się, jak skromny jest opis fabuły, gdy zaczniecie oglądać serial. W każdym razie postawmy sprawę jasno: nigdy nie lubiłam Klausa i nie sądzę, żeby miało się to zmienić. Są psychopaci, których da się w jakiś pokrętny sposób akceptować, jak Hannibal, ale Klaus to zupełnie inna liga, a jego obsesje oraz żądzę pozostawiają po sobie tylko spustoszenie, dlatego nie miałam nawet zbytnio zamiaru brać się za "Ordżinalsów", ale "Pamiętniki Wampirów" nie dało się już oglądać i podziwiam osoby, które dalej to oglądają. W każdym razie z jakiegoś powodu zaczęłam oglądać "The Originals" i naprawdę mi się to spodobało.

jw.
Zmiana otoczenia była jak odświeżające wiadro zimnej wody - Nowy Orlean jest CUDOWNY i wcale nie dziwię się reżyserom, że przy każdej możliwej okazji dają przebitki na francuską dzielnice, bo jest to zaleta tego serialu, jak nic. Klimat jest absolutnie niepowtarzalny i nadał opowieści o Pierwotnych świeżości. Tempo było szybsze niż to się ma w pierwszych sezonach, ale też teoretycznie znamy już długo bohaterów spin-offa. Pojawiają się jednak nowe postacie i powiem krótko oraz mam nadzieję bezboleśnie: najlepiej jest nie przyzwyczajać się do kogokolwiek, kto nie pojawia się wymieniony w rolach głównych. Podobnie, jak w przypadku "Pamiętników wampirów" trup ściele się gęsto i często.

"Ordżinalsi" spodobali mi się tak bardzo, że pamiętam, jak ponad roku temu zachęcałam niektórych do oglądania ich. Nieźle wkręciłam się w klimat serialu i trwało to gdzieś dziesięć odcinków, a parę odcinków później, dokładnie przy siedemnastym serial porzuciłam na rok. Nagle okazało się, że wszystko, czego nie cierpię w "Pamiętnikach Wampirów" zostało przeniesione tutaj. Mnogość wątków, które sprawiają, że "w poprzednim odcinku" trwa dobre dwie minuty, bo nigdy nie wiesz, jaka sprawa zostanie poruszona, bo jeden odcinek nie starcza, aby wspomnieć o wszystkim. Klaus był w szczytowej formie, a do tego pewna monotonność wątków, co oznacza, że były one właściwie zbudowane na tym samym schemacie, tylko z innym antagonistą, powodowała, że kręciło mi się w głowie. Naprawdę do 17-ego odcinka pierwszego sezonu miało w tym serialu miejsce MNÓSTWO rzeczy. Zastanawiałam się bardzo energicznie, jak oni chcą to dalej pociągnąć i w końcu porzuciłam serial i zapomniałam zupełnie.

jw.
Dopiero po obejrzeniu pierwszej połowy sezonu drugiego wróciłam i dokończyłam pierwszą serię, której to zakończenie nie jest tak dobre, jak by się chciało. Co prawda sytuacja się uspokoiła, ale uważam, że sam finał jest dość rozczarowujący i naciągany, a konkretnie SPOILER sprawa ze śmiercią dziecka, która jest tak pełna luk, że śmiać mi się chce na myśl o tym, że ktoś naprawdę w to uwierzył. KONIEC

"Ordżinalsi" mieli naprawdę obiecujący początek, ale niestety prowadzenie serialu przez osobę, która kształtuje też "Pamiętniki wampirów" nie skończyła się dla niego korzystnie, ponieważ druga połowa pierwszego sezonu jest najwyżej średnia. Na szczęście o wiele lepiej jest w drugiej serii, ale o tym wkrótce!

Ocena: 6/10.

PS. Nie zapomnijcie wziąć udziału w konkursie!
Podziel się
Liczba stron: 216
Z Oli jest niezłe ziółko. Nie znosi szkoły, a tym bardziej nauki i jest wulkanem energii. Łukasz jest jej przeciwieństwem: jest spokojny, grzeczny i ma niezwykle dobrą pamięć. Na początku ta dwójka się nie znosi, ale szybko pojawia się między nimi coś więcej. Jest tylko jeden problem: oboje są jeszcze dziećmi.

To było naprawdę interesujące doświadczenie. Dwójka różnych dzieci, które mają swoje własne pasje i odmienne spojrzenia na świat. Ciekawie było spojrzeć na rodziców i rodzeństwo tej dwójki, które zachowywało się w typowy sposób, ale z powodu perspektywy nabierało nowego, głębszego znaczenia, choć równocześnie znajomego. Takie zachowania rodziców nie są nam obce!

Chociaż "Pajączek na rowerze" jest opowieścią o dwójce dzieci, to na pewno nie jest w ten sposób napisany - właściwie gdy nie myślało się o wieku bohaterów nie odczuwało się tego specjalnie do momentu, gdy nasi bohaterowie robili coś, co jest typowe dla dzieci. W pewien sposób to, jak formułowali myśli daje takie "dziecięce wrażenie", ale jednak to były raczej momenty, a nie stale towarzyszące uczucie.

"Pajączek na rowerze" jest uzupełniony ilustracjami, które pomogą młodszym czytelnikom wyobrazić sobie opisane sytuacje, choć i tak dla mieszkańców Warszawy nie będzie to trudne zadanie, ponieważ opisane tutaj ulice i miejsca są im jak najbardziej znajome, a ja uważam, że to naprawdę fajne czytać o rzeczach, które dobrze się zna. Ewa Nowak w znany czytelnikom sposób opowiada o całkowicie życiowych sytuacjach i problemach z lekkością wplatając je w fabułę, chociaż same niekoniecznie nie są lekkie, czy proste.


Wydanie z 2008 roku.
Jedyne, co do mnie nie trafiło to przesadzona wręcz reakcja rodziców pod sam koniec tej opowieści. Rozumiem, że niektóre rzeczy były wyolbrzymione, jak to bywa, gdy to dzieci są narratorami historii, ale dorośli ludzie po prostu nie zachowują się w taki sposób z tak nieważkich powodów... Nie chce mi się w to wierzyć.

Epilog "Pajączka na rowerze" pozostawia czytelnika z sercem pełnym nadziei i uśmiechem na ustach. Naprawdę chętnie bym przeczytała kolejny tom, ponieważ chciałabym wiedzieć, co się stało dalej z naszymi bohaterami. Jednak na swój sposób to zakończenie jest idealne.

"Pajączek na rowerze" to będzie ciekawa lektura dla osób w każdym wieku, a jedną z jej zalet na pewno jest przystępna cena. Opowieść o miłości między dziećmi to na pewno niecodzienny temat, więc z tym większym zainteresowaniem czyta się tę książkę.

Ocena: 8/10.

PS. Nie zapomnijcie wziąć udziału w konkursie!
Podziel się
Premiera: 11 luty 2015 r.
Tytuł oryginału: Raging Star
Seria: Kroniki czerwonej pusryni
Tom: 3/3
Liczba stron: 412
"Gniewna gwiazda" to finał trylogii "Kroniki Czerwonej Pustyni" i nie będę ukrywać, że bardzo się ucieszyłam na wiadomość o rychłej premierze, ponieważ ledwo co skończyłam czytać "Dzikie serce", a już mogłam poznać kontynuacje oraz zakończenie tej historii, która mimo średniego przyjęcia przeze mnie pierwszego tomu i tak ostatecznie skradła mi serce.

"To ich czas. Pora gwiazd. W tych krótkich dniach roku, kiedy światło wcześnie słabnie i wszystko umiera, gwiazdy gnają przez noc. To niespokojne dusze zmarłych. Wracają na ziemię, aby załatwić niedokończone sprawy."

Nadszedł czas na ostateczną rozgrywkę z DeMalo. Saba walczy o miejsce i szanse dla wszystkich ludzi w Nowym Edenie bez względu na ich wiek, umiejętności czy stan zdrowia. DeMalo jednak chce, aby do niego dołączyła i pomogła budować przyszłość według jego zamysłu. Jego warunki są jednak nie do zaakceptowania, a wymagania nie do przyjęcia. Buntownicy podejmują się nierównej walki z zdyscyplinowanym wojskiem. Saba jednak widzi zupełnie inne wyjście z sytuacji, tylko jest z nim jeden problem: zostało jej siedem dni na wprowadzenie go w życie i ostateczną wygraną lub przegraną.

W "Gniewnej gwieździe" dużą uwagę zwróciłam na plastyczność i cały czas myślałam o tym, jak opisane miejsca będą wyglądały na ekranie - jak już może wiecie planowana jest ekranizacja serii. Po przeczytaniu całości uważam, że to się naprawdę świetnie sprawdzi, jako film. Nie można odmówić Moirze Young fantazyjnego, poetyckiego języka, jednak tym razem jak najbardziej to do mnie przemówiło. Dałam się otulić słowom, niczym ciepłemu kocykowi.

Nie chcę się powtarzać, jak zepsuty gramofon, ale nadal mam niepewne uczucia, co do stylu, w jakim "Kronika Czerwonej Pustyni" jest napisana. Po dwóch książkach dobrze się do niego przyzwyczaiłam, tym bardziej, że miałam świeżo w pamięci "Dzikie serce", ale to wygląda źle, naprawdę nieładnie i część mnie przy lekturze "Gniewnej gwiazdy" myślała, że taki już jest urok tej historii, czy jest to cecha pozytywna, czy negatywna, na pewno jest cechą charakterystyczną tej opowieści. Ja się do niej nie przekonałam, ale tak już czasami bywa.

"Jego usta tak blisko. Jego ciepły oddech całuje moje wargi. Och, zdradziecka duszo. Co takiego jest we mnie, co lgnie do niego? Rozmywa mnie, roztapia, zatraca."

Kroniki Czerwonej Pustyni:
1. Krwawy szlak - recenzja
2. Dzikie serce - recenzja
3. Gniewna gwiazda 
Saba się zmieniła i jest zupełnie inną osobą, niż była, gdy wyruszyła za swoim bratem 'krwawym szlakiem', ale równocześnie skorupa twardej i silnej kobiety nie zmieniła jej serca i chyba właśnie dlatego najbardziej ujęła mnie główna bohatera "Kronik Czerwonej Pustyni" właśnie w "Gniewnej gwieździe", ponieważ droga, która wybrała była zupełnie inna i może dlatego nikt się z nią nie zgadzał, a jednak efekty sprawiały, że również i moje serce napełniało się nadzieją, a oczy błyszczały ekscytacją, jak po dobrze wykonanym zadaniu. Niesamowicie przemówiły do mnie również sposób, w jaki Saba myślała w krytycznych momentach. Myślicie, że książka nie może sprawić, że dostaniecie zadyszki z nadmiaru emocji? W takim razie bardzo się mylicie, ponieważ "Gniewna gwiazda" jest w stanie to zrobić.

Finał "Kronik Czerwonej Pustyni" do lekkich nie należy, a trzeba pamiętać, że właściwie już od "Krwawego szlaku" klimat tej opowieści był jakiś taki ciężki, poważny, jak nasza bohaterka, lecz i sytuacja miejsca, w którym bohaterowie żyją, i o które walczą wcale różowa nie jest. Radzę Wam więc przygotować się na to, że nie będzie prosto i gładko, a samo zakończenie "Gniewnej gwiazdy" wprawia w osłupienie, niedowierzanie, zaskoczenie. Jest ono inne, zostawiające czytelnika z głową pełną przemyśleń. Już sobie wyobraziłam reakcje ludzi (=mojej mamy), gdy zobaczą takie zakończenie filmu, jak to było z "W pierścieniu ognia": "Czy ja dobrze rozumiem, że to dopiero początek filmu?"

Zakończenie "Kronik Czerwonej Pustyni" było inne, niż się spodziewałam, jednak nie mniej poruszające, czy dające do myślenia. Nie jest to opowieść, która zostawia czytelnika z jasno określonymi uczuciami, a właściwie rzekłabym nawet, że pozostawia nas z mieszanymi uczuciami. Warto się przekonać, jakie one będą!

Ocena: 7/10.

PS. Najciekawsze cytaty z tej książki znajdziecie na specjalnym tumblr'ze: Nicole's quotes.
PS. 2. Nie zapomnijcie wziąć udziału w konkursie!
Podziel się
Źródło: tumblr.com
Hej! Luty jest miesiącem z serialem "The Originals", jednak teoretycznie, aby się za niego wziąć trzeba by było obejrzeć "Pamiętniki Wampirów", tam gdzie ich historia została po raz pierwszy przedstawiona. Wiele osób nie chce jednak tego robić, więc w tym celu powstał ten post! Opowiem Wam w skrócie historię Ordżinalsów od jej początków do mniej więcej pilota serialu, tak abyście nie musieli męczyć się z Elenką i bandą przez zbyt wiele sezonów. UWAGA! Post ten zawiera pełno okropnych, okropnych spoilerów. Czytacie go więc na swoją odpowiedzialność.

Pierwszy sezon w wielu serialach ma na celu wprowadzenie widza do świata opowiadanej historii, ale prawdziwa fabuła rozpoczyna się w drugim sezonie.Właśnie wtedy pojawili się w "Pamiętnikach Wampirów" Ordżinalsi. Zaczęło się od Klausa, ale przysłowie "nieszczęścia chodzą parami" doskonale obrazuje, co się dzieje w tym serialu. Nie będziemy się jednak wdawać w szczegóły poszczególnych sezonów, lecz skupimy na samych Pierwotnych.

jw.
Dawno, dawno temu w Europie (jeszcze w czasie budowania lepianek) byli sobie Wikingowie, którzy mówili z brytyjskim akcentem i żyli sobie szczęśliwie w uroczych wioskach. Z powodu plagi postanowili niektórzy uciec za ocean i wylądowali w Ameryce. Po ziemi hasały już wtedy wilkołaki (ich sąsiedzi), a czarownice w najlepsze uprawiały swoje rzemiosło. Pewna nadopiekuńcza mamuśka z powodu traumy z przeszłości, gdy straciła swoją pierworodną córeczkę,  a następnie jej najmłodszy synek zginął z rąk wilkołaków w czasie pełni, postanowiła uczynić resztę swoich dzieci nieśmiertelnymi na życzenie jej męża. Zaklęcie utrwaliła krwią, która sprawiła, że jej cudowne dzieci miały zasmakować wiecznego pragnienia krwi, nie mogły się więcej opalać (prośba słońca o życie) ani dotykać niektórych roślinek (biały dąb jako symbol nieśmiertelności). Opisane losy spotkały uroczą rodzinkę Mikaelsonów.

Tatuś Mikaelson nigdy specjalnie nie lubił Klausa, którego wyśmiewał i często brutalnie bił. Gdy Klaus, jako świeżo stworzony wampir, zabił pierwszą osobę okazało się, że jest również wilkołakiem, czyli mamusia Ester nie była do końca wierna tatusiowi. Mikael hejci więc jeszcze mocniej Klausa, dzieci hejcą tatusia, a gdy mamusia, która nie przemieniła się w wampira, ponieważ straciłaby swoją moc, umiera, dzieci obracają się przeciwko tatusiowi. Mikael postanawia więc pozbyć się wampirzej zarazy z ziemi i zostaje wampirem żywiącym się krwią wampirów. Ten to jest dopiero uroczym człowiekiem.

Historia tej uroczej rodzinki przedstawia się dalej w następujący sposób: Mikael goni swoje dzieci, które żyją w wiecznym strachu przed tatusiem, co nie powstrzymuje ich jednak przed tworzeniem sobie podobnych wampirów, które jednak nie są tak potężne, jak Ordżinalsi. Nie da się ich zabić typowymi sposobami, czyli wyrwać serce, wbić drewno, oderwać głowę... Co najwyżej są wtedy bardzo wkurzone. Oczywiście werbena na nich działa, nie mogą sobie wchodzić do domów, kiedy chcą, ale za to mogą wpływać siłą swojego umysłu inne wampiry! Oczywiście da się je też zabić, ale trzeba mieć kołek z białego dębu, więc Klaus wszystkie skutecznie wytępił (kolejny powód, aby go nie lubić!).

jw.
Poza tym Klaus, jako urocza osoba posiada sztylety, które mogą "uśpić" członków jego rodziny na wieki po wbiciu, a on wtedy chowa ich w trumnach, bo czemu nie właściwie. Jak więc go wkurzysz, masz 99 % szans wylądowania we własnej trumnie i nie wiadomo, jak dużo będziesz sobie leżeć śpiąc, bo może Klausowi zająć 900 lat wyjęcie z Ciebie sztyletu. A potem się człowiek dziwi, że Klaus ma takie problemy z rodziną... 

Rodzinka ta podróżowała po świecie (uciekając przed tatusiem) i często miała swój wkład w historię odwiedzanych miejsc. Jednym z nich był Nowy Orlean. Zadomowili się tam nieźle w czasie pięknych sukienek, a jeżeli wierzyć ich wersji sami miasto zbudowali, dlatego Klaus z uporem godnym eM uważa, że Nowy Orlean jest przez niego zaklepany na wieczność (a w przypadku hybrydy serio na wieczność) i wraca tam w bodajże dwudziestym odcinku czwartego sezonu Pamiętników Wampirów dając początek serialowi "The Originals".

Historia Ordżinalsów jest więc pełna krwi, pościgów i ucieczek - nic więc dziwnego, że zbytnio się za jej członkami nie przepada, ale przynajmniej nigdy nie jest nudno! Wkrótce recenzja 1-ego sezonu!

PS. Nie zapomnijcie wziąć udziału w konkursie!
Podziel się
Tytuł oryginału: La danza delle stelle cadenti
Seria: Wiatr
Tom: 3/3
Liczba stron: 206
”-Czy wy widzieliście, jak wyglądacie, kiedy jesteście razem? Jacy jesteście… piękni?”

Czekałam na finał przepięknej trylogii "Wiatru" z prawdziwą niecierpliwością i... przegapiłam go. Do tej pory nie wiem, jak mi się to udało; nieźle mnie ten fakt zagiął. To jednak bez znaczenia; "Taniec spadających gwiazd" mam wreszcie w swoich rękach i odkryję teraz przed Wami jego piękno.

Z tyłu okładki znajdziecie tylko dwa zdania: "Nie wiem, co zapisano na niebie, nie wiem, co przyniesie wiatr. Jedyne, co wiem, to to, że w sercu każdego z nas jest jedno szczęśliwe słowo." To piękny cytat, ale również niesamowicie enigmatyczny. Wiele można powiedzieć o książkach z serii "Wiatr", ale na pewno nie są one długie, dlatego i ja nie zdradzę Wam nic więcej z treści, ponieważ odkrywanie jej to jest prawdziwa przyjemność.

Trudno opisać trylogię "Wiatr". Z jednej strony to nie jest historia nowatorska, ale równocześnie jest. Nie jest niezwykła, ale jak najbardziej jest, ponieważ autorka potrafiła w najnormalniejsze momenty codziennego życia, jego problemów i konsekwencji wpleść prawdziwą magię i nagle zwykła historia staje się po prostu magiczna.

Ten niesamowity, marzycielski klimat nie sprawił jednak, że ta historia jest "przesłodzona" - chociaż spokojnie można określić w ten sposób ten tekst. Trylogia "Wiatr" ma to do siebie, że pokazuje również życiowe problemy, z którymi borykamy się codziennie. Mamy więc chwilę do przemyśleń i doceniania tego, co się ma - a naprawdę jest ku temu okazja.

“To piękna rzecz. Miłość. Pojawia się i dziesiątkuje armie. Zdziera zbroje z wojowników, a w zamian daje im tylko nagą wolność pocałunków.”

Wiatr:
1. Wiadomość do mnie - recenzja
2. Jaskółczy los - recenzja
3. Taniec spadających gwiazd
Kocham sposób, w jaki napisana jest ta historia, która sprawia, że wszystko brzmi, jak najpiękniejsza poezja, która otacza rzeczywistość niewidzialną otoczką sprawiając, że banalne rzeczy wydają się być niesamowicie ważne, ale to właśnie jest magią tej serii, ponieważ daje ona tak niesamowitą nadzieję i siłę, że trudno uwierzyć, że taka moc może się skrywać w pozornie zwyczajnych słowach wydrukowanych na najnormalniejszym papierze - kto nie czyta książek, nie wie nawet, jak wiele traci. 

"Wiatr" to seria według mnie absolutnie warta poznania, ponieważ czytamy wiele naprawdę dobrych książek, ale często i tak nie zostawiają one po sobie śladu. Klimat zawarty w tej opowieści należy jednak do wyjątków. Zapewniam Was, że lekturę "Tańca spadających gwiazd" zakończycie z uśmiechem na ustach, a magia tej opowieści pozostanie z Wami na długo.

Ocena: 8/10.

Najciekawsze cytaty z tej książki znajdziesz na specjalnym tumblr'ze: Nicole's quotes.

PS. Nie zapomnijcie wziąć udziału w konkursie!
Podziel się
Premiera: 18 luty 2015 r.
Tytuł oryginału: Red Queen
Seria: Czerwona królowa
Tom: 1/3
Liczba stron: 377

"Jestem dziewczyną z Czerwonych w gnieździe srebrnych żmij i nie mogę sobie pozwolić na współczucie wobec nikogo."

Jeszcze kilka dni temu największym zmartwieniem Mare był fakt, że niedługo skończy osiemnaście lat i będzie musiała pójść do wojska - walczyć w krwawej wojnie, która wcale jej nie dotyczy. Próba kradzieży, z którą normalnie nie miałaby problemu kończy się niespodziewanie i wydaje się jej, że wreszcie pojawia się światełko nadziei, jednak gdy dziewczyna przekracza progi pałacu, nie spodziewa się tego, że zwykła praca służącej może całkowicie zmienić jej życie...

"Nie wiem, jak miałoby do tego dojść – mówi cicho – ale mam nadzieję, że pewnego dnia zostaniesz królową. Wyobraź sobie, czego wtedy mogłabyś dokonać. Czerwona królowa."

Mare Barrow jest wyjątkowa. Moje stosunki z głównymi bohaterkami powieści młodzieżowych często były napięte, co jest łagodnym określeniem. Myślałam, że era dobrych, porządnych bohaterem z (czerwonej) krwi i kości już dawno minęła - przynajmniej w przypadku YA. Wiecie, jak to jest... Weźcie dowolną powieść dystopiczną dla młodzieży do ręki i dowiecie się w pierwszym tomie, że bohaterka myśli tylko o sobie; nie ma zamiaru ratować świata, czy się poświęcać. To jej rodzina i JEJ życie są najważniejsze. Przykładów można podać co najmniej kilka. Nasze heroiny ślepe nie są i często zauważają, że ich losy mogą mieć głębsze znaczenie dla przyszłych wydarzeń, ale wolą o tym nie myśleć. Na pewno nie dotyczy to głównej bohaterki "Czerwonej królowej".

"Naprawdę, książę? Rozumiesz, jak to jest zostać oderwanym od wszystkiego, co się kocha, i zmuszonym do bycia kimś innym? Codziennie kłamać, od rana do nocy, przez resztę życia? Wiedzieć, że coś jest z tobą nie tak?"

Postać Mare jest niesamowicie świeża, dla mnie absolutnie niezwykła. Niczym nowy, nieznany gatunek głównych bohaterek powieści młodzieżowych, ponieważ od momentu, w którym Mare została wciągnięta do świata, o którym wcześniej nie miała pojęcia, to zaczęła myśleć szerzej, obserwować, planować, dbać o najmniejszy szczegół. Nie ukrywam, że bardzo polubiłam tę zaradną dziewczynę. Na początku powieści nie zapowiadała się tak świetnie - właśnie typowo, więc dam Wam radę, zamiast od razu przyczepiać jej łatkę z powodu jej, zrozumiałego, jak się potem okazuje, zachowania, to poczekajcie, obserwujcie i zachwyćcie się tą świeżością, gdzie bohaterka nie czeka trzech tomów, aby dojść do wniosku, że będzie walczyć nie tylko o siebie. Nie załamuje się, nie protestuje, nie ucieka od odpowiedzialności. Wie, co trzeba zrobić i podejmuje wszelkie ryzyko.

Gdy wszystko już było, wtedy trzeba opowiedzieć historię na nowo. Czytając "Czerwoną królową" można zauważyć, że mamy tutaj parę schematów i szybko pojawią nam się skojarzenia - a to z "Igrzyskami śmierci", z "Niezgodną", nawet z "Rywalkami", ale autorka stworzyła z tego całkiem nową opowieść. Miałam wrażenie, że wyciągnęła to, co najlepsze z gatunku dystopicznego dla młodzieży - ważne: nie kopiując - i połączyła to w nowatorski sposób, sprawiając, że jej historia posiadała między innymi piękne suknie i luksusy życia w pałacu, jednak na pewno nie była głupiutka, jak wspominana seria Kiery Cass. To było po prostu tak, że gdy już coś wzięłam za pewnik myśląc sobie w duchu, zadowolona z siebie, że jestem taka sprytna, że na pewno akcja będzie szła w tym kierunku, to było BUM i fabuła szła w taką stronę, że przy kolejnym zwrocie akcji czułam po prostu podziw dla autorki. Zadowolenie też. W końcu, choć lubię mieć rację, to wolę się mylić, gdy efekty tego mają być tak dobre i wciągające.

Jedyne, co specjalne w "Czerwonej królowej" nie jest, to styl. Nie, nie jest on zły, ale wyjątkowy też nie jest - po prostu dobry i to był ten smaczek, którego brakowało mi do podkręcenia tej historii stuprocentowo. Jednak nie można zapominać o tym, że jest to debiut, choć moim zdaniem styl nie ulegnie drastycznej zmianie w kolejnych częściach. Mamy tu narracje pierwszoosobową, co jednak mi nie przeszkadza przy tak ciekawej bohaterce. Styl mógłby być jednak bardziej specyficzny, wyróżniający się na tle innych, ale w tym przypadku tak niestety nie jest.

"Jego usta przywierają do moich, twarde, ciepłe, natarczywe. Ich dotyk elektryzuje mnie, jednak w inny sposób, niż przywykłam. Iskra, która przebiega po moim ciele, nie jest iskrą zniszczenia, ale iskrą życia."

W "Czerwonej królowej" i romans odgrywa swoją rolę. Nie jest to najważniejszy wątek, ale swoje oddziaływanie ma i trzeba powiedzieć, że dałam się niesamowicie wciągnąć. Mamy tutaj trójkącik, ale mam i drugą radę: nie patrzcie przez pryzmat typowego wielokąta w powieściach młodzieżowych, bo tutaj tego nie znajdziecie. Gdybym grała w rosyjską ruletkę obstawiając, jak się rozwinie ten wątek, to już bym dosłownie stygła i dlatego "Czerwona królowa" trafiła do mnie tak mocno.

Już w czasie lektury zwariowałam na jej punkcie. Nie miałam oczekiwań, byłam po prostu ciekawa tej historii, która pozornie z opisu nie zapowiada się na aż tak wyjątkową, a tutaj pochłaniałam kolejne strony z szeroko otwartymi oczami, aby nie uronić ani słówka. Przez te kilka godzin żyłam tą historią, która mną zawładnęła. Niespodziewanie, gwałtownie, całkowicie. 

"W szkole uczyliśmy się o świecie, który istniał przed naszym światem, o aniołach i bogach mieszkających w niebie i sprawujących na ziemi mądre rządy łagodną ręką. Niektórzy twierdzą, że to zwykłe bajania, ale ja im nie wierzę. Bogowie nadal nami rządzą. Przybyli z gwiazd. I nie są już łagodni."

Gdyby mocnych wątków w tej powieści brakowało, to autorka zaserwowała nam też powalające zakończenie. Znaczy się gwoli ścisłości ostatnie kilka stron zaskakujące nie jest – tego się można było spodziewać, ale wydarzenia je poprzedzające…. Pozostawało mi tylko dyskretnie ocierać łzy płynące ciurkiem z szeroko otwartych oczu z powodu szoku.

"Czerwoną królową" już zaliczyłam do najlepszych książek zeszłego roku, ponieważ to w grudniu miałam przyjemność ją przeczytać, a Wam mogę powiedzieć, że jest to jedna z najlepszych książek, jakie będziecie mieli okazję przeczytać - nie tylko w 2015 roku, ale również w gatunku dystopicznym. Polecam z całego, mojego, czerwonego serduszka - "Czerwona królowa" nie da Wam zasnąć, będziecie zbyt zajęci pożeraniem kolejnych stron. 

Ocena: 9/10.

PS. Jest to pierwsza 'rzecz', która na moim blogu dostaje oficjalną "pieczątkę" gwarantującą najlepszą jakość. Produkty oznaczone tym znaczkiem można brać w ciemno!

PS. 2. Nie zapomnijcie wziąć udziału w konkursie!
Podziel się
Hej, witajcie w lutym :) Chciałam choć raz spróbować z nagraniem filmiku z moimi zdobyczami; jest ich mało, kilka ma swoje historie, ale... moje uczulenie dało o sobie znać, więc pozostaniemy na razie przy zdjęciach, ale bądźmy dobrej myśli! Może pod koniec lutego się uda. :)

Sherlock sezony 1 i 2

Zac i Mia - A.J. Betts - wydawnictwo Feeria - recenzja
Oddychając z trudem - Rebecca Donovan - jw. - recenzja
Dziesięć płytkich oddechów - K.A. Tucker - wydawnictwo Filia - teraz czytam tzn. przeczytałam pierwszy rozdział, który mi się nie spodobał, więc sięgnęłam po 'Harry'ego Pottera i filozofię', ale na pewno do tego wrócę!
Taniec spadających gwiazd -Miriam Dubini - wydawnictwo Dreams
Dziesięć bram świata - Tadeusz Biedzki
Pajączek na rowerze - Ewa Nowak
Dni są po prostu za krótkie - Bill Watterson
Greccy Bogowie - Rick Riordan - wideorecenzja jeszcze w tym miesiącu!

To by było na tyle. :) Znaleźliście coś ciekawego?

PS. Nie zapomnijcie wziąć udziału w konkursie!
Podziel się
Źródło: FB
Tematem lutego będą Ordżinalsi. Nie patrzcie tak na mnie! Też mnie to zadziwia! Właściwie, kiedy jakiś czas temu - będzie z rok - rzuciłam ten serial, to nie spodziewałam się do niego wrócić, ale szkoła zobowiązuje, a ja wyjątkowo nie miałam ochoty na nowa książkę, ale serial, którego nie będę musiała zaczynać od zera, co sobie obiecałam w dwunastej klasie i się dzielnie tego trzymam. Padło więc na Ordżinalsów.

Jest powód, dla którego rzuciłam oglądanie pierwszego sezonu po siedemnastym odcinku. Jednak był i powód, dla którego na początku przy pierwszych kilku odcinkach zachęcałam do oglądania jego i to na tym się teraz skupię. Pierwszą sprawę postaram się objaśnić w recenzji sezonu pierwszego. W trakcie trwania tego Miesiąca z... możecie się spodziewać również krwawej bajki, która opowie nam historię rodzinki Ordżinalsów (spoilery będą się sypać, jak szalone), mojej opinii na temat pierwszej połowy sezonu drugiego oraz filmiku podsumowującego, dlaczego w sumie warto oglądać Ordżinalsów. To będzie pokręcona historia. Przygotowuję jeszcze jeden post, ale nic nie zdradzę, bo nie chcę jeszcze zginąć.

tumblr.com
Historia Ordżinalsów nazywanych w serialu z niewiadomego powodu Pierwotnymi zaczyna się dość szybko, ponieważ już w drugim sezonie "Pamiętników wampirów". Nie pytajcie mnie o szczegóły, bo nic nie pamiętam! Okej, coś tam jednak pamiętam, jak patrzę na streszczenie. W każdym razie byłam zaskoczona, tak samo, jak Wy, że Ordżinalsi pojawili się w tym serialu tak szybko i nie zamierzali się wynieść z Mystic Falls przynajmniej przez kolejne dwa sezony (co daje trzy). W każdym razie zachęcam do przeczytania mojej recenzji "Pamiętników", która nieustannie napawa mnie dumą i udowadnia dlaczego, nawet jeżeli chcielibyście poznać Ordżinalsów z TVD nie warto tego robić.

Dwudziesty odcinek czwartego sezonu "Pamiętników wampirów" był równocześnie pilotem spin-offa serialu zatytułowanego "The Originals". Klaus znudził się dręczeniem Elenki i reszty i wrócił do Nowego Orleanu, który btw. pomógł budować, bo jest taki stary. Za nim podążył jego brat Elijah pilnując, aby nie zabijał za dużo ludzi i w ogóle. W pilocie poznajemy Marcela, który po wyjeździe/ucieczce Klausa uwił sobie w dzielnicy francuskiej niezłe gniazdko, jednak Klaus nie lubi się dzielić zabawkami nawet jeżeli dawno się nimi nie bawił - postanawia więc odzyskać Nowy Orlean w myśl świętej zasady - to było kiedyś moje!

Nie pytajcie mnie, czemu właściwie wzięłam się potem za "Ordżinalsów" - tego też nie wiem, bo "Pamiętniki wampirów" porzuciłam bez wyrzutów sumienia na początku piątego sezonu. Nie wiem więc, co mną kierowało. Ha, powinnam chyba sobie takie rzeczy zapisywać, bo czasami jestem sama dla siebie zagadką. W każdym razie serial się pojawił i ja zaczęłam go oglądać... O tym, co z tego wynikło w następnym poście!

PS. Nie zapomnijcie wziąć udziału w konkursie!
Podziel się
Trzydziesty pierwszy stycznia oznacza nie tylko koniec pierwszego miesiąca 2015 roku, ale również zakończenie kolejnego "Miesiąca z...". Jestem bardzo zadowolona, że udało się napisać/nagrać wszystkie zaplanowane posty. Oby podobnie było w kolejnych miesiącach. W ostatnim poście dotyczącym Najlepszych, najwspanialszych, najbardziej zapadających w pamięć rzeczy z zeszłego roku zajmiemy się muzyką!
Nie wiem, czy wiecie, ale jako osoba ze zbyt wybujałą wyobraźnią często dopowiadam sobie historie do piosenek. Czasami tworzę całe teledyski, czasami wyobrażam sobie, że artysta robi dokładnie to samo, o czym śpiewa w utworze, a innym razem stwierdzam, że jakaś piosenka idealnie pasowałaby do książki/filmu/serialu, który lubię. W "Dark Horse" Katy Perry zmieniłabym parę słów, a szczególnie "So you wanna play with magic?" na "So you wanna play with murder?" i już mamy zupełnie inną, niepokojącą piosenkę!
W "Devil inside" zakochałam się od pierwszej sekundy, a następnie słuchałam jej w kółko i w kółko, choć ma tak okropnie długi wstęp. Tłumaczenie na polski jest co najmniej dziwne, a oryginalna wersja nie taka dobra, ale ta London Grammar według mnie nadaje się idealnie do czołówki serialu w stylu "Hannibala". Mam przed oczami, jakbym to zrobiła...
(Trzeba przesunąć nudny wstęp.)
"Black Widow" od razy wpadła mi w ucho, ale minęło trochę czasu, aż udało mi się dowiedzieć, kto śpiewa tę piosenkę. Wyjątkowo teledysk mi się podoba, zwolnione tempo, klaskanie na początku - świetnie wpasowało się w klimat utworu. Polubiłam też bardzo wokalistkę, którą uważam za niesamowicie utalentowaną. Jej "Fancy" też zdobyło moje serce!
Prawdopodobnie jestem osobą, która obejrzała "Krainę Lodu", jako ostatnia. I potrzebowałam trzech podejść, żeby ten film do mnie trafił. Jednak muzykę zaczęłam nucić od razu, a "Let it go" na długo zagościło na mojej playliście. Nawet zdążyłam się nauczyć tekstu w tym czasie, co u mnie jest rzadkością, ponieważ jakoś nigdy nie miałam parcia na uczenie się tekstów ulubionych utworów.
Powiedzmy sobie szczerze, że "Chanderlie" tekst ma co najmniej denny. Jednak teledysk i melodia robią swoje! Nie mogło więc zabraknąć go na tej liście. 
"Animals" obejrzałam przed nadchodzącą parodią Barta Bakera i byłam okropnie zniesmaczona teledyskiem. W sumie nadal jestem i uważam go za jeden z najbardziej ohydnych, jakie zrobiono. Jednak piosenkę zaczęłam podśpiewywać, tekst mi się spodobał i no cóż... Nie radzę włączać teledysku, tylko posłuchać utworu. Ma on w sobie to coś! (To jest wersja ze słowami tylko!)
Nie patrzcie tak na mnie! To wina przystojniaczka. Moja siostra tak się nim jarała, jak flota Stannisa, więc w końcu stwierdziłam, że sprawdzę, o co chodzi. Obejrzałam teledysk z koleżanką (btw. w prostocie siła!), potem słuchałyśmy piosenki cały weekend. "Oh my god, look at his face, who cares if he’s underage". Ekhm.
U.W.I.E.L.B.I.A.M. Dobry rytm, świetne słowa i ta wolniejsza melodia. Tak wiele uczuć jest w tym utworze, że to aż szok! (Teledysk olać!)
Ostatnia piosenka okropnie kojarzy mi się z "Doctorem Who". Mam już nawet dla niej gotowy tekst i obmyślony teledysk, więc przesłuchałam ją okropnie wiele razy, aby się w to wczuć! A szczerze mówiąc teledysku ani razu nie widziałam... Tylko przez chwilkę, jak spisywałam tytuł, aby sobie przesłuchać jeszcze raz. I jeszcze raz...

A jaka była Wasza ulubiona piosenka w 2014 roku? :)

PS. Nie zapomnijcie wziąć udziału w konkursie!
PS.2 Wczoraj po raz ostatni miałam "naście" lat. Teraz mam "dzieści". ;)
Podziel się
Tytuł oryginału: Wolfsbane
Seria: Cień nocy
Tom: 2/3
Liczba stron: 
"Miłość jest ważna (...). To jedna z niewielu spraw na świecie, która powoduje, że ludzie stają się skłonni ponieść jakieś ryzyko."

Rozdarta pomiędzy dwoma chłopakami, zbuntowana przeciwko swemu przeznaczeniu dziewczyna nocą zmienia się w piękną i groźną Strażniczkę swojej rasy.
Calla myśli, że to już koniec. Została uprowadzona przez swoich wrogów, jednak oni składają jej niezwykłą ofertę. Ma szansę sama ukształtować swoją przyszłość, na przekór wyznaczonemu jej przeznaczeniu i zniszczyć dawnych panów, którzy zagrażają jej szczęściu i miłości. Pragnie uratować swój klan oraz ocalić Rena. Czy jednak jest to gra warta świeczki?

Naprawdę podoba mi się, jak Andrea Cremer wykreowała wilkołaki - nie chodzi mi o tą całą historię, jak wilkołaki pojawiły się w ogóle, choć na swój sposób jest to ciekawy i nawet spójny wątek opowieści, a jednak równocześnie nie rusza czytelnika tak bardzo. Wiele podobnych motywów spotkałam już w literaturze, więc nie jest dla mnie coś nowego, czy lepszego. Za to, jak przedstawiła wilkołacką naturę - jej ważkość dla Strażników, ich reakcje nią spowodowane, naprawdę mi się to spodobało. Było to gwałtowne, impulsywne, a uczucia zwielokrotnione, co kojarzyło mi się z Teen Wolf'em.

Zaskakujące jest dla mnie to, że "Blask nocy"... składa się właściwie tylko z dialogów. Nasza bohaterka jest niczym obserwator meczu w ping ponga, ponieważ tylko słucha tego, co inni jej wyjaśniają i często czuje się zagubiona. To prawda - jest tutaj nawał informacji, ale według mnie nie da się w tym zgubić, ponieważ czytając taką książkę nie szukamy wyzwania intelektualnego, a więc nie przejmujemy się tym, że coś nam może umknąć. Jest to historia, która ma dostarczyć odprężenia, więc rozsiadamy się wygodnie i obserwujemy mecz ping ponga wraz z Callą. Jedyne momenty, gdzie dialogów nie ma, to mizianie się. Średnio mamy na rozdział jedno mizianie, ale i tak jest zabawnie.

 "-Wyjdę za mąż za pierwszego, który mi da kubek kawy. Wszystko mi jedno kto to będzie.
-Issac, dawaj ten dzbanek! - Connor szybko zerwał się z krzesła. (...) - Kubek kawy zamiast pierścionka. Na takie oświadczyny zawsze jestem gotowy."

1. Cień nocy
2. Blask nocy
3. Bloodrose
Właściwie muszę powiedzieć, że to mogłaby być naprawdę dobra książka. Może nawet te kilka lat temu bardzo by mi się spodobała, ponieważ humor do mnie trafił, a bohaterowie dają się lubić. Polubiłam Callę już w pierwszym tomie, a do tego autorka naprawdę ciekawie rozwinęła tutaj kwestię trójkącika - nasza bohaterka dla miłości zaryzykowała wszystko, a jednocześnie rządzi nią sposób, w jaki została stworzona oraz wyuczona lojalność; ponownie ciekawe przedstawienie wilczej natury. Nie denerwowała mnie nawet to, jak się wahała; może dlatego, że nastawiłam się tylko na rozrywkę, a nie analizowanie, a może dlatego, że drugi chłopak pojawił się w książce tylko dwa razy. Gdyby więc skupić się bardziej na pisaniu, a nie gadaniu oraz dopracować koncepcję... To mogłaby być o wiele ciekawsza historia.

Okładka jest za to okropna. Ugh. Nie żeby pozostałe zagraniczne wydania były super, czy niesamowite, ale powiedzmy, że ta seria ma wyjątkowo niekorzystne okładki. Dodatkowo ciekawi mnie, jak to się stało, że "Tojad" stał się "Blaskiem nocy". Swoją drogą już to drugie bardziej pasuje do treści, ponieważ nie mam pojęcia, gdzie umiejscowić tę trującą roślinkę w treści, a na upartego już ten blask da się tutaj dokleić.

Seria "Cień nocy" jest przykładem idealnego odmóżdżacza - nie wzbudza w czytelniku chęci mordu, czy spalenia książki, jak najszybciej, za to akcja leci szybko do przodu i na swój sposób jest nawet ciekawa. Z chęcią poznam zakończenie tej trylogii, choć nie pojawi się już ono w Polsce.

Ocena: 6/10.

PS. Nie zapomnijcie wziąć udziału w konkursie!
Podziel się
Nowsze posty Starsze posty Strona główna

O mnie

Blogerka. Studentka. Mieszkanka Berlina. Whovian. Slytherin. Cheerleaderka Riordana.
Dowiedz się więcej

“Reading is one of the joys of life, and once you begin, you can't stop, and you've got so many stories to look forward to.”

Benedict Cumberbatch

Znajdź mnie

  • Facebook
  • Instagram
  • Tumblr
  • Youtube

Kontakt

Dowiedz się więcej

Niedługo na blogu

Moja kolekcja Funko popów
Moja przygoda ze Skupszopem
Unboxing ostatniego World of Wizardry
Rick Riordan prezentuje
King of Scars

Polecane

  • Streszczenie: Złodziej Pioruna - Rick Riordan
    Cześć, tu Percy. Zostałem przekupiony niebieskimi pączkami, więc oto przybywam, aby powrócić do korzeni i opowiedzieć Wam o początkach mo...
  • W jakiej kolejności czytać książki Ricka Riordana?
    Książki Ricka Riordana są obecne w moim życiu od ponad siedmiu lat. Bez nich prawdopodobnie nie byłoby tego bloga. Zaczęłam czytać se...
  • Najciekawsze wydania Harry'ego Pottera
    Wygląd książki jest bardzo ważny, choć zapytani o to, mówimy, że nie można oceniać książki po okładce, zwłaszcza gdy bronimy ulubionej powi...
  • Streszczenie "Harry'ego Pottera i przeklętego dziecka" 1/2
    Witam! Wasze piękne oczka Was nie mylą. Poniżej znajdziecie streszczenie pierwszej części scenariusza fan fiction zatytułowanego "...
  • Konkurs
    Na uczczenie sześciu miesięcy specjalnie dla Was konkurs! Do wygrania jest 'Niezgodna' autorstwa Veronic'i Roth. Moja rec...
  • Projekt: Kończę serie wydawnicze
    Kończę serie wydawnicze, czyli mój mały, własny cel czytelniczy, który staram się realizować i w ogóle mi nie idzie. :) Jak już niby idzi...
  • Stos wrześniowy
    Za oknem buro, mnóstwo zadań do szkoły i brakuje czasu na czytanie. :( Jednak zawsze staram znaleźć czas na odwiedzenie Waszych blogów. :...
  • 7 lat Bucherwelt!
    Piątek 13-ego 2012 roku - to właśnie wtedy w Internecie pojawił się blog bucherwelt.blogspot.com . Dzisiaj siedem lat (i tydzień) późnie...
  • Stos książkowy
    Wracam z wyjazdu, a tam książki czekają. :D Miła niespodzianka! No i było kolejne przemeblowanie, ostatecznie niektóre książki stoją na st...
  • Druga rocznica założenia bloga
    Dzisiaj - 13 stycznia 2014 roku - mój własny, amatorski, recenzencki blog skończył pełne dwa latka! Nie mogę uwierzyć, że już minęło tyle c...

Archiwum

  • ▼  2019 (3)
    • ▼  lutego (1)
      • Rewatch Gry o Tron przed premierą ostatniego sezonu!
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2018 (17)
    • ►  lipca (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  maja (1)
    • ►  kwietnia (3)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (4)
  • ►  2017 (42)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (3)
    • ►  października (5)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  lipca (4)
    • ►  czerwca (3)
    • ►  maja (2)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  marca (3)
    • ►  lutego (8)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2016 (120)
    • ►  grudnia (9)
    • ►  listopada (9)
    • ►  października (6)
    • ►  września (9)
    • ►  sierpnia (8)
    • ►  lipca (8)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (11)
    • ►  marca (10)
    • ►  lutego (13)
    • ►  stycznia (17)
  • ►  2015 (161)
    • ►  grudnia (6)
    • ►  listopada (11)
    • ►  października (10)
    • ►  września (9)
    • ►  sierpnia (5)
    • ►  lipca (13)
    • ►  czerwca (15)
    • ►  maja (18)
    • ►  kwietnia (18)
    • ►  marca (18)
    • ►  lutego (18)
    • ►  stycznia (20)
  • ►  2014 (266)
    • ►  grudnia (19)
    • ►  listopada (23)
    • ►  października (26)
    • ►  września (17)
    • ►  sierpnia (21)
    • ►  lipca (20)
    • ►  czerwca (23)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (23)
    • ►  marca (26)
    • ►  lutego (28)
    • ►  stycznia (28)
  • ►  2013 (270)
    • ►  grudnia (23)
    • ►  listopada (19)
    • ►  października (23)
    • ►  września (21)
    • ►  sierpnia (21)
    • ►  lipca (20)
    • ►  czerwca (22)
    • ►  maja (29)
    • ►  kwietnia (22)
    • ►  marca (31)
    • ►  lutego (20)
    • ►  stycznia (19)
  • ►  2012 (135)
    • ►  grudnia (11)
    • ►  listopada (12)
    • ►  października (15)
    • ►  września (12)
    • ►  sierpnia (12)
    • ►  lipca (11)
    • ►  czerwca (15)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (12)
    • ►  marca (11)
    • ►  lutego (9)
    • ►  stycznia (3)

Ulubione

  • Mirabelka
    Spostrzeżenia po ekstrakcji ósemki
    1 tydzień temu
  • Gosiarella
    Lekcja ironii dla każdego. Znajdź swój ulubiony tytuł od królowej polskiej satyry
    5 tygodni temu
  • Patrycja W.
    Podsumowanie lutego
    5 miesięcy temu
  • eM
    Zagraniczne zapowiedzi: czerwiec, lipiec 2022
    4 lata temu
  • Patrycja
    Nieugięta bohaterka - "Wojna Makowa" Rebecca
    6 lat temu
  • Blair Blake
    Na skraju złowrogiego Boru, albo Wybrana Naomi Novik
    6 lat temu
  • Korvo
    Recenzja: Karpie bijem - Andrzej Pilipiuk
    7 lat temu
  • Harry Potter Kolekcja
    Regulamin konkursu "Twój Simon"
    8 lat temu
  • Abigail
    Bieg do gwiazd, Dominika Smoleń
    8 lat temu
  • Julia
    Małe rzeczy, bez których sobie nie radzę
    9 lat temu
  • Alicja
    Lair of Dreams
    10 lat temu
  • Wydawnictwo Jaguar
    Kuchnia Entego, chaos i "Jewel"
    11 lat temu
Pokaż 5 Pokaż wszystko

Deviantart

Dziękuję za zrobienie pięknego logo!
Wszystkie komentarze zawierające linki są moderowane.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

WAŻNE

Wszystkie opinie i recenzje zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa i nie wyrażam zgody nakopiowanie całości lub ich fragmentów bez mojej wiedzy i zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Licznik odwiedzin

Obserwatorzy

Copyright © 2012 Sophie & Bucherwelt