Sophie & Bucherwelt
  • Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca
  • Recenzje
    • Autorami
    • Tytułami
    • Filmów i seriali
  • Przeczytane
    • 2012-2017
    • 2018
  • Kolekcja Ricka Riordana
  • Różne
    • Zdobycze
    • Must have
    • Miesiąc z...
    • Jak zacząć blogować?
    • Oceny
Pierwszy tytuł czwartego tomu serii "Hannibal po drugiej stronie lustra" był trochę zwodniczy. W niektórych E-bookach opisy książek są na samym początku, a w innych nie, więc nie wiedziałam, że czwarty będzie zupełnie oderwany od treści poprzednich trzech, ponieważ tym razem Thomas Harris serwuje nam podróż w przeszłość... do Litwy w 1941 roku.

Druga wojna światowa dotknęła wielu ludzi; w tym również rodzinę Hannibala. Pierwsze lata nie były jeszcze złe, ponieważ rodzina Lecterów przeniosła się do myśliwskiego domku w środku lasu, który zapewniał im swoiste bezpieczeństwo przez kolejne trzy lata, a potem doszło do napadu i w wyniku najróżniejszych wydarzeń Hannibal wylądował osierocony w Paryżu; przygarnięty przez wujka, gdzie postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i wyrównać dawne rachunki.

Nie polecam absolutnie czytania oficjalnego opisu książki, ponieważ jest on pięknym przykładem streszczenia książki. Może gdybym nie czytała "Początku" to by mnie nawet zainteresował, ale teraz poczułam zaskoczenie. Myślałam, że odchodzi się już od dłuższych opisów, a streszczenia przechodzą powoli do historii, ale jak widać, nadal można się na nie natknąć. 

Thomas Harris nieustannie mnie zadziwia. Historia opowiedziana w "Początku" jest przedstawiona prawie całkowicie z punktu widzenia Hannibala, który ewoluuje od młodego, nad wyraz inteligentnego ośmioletniego chłopca, aż przeistacza się najpierw w skrzywdzonego nastolatka, a szybko w młodego mężczyznę, który obserwuje i wyciąga wnioski; nie zawaha się również wymierzyć sprawiedliwość. Autorowi udało się w pierwszych trzech tomach wykreować niesamowity portret psychologiczny seryjnego mordercy oraz kanibala, a teraz powraca do początków i pokazuje, z czego narodził się ten niespotykany na świecie przykład 'czystego socjopaty'(po angielsku brzmi to jakoś lepiej).

"Początek" odkrywa tak wiele zagadnień i wyjaśnia jeszcze więcej, że nie sposób, aby nie poruszył duszy czytelnika. Zwłaszcza, że kończy się w takim momencie, a tutaj kontynuacji brak! Dawno żaden autor nie dał czytelnikowi tak dogłębnego spojrzenia na duszę złoczyńcy, czy też potwora. Historia ta wywołuje palpitacje i zmusza do przemyśleń, ponieważ choć jest to fikcja, to porusza wiele najróżniejszych, życiowych zagadnień z czasów wojny oraz po niej.

Powoli zaczyna mnie irytować, że pisząc o tak niezwykłych książkach, zwyczajnie brakuje mi słów, a gdy już są, to brzmią, jakbym wychwalała tytuł pod niebiosa. Pojawia się wciąż ten odwieczny problem; jak zachęcić do lektury w skuteczny sposób i nie przedobrzyć? Mam nadzieję, że czujecie się zaciekawieni, ponieważ tak wyjątkowe serie są po to, aby dzielić się nimi ze światem!

Ocena: 10/10.


PS. Okładka jest cudna; biedny Will dzielnie udaje, że jest biedny; Hannibal approves. Szkoda tylko, że pasuje ona do samej treści, jak pieść do nosa.

Tytuł oryginału: Hannibal Rising
Seria: Dr Hannibal Lecter
Tom: 4/4
Liczba stron: 368
Wydawca: Albatros
Podziel się
Na warszawskich Targach Książki byłam przez trzy dni i trzeba powiedzieć, że był to naprawdę świetnie spędzony weekend, a ja już zastanawiam się, czy mimo przyszłorocznych matur, uda mi się ponownie pojawić w stolicy. Zobaczymy!

W czwartek nie mogłam się pojawić, ale tłukłam się za to całą noc piątkową do Warszawy pociągiem, gdzie tym razem adoptowała mnie Basia, znana Wam z bloga Orcia na diecie. Ten dzień był niesamowicie spokojny. Rozglądałam się z zachwytem, a było do tego dużo miejsca, ponieważ w piątek większość osób siedzi w szkole, na uczelni lub w pracy, więc praktycznie każda mijana osoba miała na sobie plakietkę gość/media/wystawca itp. Dla blogerów były dwie pierwsze i uważam, że było to bardzo fajne rozwiązanie, ponieważ wystarczyło wysłać zgłoszenie z adresem, imieniem i nazwiskiem i miało się darmowy wstęp. Mam nadzieję, że przy zmianie miejsca krakowskich Targów Książki, pomyślą również o blogerach!

Nie powiem, żeby ilość stoisk oszałamiała. Pisano pompatycznie o 700 wystawcach, a kolejne budki ciągnęły się dookoła na poziomie pierwszym. Były to głównie najróżniejsze wydawnictwa, zaczynając od uniwersyteckich, a kończąc na "jednoksiążkowych"; znalazło się tutaj również parę księgarń oraz sklepów internetowych. Na poziomie zero było za to o wiele więcej gier oraz komiksów; było też tam na pewno chłodniej, ponieważ w sobotę, gdy przychodzi najwięcej osób duchota pod zamkniętym dachem była ledwo do wytrzymania, ale nie narzekam, ponieważ najważniejsza jest dla mnie atmosfera.

Uwielbiam spotkania, które łączą miłośników lub fanów tym razem książek. Szczere zainteresowanie oraz radość ludzi była widoczna, którzy bez wyrzutów sumienia przeglądali i kupowali po zniżkach interesujące ich pozycje. Powiem Wam, że nie było źle, choć promocje na stoiskach były lepsze na krakowskich Targach książki, co najbardziej zauważyłam w przypadku Egmontu. Nie można powiedzieć, żebym kupiła jakoś szczególnie dużo - kilka książek dostałam; jedną od wydawnictwa, a resztę od wspaniałej Basi.

Przechadzając się wśród kolejnych stosik zorientowałam się, jak mało wydawnictw właściwie znam. Skupiam się na tych, których książki czytam często, wiele innych kojarzę z nazwy, ale całe multum widziałam po raz pierwszy na oczy. Bardzo żałuję, że wiele wydawców wcale się nie postarało i ich stoiska w ogóle nie rzucały się w oczy. Ciąg takich samych białych budek różnej wielkości, dlatego każde, które odstawało od reszty było oblegane. Najładniejsze stoisko miał oczywiście Dreams, ale Rebis nie zostawał daleko w tyle!

Zupełnie za to nie spodobało mi się, że na niektórych stoiskach po pierwsze nie było niektórych książek - dość nowych; a na innych wystawcy nie wiedzieli właściwie, co sprzedają. Pani na stoisku Albatrosa powiedziała mi, że seria Jeff'a Lindsay to właściwie fan fiction Dextera i to nie takie dobre, jak serial. Nie wiedziałam, co powiedzieć, ponieważ trzymałam w ręku pierwszy tom, gdzie na okładce jest napisane, że seria autora jest pierwowzorem telewizyjnego programu. Dodam jeszcze, że mieli tylko najnowszy tom Hannibala. Nie wiem,jak tak można. ;)

W sobotę miałam przyjemność spotkać się z Anką, czyli Abi z bloga Wyznania książkoholiczki. :) Uciekła mi potem, ale mówi się trudno. Angie Wu z Zrecenzujemy również miałam przyjemność poznać na żywo. Na stoisku Dreams, gdzie okazało się, że Pani Magda pamięta w końcu moje imię poznałam Patrycję z bloga Książki Widziane Oczami Patiopei. Usłyszałam też kilka miłych słów o swoim pisaniu; nie powiem, takie momenty, gdy ktoś docenia moje blogowanie zawsze dodają mi skrzydeł (oraz sprawiają, że się rumienię). 

W niedzielę za to spotkałam się z eM z eM poleca!!! Było oczywiście wspólne oglądanie finału Hannibalu. Poczułam wielką ulgę, że nie tylko ja ciągle głaszczę ekran. Jakaś pani zaglądała nam przez ramię, ale chyba nie spodobało jej się to, co zobaczyła. :D Niedługo potem leciałam na powrotny pociąg. Żałowałam, że weekend się kończył, ponieważ było wspaniale! Spróbowałam oryginalnego warszawskiego jedzenia, pozwiedzałam trochę, byłam na pierwszym maratonie w kinie (trochę spałam na Wolverine'ie, ale musicie mi wybaczyć, ponieważ film wyszedł strasznie!), spotkałam kilka osób i cudownie się bawiłam.

Do zobaczenia na Targach Książki w Krakowie! A teraz trochę zdjęć.
Wzbudzałam dużo uśmiechów uszkami Mini. Na krakowskie Targi też coś wymyślę! Niestety efekt psuły te straszne, krótkie włosy. Zacznę podcinać końcówki sama w domu, bo 15 centymetrów loków, to na pewno nie są "końcówki". Ubolewam każdego dnia. W każdym razie zdjęcie zrobiono w piątek, gdy na płycie jeszcze nic nie było, ponieważ następnego dnia była ona pełna.
Moje zdobycze z piątku oraz plakaty. Jeden jest dla Julie z MORE JULIE. :) 
 Chwaliłam się już nową doctorową koszulką? NIE?! To podziwiajcie Ten. 
 Na okładce nowej książki Kinga są parasolki, więc nad stoiskiem wydawnictwa też wisiały!
Kto zna to miejsce? :D
Sobotnie zdobycze. :)

Nie wiem, jak mogłam zapomnieć! Zdjęcia z mojego i eM oglądania Hannibala. :)

Sklejam również filmik z Targów. Nic nie mówię, ponieważ byłam totalnie chora, ale obeszłam caaały stadion i to dla Was uwieczniłam. :)
Podziel się
Przychodzi moment w naszym życiu, kiedy postanawiamy coś zmienić; choćby miałby to być kolor włosów. Powody mogą być różne; nuda, zmęczenie lub nowa energia, którą chcemy w ciekawy sposób spożytkować. Nigdy nie wiadomo, co z tego wyniknie, ale już samo poczucie zrobienia kroku na przód, a nie stania w miejscu i kręceniu się w kółko, wystarcza, aby osiągnąć swoistą realizację i zadowolenie. W myśl tej zasady, choć może z innych powodów, Stephanie Plum w końcu również zdecydowała się na wielką zmianę i... rzuciła pracę, jako łowczyni nagród!

Myślę, że nikt tego się nie spodziewał, ponieważ Morelli - jej nie do końca chłopak - od dawna pragnął, żeby zmieniła pracę i robiła coś, co nie naraża ją ciągle na niebezpieczeństwo. Stephanie jednak stawała za każdym razem okoniem. Bardziej spodziewałabym się więc takiego spontanicznego rzucenia pracy pod koniec książki, gdzie zazwyczaj ktoś dostaje w kość i bywa niewesoło. Jednak na początku zdecydowanie zrobiło to większe wrażenie, gdyż uwaga każdego czytelnika została zaprzątnięta tym zdarzeniem i nie oszukujmy się, ale wiadomo było od pierwszej sekundy, że szukanie pracy przez Stephanie rozbawi wszystkich do łez.

Fabryka guzików, czy podpasek? Czym może zająć się Stephanie? Stara się ona wreszcie zająć sobą, odcinając się od niebezpiecznego życia. Gdyby tylko to życie chciało wypuścić ją od tak ze swoich objęć i dać jej odejść w spokoju... Jednak to w końcu Stephanie i jeżeli coś złego ma zdarzyć się w obrębie najbliższych trzech stanów możecie być pewni, że będzie to miało związek ze Stephanie Plum. Autorka utrzymuje jednak praktycznie idealną równowagę, więc mimo momentami dość brutalnych i przerażających konkluzji, lektura każdego tomu jest czystą przyjemnością.

Całkowicie logicznym wnioskiem był więc fakt, że Stephanie Plum znów wpadła w kłopoty i to po uszy. Prześladowanie i zostawianie tajemniczych wiadomości to już u niej norma, ponieważ mimo trzech zamków każdy wchodzi do jej mieszkania, kiedy ma ochotę. Czy to z pizzą, czy z bombą. Może wyjściem z sytuacji, byłoby spędzanie czasu z rodziną, jednak chyba nie gościliście jeszcze na obiedzie u Plumów, zwłaszcza teraz, gdy planowany jest ślub. Ostrzegam sumiennie, żeby nic nie pić, gdy tylko Stephanie przekroczy próg domu swoich rodziców.

"Najlepsza Jedenastka" utrzymuje nadal świetną formę, mimo że jej główna bohaterka bezustannie wcina pączki. Jeżeli chcecie się pośmiać i zrelaksować przy nieparanormalnej książce z kryminalnym wątkiem, jest to idealna lektura dla Was.  

Ocena: 8/10.

Tytuł oryginału: Eleven on Top
Seria: Łowczyni nagród Stephanie Plum
Tom: 11
Liczba stron: 378
Gatunek: Kryminał
Wydawca: Fabryka Słów
Podziel się
Źródło: FB
Zabierałam się już jakiś czas za pisanie tego posta. Skończyłam czwarty sezon i rozkoszowałam się każdym kolejnym tygodniem, gdy wiedziałam, że nie pojawi się nowy odcinek. Niestety czerwiec nadchodził i 10 dnia PLL miało powrócić. Niestety muszę Was zasmucić, ponieważ Internety twierdzą, że mają być kolejne 2 sezony, co daje nam 7 sezonów; zdecydowanie więcej niż się modliłam obstawiałam. Pewnie Kłamczuchy będą dalej chodzić do szkoły, a na tysiąc procent nadal nie złapią -A. Ostatni moment 7 sezonu to będzie wykrzyczane pytanie "Kim jest -A.", ktoś otworzy usta, aby odpowiedzieć... i koniec!

Weheartit.com
W tym miejscu pisałabym o fabule, ale nie zmieniła się ona od pierwszego sezonu. Dziewczyny są obserwowane/ prześladowane; nie mają pojęcia przez kogo. Spencer dostaje najbardziej w kość; Hanna gada głupoty i wszyscy myślą, że jest zabawna; Emily nadal cierpi na zatwardzenie i ogóle jest więcej sekretów, więcej rozrób, co sprowadza się do tego, że nie masz pojęcia, co wydarzało się właściwie w poprzednim odcinku, a po pewnym czasie przestaje Cię to zaś obchodzić.

Jestem zła, smutna i rozczarowana, ponieważ naprawdę uwielbiałam ten serial i miałam fazę na Pretty Little Liars, co sprowadzało się w moim przypadku do szukania ciekawostek, gifów i czekania z niecierpliwością na książki. Teraz mam jednak nadzieję, że zdążą serial zdjąć z anteny zanim jeszcze bardziej się ośmieszą. Najgorsze jest jednak, że ludzie mówią: Nikola przestań nie jest tak źle. Wiem, że bywam krytyczna, a już szczególnie, gdy coś nie przypadnie mi do gustu, ale bez przesady; ja uwielbiałam PLL. Na szczęście zostały mi jeszcze książki...

weheartit.com
PLL na początku było na swój sposób przerażające. Oglądając kolejne odcinki, miało się ochotę obejrzeć za siebie, czy aby ktoś nie zagląda Ci zza ramienia; nie obserwuje Cię. W pewnym momencie stało się to chore. Jak bardzo mogły cztery dziewczyny skrzywdzić kogoś, że prowadziłby z nimi taką chorą grę? Dlaczego? Oczywiście kłamliwie zapowiadano, że w finale czwartego sezonu się coś wyjaśni. Ludzie, co zabawne, nawet w to wierzyli.

Gdy przeczytałam "Tajemnice Ali" stwierdziłam, że wykreowano tutaj wspaniały wątek i bardzo chciałam zobaczyć go na ekranie, ponieważ temat Alison i jej śmierci był w końcu motywem przewodnim, a zamiast odpowiedzi były fragmenty rodem z American Horror Story, a przypominam, że jest to serial absolutnie nieparanormalny. W końcu wyjaśnienie okazało się tak denne, że aż wstyd. Nie mogłam powstrzymać łez śmiechu, że taką głupotę zaserwowano. Bez sensu, bez związku i niewykonalną. W sumie w tym sezonie na 24 odcinki, okazało się, że aż dwa były dobre. Co to oznacza? PLL puszczam sobie wieczorem, aby mi się dobrze spało, bo jest tak nudne. Wyjątkowo te odcinki przykuły moją uwagę, więc nie zauważyłam upływu czasu. Jeden z nich był czarno-biały, gdzie doskonale oddano klimat starych filmów. Jak zareagował świat? "Najgorszy odcinek"! "Nie ogarniam"! "Lol.Lol."
jw.
Podsumowując, nie mam pojęcia, dlaczego ciągną ten serial, gdy nie posiada oni już więcej: sensu, grozy, dramatyzmu i tej drapieżności. Teraz wyszedł z tego cyrk na kółkach. Odpuście sobie, nie warto.

Ocena: 3/10 (za muzykę, 2 dobre odcinki i wspaniałą Spencer).

Liczba sezonów: 7 (podobno; 4 wyszły, 5 leci)
Liczba odcinków na sezon: 24
Czas trwania odcinka: 43 minuty 

Podziel się
Czytając wiele książek przychodzi taki moment, kiedy niektóre z nich zacierają się w pamięci; szczegóły umykają, wątki mieszają się - zwłaszcza, gdy w grę wchodzi jeszcze ekranizacja, która jest dość inna momentami. Po lekturze zostają więc najczęściej wrażenia i emocje, jeżeli były dość silne, choć nie można czasami dokładnie określić, czego dotyczyły. Nie wiele pamiętałam z lektury "Urodzonej o północy"; za to doskonale pamiętam swoje rozbawienie. Za lekturę kontynuacji brałam się więc z uśmiechem, ciekawa, co z tego wyniknie.

Kylie zdążyła zadomowić się już na obozie w Wodospadach Cienia i chciałaby zostać tutaj na nadchodzący rok szkolny. Gdyby tylko mama wyraziła na to zgodę... Dziewczyna radzi sobie co raz lepiej; co prawda nie odkryła jeszcze kim jest z pochodzenia, a do tego nęka ją natrętny duch, który nie może się wysłowić, a jeszcze jej niedoszły chłopak sam nie wie czego chce, więc Kylie ma sporo na głowie. Zwłaszcza, że musi ocalić bliską jej osobę, jednak nie ma pojęcia o kogo chodzi...

C.C. Hunter udało się mnie zaskoczyć... do pewnego momentu. Autorka całkiem zręcznie kreowała napięcie, nie dając większych wskazówek; nie budziło to jednak irytacji, ale nadawało przerwanej co chwila historii dynamiki i zachęcało skutecznie do dalszej lektury. Byłam więc ciekawa i zaskoczona, że nadal nie odgadłam, jakie będzie zakończenie, aż do momentu, gdzie autorka dała nie wskazówkę, a odpowiedź na tacy, a nasza naprawdę inteligenta bohaterka - wbrew pozorom nie jest to ironia, ponieważ Kylie nie jest głupiutka, lecz całkiem błyskotliwa - nie mogła tego dostrzec do ostatniej sekundy. Wcale się jej jednak nie dziwię, gdyż rozwiązanie było taaakie banalne.

Zacznijmy od plusów powieści, ponieważ choć "Przebudzona o świcie" nie jest złą książką, to jednak zdecydowanie mniej mi się podobała niż tom pierwszy. Jakoś bardziej negatywnie ją odebrałam; mniejsza, teraz piszę o pozytywach. Bohaterowie wykreowani przez autorkę są całkowicie bezboleśni dla psychiki czytelnika. Są tak przesadzeni, że aż nieirytujący, lecz uroczy w jakiś dziwaczny sposób. Nie mam pojęcia, czy to ma najmniejszy sens, ale tak właśnie jest. Są bezbarwni, a jednak nie jest to problemem; miewają swoje charakterki, a jednak nie irytują. Z tej sprzeczności rodzą się bohaterowi idealni dla lekkiej młodzieżówki, ponieważ są dosłownie lżejsi od niej.

Kolejnym plusem jest dla mnie to, że ta historia mnie bawi. Chociaż chyba zamierzeniem autorki nie było rozbawianie mnie od pierwszej strony do ostatniej - nie czuję wielkiej ironii w tej książce - to jednak zabawa jest przednia. Tak wiele sytuacji jest tak bardzo absurdalnych, że śmieszą. Parsknięcia śmiechem się zdarzają; irytacji brak. Przynajmniej przez większość czasu.

Autorka za to nie umie pisać. Miałam ochotę jęczeć, ponieważ dawno nie spotkałam się z takim "słit" stylem, gdzie większość zdań brzmi mniej więcej tak: Kylie wyszła z domku KROPKA Rozejrzała się KROPKA Była piękna pogoda UŚMIESZEK. W tym momencie zaczynam się zastanawiać, co decyduje o wyborze autora, ponieważ w tym przypadku na pewno nie był to język, a autorka nie jest żadną nastolatką, a dorosłą kobietą! Nie powiem, ale na równi mnie to niepokoi, co śmieszy.

Kolejną sprawą jest trylion bezsensownych scenek i wątków. Rozumiem, że to miało w jakiś sposób pokazać nam bohaterów, ale gdy nie ma to absolutnie żadnego wątku z główną fabułą oraz nie wnosi nic nowego do książki, to ja nie rozumiem, dlaczego się tam pojawiło. Wiem z doświadczenia, że da się tak wykreować powieść, żeby wszystkie elementy miały większe znaczenie i sens, a tutaj wyglądało mi to, jakby autorka tworzyła małe scenki z bohaterami i ni z gruszki ni z pietruszki dodała je, gdzie się dało. Pewnie domyślacie się sami, jaki był tego efekt.

Wspomniałam już wyżej, że "Przebudzona o świcie" nie jest kiepską książką, choć nie jest też arcydziełem. Jest za to świetna na nadchodzące gorące dni, ponieważ nie trzeba przy niej za wiele myśleć. Gdy już przyzwyczai się do tego "stylu", to lektura idzie jak z płatka. Dobry przerywnik po jakieś 'cięższej' lekturze.

Ocena: 6/10.

Tytuł oryginału: Awake at Dawn
Seria: Wodospady cienia
Tom: 2/5
Liczba stron: 384
Gatunek: Paranormal romance
Podziel się
Seria o Hannibalu Lecterze ma tę niezwykłą cechę, która sprawia, że nie można zwyczajnie odłożyć jej na półkę. Wkrada się ona w umysł i serce czytelnika i zawłada nimi całkowicie. Nie ma możliwości pozostawienia jej ot tak niedokończonej, ponieważ zwyczajnie nie da się myśleć o niczym innym aż do momentu przeczytania ostatniej części. Wtedy zaś zaczyna się żałować nie tylko tego, że nie ma kolejnego tomu...

Akcja części trzeciej serii ma miejsce siedem lat po wydarzeniach opisanych w "Milczeniu owiec". Po Hannibalu zaginął wszelki ślad, choć wiele osób nadal usilnie go szuka z najróżniejszych powodów. Tymczasem przyszła kariera Clarice Starling jawi się w czarnych barwach z powodu ostatnich wydarzeń, a jak powszechnie wiadomo, nic nie przyciąga bardziej lisa niż krzyk królika, choć drapieżnik nie zjawia się na pomoc...

W "Hannibalu" ponownie spotykamy się z Dr Lecterem oraz agentką Clarice Starling, która dorosła i bardzo się zmieniła w ciągu siedmiu lat. Gdy zostaje odsunięta od akcji w terenie, postanawia ponownie zająć się ujęciem najsłynniejszego seryjnego mordercy oraz kanibala, podchodząc do sprawy od zupełnie innej strony. Stopniowe obserwowanie postępów oraz innowacyjnej metody agentki było naprawdę fascynujące. Zawsze w takich momentach czuję podziw dla autora; jedna rzecz to stworzenie dobrego początku i końca, ale wykreowanie środka, to dopiero jest wyzwanie, aby się wszystko kleiło i logicznie tłumaczyło. Gdy mamy już takie idealne połączenie, to potrzeba jeszcze tego nieuchwytnego elementu, który czyni historię wyjątkową. To właśnie znajdziecie w serii o Hannibalu Lecterze.

Pięknie w "Hannibalu" pokazana jest strona psychologiczna problemu. My nie poznajemy tylko ludzi i ich historie, ale również ich wnętrze; co siedzi im na wątrobie, a co ukrywa się w najdalszych i najmroczniejszych zakamarkach umysłu. Nie jest rzeczą prostą stworzenie tak wielu różnorodnych bohaterów i zaciekawienie nimi czytelnika, a tutaj się to udało. Przyznam oczywiście, że najlepiej czytało mi się fragmenty dotyczące samego Hannibala i jego gry psychologicznej z Clarice Starling, co jest chyba najlepszym wątkiem w całej serii. Przy relacji Lectera i Willa Grahama w "Czerwonym smoku" było to delikatne i niełatwe do zauważenia, a tutaj wreszcie stało się to klarowne, a konkluzja przekracza wszystkie oczekiwania.

Thomas Harris kolejny raz mnie zaskoczył tworząc doskonałą powieść z zakończeniem tak nieprzewidywalnym i zatrważającym, że nadal nie potrafię powiedzieć, co o tym sądzę. Zwłaszcza, że to już koniec historii Dr Lectera, ponieważ ostatni tom serii opowiada już tylko o młodości Hannibala. Polecając Wam tą powieść, powiem po prostu, że jest ona idealna.


Ocena: 10/10.


Tytuł oryginału: Hannibal
Seria: Hannibal Lecter
Tom: 3/4
Liczba stron: 480
Wydawca: Albatros

PS. Już wkrótce pojawi się na blogu porównanie serialu i książek. Już nie mogę się tego doczekać, ponieważ mam tak dużo do powiedzenia, a staram się nie poruszać tego tematu w recenzjach, aby nie zburzyć sobie konceptu.

PS.2. Biedny Will i Hannie na okładce!!! Aaaaa!!!
Podziel się
Źródło: LC
„Mroczny Triumf” jest jedną z najbardziej oczekiwanych przeze mnie książek w tym roku. Nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła zatopić się w lekturze równie gładko, jak ostrza głównej bohaterki wchodziły w kolejne ciała wrogów. Już na wstępie mogę powiedzieć, że warto było czekać tyle miesięcy dla takiej zabójczej kontynuacji.

Sybella spędziła w klasztorze Świętego Mortaina blisko trzy lata. Próbowała wyleczyć się z przeszłości mając przed sobą szansę na nową, lepszą przyszłość. Blizny będące świadectwem bestialstwa jej ojca pozostały jednak nie tylko na jej ciele, ale również na umyśle. Sybella wreszcie jest gotowa wymierzyć sprawiedliwość i rozprawić się z mroczną przeszłością. Aby zatriumfować nie będzie mogła jednak zawahać się ani okazać litości. 

Akcja „Mrocznego triumfu” została z powodzeniem osadzona w czasach średniowiecza. Autorka z niezwykłą zgrabnością połączyła fikcję fantastyczną z prawdziwymi historycznymi wydarzeniami. Zachowała również specyficzną wymowę, budowę zdania i słownictwo, a mimo to „Mroczny triumf” czyta się z niezwykłą łatwością, a kolejne strony przelatują czytelnikowi przed oczami szybciej niż rzucone przez Sybellę sztylety.

Czytając „Posępną litość” – pierwszy tom serii „Jego nadobna zabójczyni”, nie polubiłam zbytnio Sybelli, która została przedstawiona, jako chodzący kłębek nerwów wolący decydować sam o swoim losie. Tym razem poznajemy ją po trzech latach, gdy w miarę swoich możliwości przezwyciężyła swoje lęki. Chyba najbardziej w książkach autorstwa Robin LaFevers podoba mi się to, że z taką łatwością stworzyła nie dość, że całkowicie różne od siebie bohaterki  - zaczynając choćby od pochodzenia, a kończąc na roli – to do tego wykreowała je, jako silne, młode kobiety. Ich siła nie bierze znikąd, muszą na nią zapracować przezwyciężając własne słabości i pokonując kolejne przeszkody, a wszystko to zostaje przedstawione w intrygujący sposób.

W „Mrocznym Triumfie” autorce udało się również wykreować niesamowicie poruszający romans. Wielką zaletą serii „Jego nadobna zabójczyni” jest fakt, że wątek romantyczny nie odgrywa tutaj najważniejszej roli, lecz jego pojawienie się jest naturalne, a dalsza egzystencja idealnie wpleciona w fabułę. Tym razem jednak nasz główny bohater nie porażał urodą, a właściwie można powiedzieć przerażał w najróżniejszych aspektach, a jednak ukradnie swoją prezencją i charakterem absolutnie wszystkich czytających, co do tego jestem całkowicie pewna.

Nie mam wątpliwości, że „Mroczny triumf” zachwycił mnie jeszcze bardziej niż „Posępna litość”, gdzie polubiłam co prawda główną bohaterkę, jednak nie do końca wszystko przypadło mi do gustu. W przypadku „Mrocznego triumfu” wszystko było jednak idealne: bohaterka, fabuła, romans i zakończenie. Im bliżej było końca, tym bardziej żałowałam, że książkę czyta się tak wspaniale i będę musiała rozstać się z tą historią na jakiś czas. Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na informacje dotyczące premiery trzeciego tomu w Polsce. Tym razem pod lupę zostanie wzięta Annith. Już ostrzę noże... znaczy się zacieram łapki oczywiście!

Ocena: 10/10.

Tytuł oryginału: Dark Triumph
Seria: Jego nadobna zabójczyni
Tom: 2/3
Liczba stron: 499
Gatunek: Fantastyka historyczna
Wydawca: Fabryka Słów
Podziel się
Źródło: weheartit.com
W pierwszej części poradnika "Jak zacząć blogować dla niepełnosprytnych" skupiłam się na wyborze platformy, co było moim błędem, ponieważ o wiele ważniejszą rzeczą jest powód, dla którego w ogóle bierzemy się za blogowanie. Co nami kieruje? A może kto nami kieruje? I czy z takich powodów na pewno warto zakładać własnego bloga?

Obserwując facebookową grupę Blogi recenzenckie szybko zauważyłam, że praktycznie nie znam tych osób ani nawet ich blogów, ponieważ dosłownie każdego tygodnia pojawiają się nowe, a ich właściciele są coraz młodsi. Przestałam czuć już zdziwienie widząc bloga 13-latki, która pisze do wydawnictw, chociaż bloguje od zaledwie miesiąca... Jak widać wyłoniła nam się tutaj pierwsza - dość niecna - motywacja, czyli możliwość otrzymywania egzemplarzy recenzenckich. 

Mogłabym teraz bez problemu wskazać kilka blogów, które powstały tylko z tego powodu. Nie tylko nowych, ale i starszych. Swoją drogą sama współpraca z wydawnictwami będzie jednym z tematów; zamierzam przedstawić ją z punktu widzenia blogera oraz wydawnictwa, ponieważ tak się złożyło, że w jednym pracuję. Wracając jednak do tematu powiem jedną rzecz: to widać na pierwszy rzut oka. Nie tak trudno nawiązać kilka współprac, brać wszystko, co dają, a potem wrzucać comiesięczny stosik z 50 książkami i narzekać, że taka wielka góra książek czeka na przeczytanie i wcale się nie zmniejsza. Jeżeli zastanawiacie się nad założeniem bloga i recenzowaniem, ponieważ wynikają z tego takie korzyści, to powiem Wam, że nie warto. Po pierwsze początkującym blogerom mało kto daje książki, więc szybko z rozczarowania niektórzy się wykruszają, a po drugie jak już Wam się uda, to poczujecie się w pewnym momencie zmęczeni i zniechęceni. Czytanie książek na siłę, to nic fajnego. Potem piszę się na siłę i to również niestety widać.

Kolejny powodem mogą być przyjaciele i powiem Wam, że nie ma nic lepszego na świecie, niż stale motywujący Was do czytania i pisania ludzie, którzy sięgają potem po polecone pozycje. Myślę, że mój przypadek można częściowo do tego zaliczyć, ponieważ ja założyłam bloga, aby komuś pokazać, że dam radę - lepsza motywacja niż "nie uda Ci się tego zrobić" chyba nie istnieje - i się wkręciłam, a teraz mam przynajmniej trzy bliskie mi osoby, które stale czytają moje teksty i może nie komentują, ale piszą mi w mailu lub na Facebooku, co o tym sądzą. To niesamowicie dodaje skrzydeł.

Jaka jest jednak najlepsza motywacja? Odpowiedź jest może banalna, ponieważ nie raz słyszeliście taki dobór słów w najróżniejszych sytuacjach. Warto pisać dla siebie. To Wam lektura ma sprawiać radość (lub analogicznie ma się nie podobać, ponieważ macie ochotę od góry do dołu coś 'zjechać'); nie ludziom z wydawnictw, nie przypadkowej osobie z internetu, nie mamie, nie babci ani nie przyjaciołom. Oczywiście pisząc publicznie, ma się nadzieję, że ktoś to przeczyta i poczuje się zachęcony/zniechęcony przy wyborze lektury/filmu/płyty etc., jednak tak się nie stanie jeżeli nie będziecie mieli właściwej motywacji i uczuć siadając do pisania. Róbcie to, co sprawia Wam przyjemność. 

Jeżeli więc zastanawiacie się, czy chcecie zacząć blogować, to polecam jedną małą rzecz. Możliwe, że pisaliście krótkie opinie na internecie np. na empik.com, co sądzicie o danym produkcie; jednak samo pisanie recenzji to niebo i ziemia do takich krótkich opinii, więc po przeczytaniu/obejrzeniu czegoś, spróbujcie napisać recenzje, taką jaką umieścilibyście na blogu. Dajcie komuś bliskiemu do ocenienia i powtórzcie cały proces. Wymigujecie się? Nie macie ochoty? Nie sprawia Wam to frajdy? Nic na siłę! Dopiero gdy poczujecie, że chcielibyście pisać na dłużej, to właśnie będzie Wasza motywacja. Piszcie, ponieważ sprawia Wam to frajdę i chcecie się nią podzielić z innymi. :)
Podziel się
Na pewno przynajmniej raz po przeczytaniu książki nie potrafiliście przestać o niej myśleć, ponieważ tak głęboko Was poruszyła, wywołując nie wewnętrzną burzę emocji, a istne tornado. Takie książki wypalają ślad w czytelniczych wspomnieniach nie tylko na długie miesiące, a na lata, sprawiając, że wszystkie emocje gwałtownie do Was powrócą na samą myśl o tytule. Dotychczas mogłam tak powiedzieć o trzech książkach: siódmym tomie serii Jutro "Po drugiej stronie świtu", zakończeniu Igrzysk Śmierci - Kosogłosie oraz Fazie Szóstej: Światło z serii GONE. Zniknęli. Teraz do tych tytułów dołączy również "Hopeless".

"Czasem odkrycie prawdy może odebrać nadzieję szybciej niż wiara w kłamstwa."

Sky od zawsze była odcięta od świata; uczyła się w domu, nie posiadała komputera, a o komórce to mogła w ogóle zapomnieć. W końcu jednak postawiła na swoim i mama pozwoliła jej zapisać się do ostatniej klasy liceum, którą miała spędzić w towarzystwie najlepszej przyjaciółki. Six jednak wyjechała na pół roku do Włoch, zostawiając Sky samą i z zszarganą reputacją ze względu na samą znajomość. Sky poznaje Deana Holdera, o którym ludzie również nie mają najlepszej opinii. Właśnie wrócił on do szkoły, po roku przerwy. Jak mówią, trafił do poprawczaka. Sky i Holder znają tylko plotki na swój temat i nie wiedzą już w co wierzyć, jednak dziewczyna postanawia trzymać się od niego z daleka, ponieważ budzi on w niej nie tylko uczucia, ale i wspomnienia...

Przyznam szczerze, że "Hopeless" to nie jest książka, po którą sięgnęłabym, gdybym przelotnie przeczytała opis na internecie lub w księgarni. I zrobiłabym prawdopodobnie ogromny błąd; całkiem możliwe, że jeden z największych w moim czytelniczym życiu. Nie odłożyłabym jednak powieści na półkę z powodu tego, że opis brzmi jakoś schematycznie, ponieważ właściwie uważam, że jest całkiem udany i nabiera drugiego dna wraz z lekturą, co naprawdę lubię. Zwyczajnie przez to, że nie przepadam za takimi historiami, czy to chodzi o film, czy o książkę, ponieważ wywierają tak ogromny wpływ na moje życie. "Hopeless" to książka, która miażdży, wyrywa serce, wywołuje zawały i wyciska hektolitry łez, o których to nie miało się nawet pojęcia, że posiada się ich aż tyle. Po lekturze czułam się, jakby autorka przejechała czołgiem po moich emocjach i to nie raz, a milion razy. 

Colleen Hoover ma rękę do tworzenia historii. Nie można powiedzieć, że pod względem stylu "Hopeless" jest opowieścią z najwyższej półki, ponieważ tak nie jest. Narracja przedstawiona jest w pierwszej osobie z punktu widzenia Sky i mamy tutaj o wiele więcej dialogów, niż opisów. Nie mam stylowi autorki nic do zarzucenia, jednak nie był on również jakoś specjalnie wyróżniający się na tle innych, choć Colleen Hoover udało się przedstawić nam główną bohaterkę przez narrację pierwszoosobową i wyobraźcie sobie, nie zniesmaczyć jej czytelnikowi. Sky dołącza właściwie do mojej listy bohaterek, które naprawdę da się znieść i nie można nie polubić. Bardzo spodobało mi się, że pisarce udało się w tak naturalny sposób oddać psychikę po pierwsze osoby, która wychowywała się odcięta od świata przez tyle lat, a po drugie dziewczyny dotkniętej traumatycznymi przeżyciami w dzieciństwie, które odrzucała od siebie i połączyć je. 

Gdy zasiadałam do lektury "Hopeless" wiedziałam w grubszym kontekście, jaki problem porusza autorka. To nie było tak, że nie wiedziałam, o czym będę czytać i w ogóle fabuła była mi całkowicie niewiadoma, a jednak "Hopeless" mimo wszystko niespodziewanie zwaliło mnie z nóg i nadal niesamowicie przeżywam fabułę i jestem cała aż rozgorączkowana z powodu wszystkiego, co przeczytałam. Pozornie historia może wydawać się zwyczajna; dziewczyna poznaje chłopaka i stają się sobie coraz bliżsi, a jednak w ich związku nie pojawia się szczęście i spełnienie, lecz na wierzch wychodzą druzgoczące przeżycia sprzed wielu lat i oboje muszą sobie poradzić z ich konsekwencjami w teraźniejszości.

"Hopeless" nie jest książką bez wad. Jak wspominałam, styl nie jest specjalnie wyszukany, a do tego w moim osobistym odczuciu, wszystkie wydarzenia w drugiej połowie książki potoczyły się zbyt szybko, choć może to być też spowodowane faktem, że jak już zasiadłam do lektury, to do końca się od niej nie oderwałam. Mimo jednak tego szybkiego tempa w kulminacyjnym momencie, wcale nie wypłukało to fabuły z głębi, czy poruszających emocji, które wywoływała u czytelnika. Dzięki temu historia opisana w "Hopeless" jest tak porażająco prawdziwa. 

"Hopeless" zdecydowanie będzie jedną z najbardziej porażających i najgłośniejszych książek tego roku. Ja bez najmniejszego wahania zaliczam ten tytuł do najlepszych powieści obyczajowych, jakie czytałam. "Hopeless" na swój sposób jest niedoskonałe - to nie jest łatwa historia z idealnym zakończeniem; wstrząsające, poruszające, miażdżące... i w tym właśnie kryje się potęga tej historii. 

Ocena: 10/10. 

Tytuł oryginału: Hopeless
Seria: Hopeless
Tom: 1/???
Premiera: 16 czerwca 2014 r.
Liczba stron: 376
Wydawca: Otwarte

Hopeless - Colleen Hoover 
1. Hopeless 
2. Losing Hope

A tutaj fragment mojej recenzji w książce (pierwszy od góry). :)

Podziel się
Nowsze posty Starsze posty Strona główna

O mnie

Blogerka. Studentka. Mieszkanka Berlina. Whovian. Slytherin. Cheerleaderka Riordana.
Dowiedz się więcej

“Reading is one of the joys of life, and once you begin, you can't stop, and you've got so many stories to look forward to.”

Benedict Cumberbatch

Znajdź mnie

  • Facebook
  • Instagram
  • Tumblr
  • Youtube

Kontakt

Dowiedz się więcej

Niedługo na blogu

Moja kolekcja Funko popów
Moja przygoda ze Skupszopem
Unboxing ostatniego World of Wizardry
Rick Riordan prezentuje
King of Scars

Polecane

  • Streszczenie: Złodziej Pioruna - Rick Riordan
    Cześć, tu Percy. Zostałem przekupiony niebieskimi pączkami, więc oto przybywam, aby powrócić do korzeni i opowiedzieć Wam o początkach mo...
  • W jakiej kolejności czytać książki Ricka Riordana?
    Książki Ricka Riordana są obecne w moim życiu od ponad siedmiu lat. Bez nich prawdopodobnie nie byłoby tego bloga. Zaczęłam czytać se...
  • Najciekawsze wydania Harry'ego Pottera
    Wygląd książki jest bardzo ważny, choć zapytani o to, mówimy, że nie można oceniać książki po okładce, zwłaszcza gdy bronimy ulubionej powi...
  • Streszczenie "Harry'ego Pottera i przeklętego dziecka" 1/2
    Witam! Wasze piękne oczka Was nie mylą. Poniżej znajdziecie streszczenie pierwszej części scenariusza fan fiction zatytułowanego "...
  • Konkurs
    Na uczczenie sześciu miesięcy specjalnie dla Was konkurs! Do wygrania jest 'Niezgodna' autorstwa Veronic'i Roth. Moja rec...
  • Projekt: Kończę serie wydawnicze
    Kończę serie wydawnicze, czyli mój mały, własny cel czytelniczy, który staram się realizować i w ogóle mi nie idzie. :) Jak już niby idzi...
  • Stos wrześniowy
    Za oknem buro, mnóstwo zadań do szkoły i brakuje czasu na czytanie. :( Jednak zawsze staram znaleźć czas na odwiedzenie Waszych blogów. :...
  • Stos książkowy
    Wracam z wyjazdu, a tam książki czekają. :D Miła niespodzianka! No i było kolejne przemeblowanie, ostatecznie niektóre książki stoją na st...
  • Druga rocznica założenia bloga
    Dzisiaj - 13 stycznia 2014 roku - mój własny, amatorski, recenzencki blog skończył pełne dwa latka! Nie mogę uwierzyć, że już minęło tyle c...
  • Pierwsza rocznica bloga
    24 stycznia 2012 roku na moim blogu pojawiła się pierwsza notka. Sam blog założyłam 13 stycznia, lecz uznaję pierwszy post za takie prawd...

Archiwum

  • ▼  2019 (3)
    • ▼  lutego (1)
      • Rewatch Gry o Tron przed premierą ostatniego sezonu!
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2018 (17)
    • ►  lipca (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  maja (1)
    • ►  kwietnia (3)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (4)
  • ►  2017 (42)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (3)
    • ►  października (5)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  lipca (4)
    • ►  czerwca (3)
    • ►  maja (2)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  marca (3)
    • ►  lutego (8)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2016 (120)
    • ►  grudnia (9)
    • ►  listopada (9)
    • ►  października (6)
    • ►  września (9)
    • ►  sierpnia (8)
    • ►  lipca (8)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (11)
    • ►  marca (10)
    • ►  lutego (13)
    • ►  stycznia (17)
  • ►  2015 (161)
    • ►  grudnia (6)
    • ►  listopada (11)
    • ►  października (10)
    • ►  września (9)
    • ►  sierpnia (5)
    • ►  lipca (13)
    • ►  czerwca (15)
    • ►  maja (18)
    • ►  kwietnia (18)
    • ►  marca (18)
    • ►  lutego (18)
    • ►  stycznia (20)
  • ►  2014 (266)
    • ►  grudnia (19)
    • ►  listopada (23)
    • ►  października (26)
    • ►  września (17)
    • ►  sierpnia (21)
    • ►  lipca (20)
    • ►  czerwca (23)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (23)
    • ►  marca (26)
    • ►  lutego (28)
    • ►  stycznia (28)
  • ►  2013 (270)
    • ►  grudnia (23)
    • ►  listopada (19)
    • ►  października (23)
    • ►  września (21)
    • ►  sierpnia (21)
    • ►  lipca (20)
    • ►  czerwca (22)
    • ►  maja (29)
    • ►  kwietnia (22)
    • ►  marca (31)
    • ►  lutego (20)
    • ►  stycznia (19)
  • ►  2012 (135)
    • ►  grudnia (11)
    • ►  listopada (12)
    • ►  października (15)
    • ►  września (12)
    • ►  sierpnia (12)
    • ►  lipca (11)
    • ►  czerwca (15)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (12)
    • ►  marca (11)
    • ►  lutego (9)
    • ►  stycznia (3)

Ulubione

  • Mirabelka
    Gdańskie Targi Książki 2026
    3 dni temu
  • Gosiarella
    Czytnik e-booków na wakacje – dlaczego warto zabrać go ze sobą?
    1 miesiąc temu
  • Patrycja W.
    Podsumowanie lutego
    6 miesięcy temu
  • eM
    Zagraniczne zapowiedzi: czerwiec, lipiec 2022
    4 lata temu
  • Patrycja
    Nieugięta bohaterka - "Wojna Makowa" Rebecca
    6 lat temu
  • Blair Blake
    Na skraju złowrogiego Boru, albo Wybrana Naomi Novik
    6 lat temu
  • Korvo
    Recenzja: Karpie bijem - Andrzej Pilipiuk
    7 lat temu
  • Harry Potter Kolekcja
    Regulamin konkursu "Twój Simon"
    8 lat temu
  • Abigail
    Bieg do gwiazd, Dominika Smoleń
    8 lat temu
  • Julia
    Małe rzeczy, bez których sobie nie radzę
    9 lat temu
  • Alicja
    Lair of Dreams
    10 lat temu
  • Wydawnictwo Jaguar
    Kuchnia Entego, chaos i "Jewel"
    11 lat temu
Pokaż 5 Pokaż wszystko

Deviantart

Dziękuję za zrobienie pięknego logo!
Wszystkie komentarze zawierające linki są moderowane.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

WAŻNE

Wszystkie opinie i recenzje zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa i nie wyrażam zgody nakopiowanie całości lub ich fragmentów bez mojej wiedzy i zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Licznik odwiedzin

Obserwatorzy

Copyright © 2012 Sophie & Bucherwelt