Szkoła w Niemczech

Budynek A
Dzisiaj będzie trochę inaczej, bardziej prywatnie(?), ponieważ na Waszą prośbę opowiem Wam trochę o mojej szkole, jak to wszystko wygląda.

Jak wiecie albo jeszcze nie chodzę do szkoły w Niemczech. I tak wszystkie lekcje są w tym języku, nawet matematyka. Brzmi strasznie? Nie jest jednak tak źle. ;)

Edukacja w landzie(bądź też kraju związkowym Niemiec) Meklemburgia-Pomorze Przednie zaczyna się w wieku 6 lat. Dzieci idą do szkoły podstawowej na cztery lata. Potem przechodzi się do Realschule lub Hauptschule. Tam kończy się klasę 5 i 6. Przed klasą 7 trzeba podjąć decyzję, czy pozostaje się już w tej szkole(obie kończą się po 10 klasie egzaminem, taki uczeń nie ma matury), czy też przechodzi się do Gymnasium, które jest odpowiednikiem polskiego liceum, jednak trwa 6 lub 7 lat, czyli kończy się je po klasie 12 lub 13. Mi się upiekło będę miała tylko 12 klas, obecnie jestem w 11, a potem normalnie będę pisać maturę międzynarodową.

Moja szkoła jest efektem współpracy polsko-niemieckiej współfinansowanej ze środków europejskich, dlatego nazwa po polsku brzmi Szkoła Europejska. Mamy więc stałą wymianę uczniowską. Przyjeżdżają codziennie z Polski dwa pełne autobusy(mam tutaj trochę, jak w Ameryce; autobus nie jest co prawda żółty, ale jednak darmowy ;)) i tworzone są klasy polsko-niemieckie. Ja akurat jestem zapisana, jako niemiecki uczeń, więc omijają mnie dodatkowe polskie przedmioty. Polscy uczniowie mają o 9 godzin więcej lekcji tygodniowo, co daje liczbę 43 h. Ja mam obecnie 36 godzin kursów w tygodniu.

Cztery klasy podstawówki nie różnią się zbytnio od tych znanych w Polsce, za to od 5 klasy dochodzą już takie przedmioty, jak fizyka, chemia, geografia itp. Nie wiem, jak to jest teraz, ale kiedy ja byłam w podstawówce to miałam po prostu przyrodę i tyle. ;) Wszystkie te przedmioty  a jest ich 17 ma się do klasy 10. W czasie jej trwania trzeba określić, jakie przedmioty wybiera się, jako główne i poboczne w klasie 11. Historia, w-f i niemiecki są obowiązkowe, resztę można dobierać do woli i odrzucić aż 4 z nich. W moim przypadku były to muzyka, fizyka, WOS i technika. Papa, nie będę tęsknić!

W 11 klasie zaczynają się tzn. kursy, a oceny zostają zastąpione punktami od 1-15, czyli 15-13, oznacza jedynkę, a 0 punktów szóstkę(oceny w Niemczech są na odwrót 1=6, 2=5 itp.). W zależności od liczby uczniów takich kursów jest od dwóch do czterech, co oznacza, że moja klasa ma lekcje z różnymi nauczycielami i na szczęście nie widujemy się tak często, choć nadal mamy wspólnego wychowawcę(którego kocham! Znaczy się ją kocham xD).

Budynek B
Dwa razy w roku pisze się testy nazywane "Klausur", które są przygotowaniem do matury. Testy te wymagają nie tylko znajomości przedmiotu, ale też szeroko pojętej wiedzy, co oznacza, że na takim sprawdzianie z historii może być pytanie o sytuację polityczną teraz gdzieś tam w porównaniu z tą ze starożytności. Oczywiście są to zadania punktowane potrójnie. Po prostu bomba, już nie mogę się doczekać. Zapomniałabym. Taki test pisze się też z w-fu. :3

W 12 klasie około kwietnia piszę się maturę. Pod koniec 11 klasy trzeba wybrać przedmioty, z których chce się pisać, a ma być ich 5-6. Wciąż to ustalam. Można oczywiście zdawać egzamin ustny lub pisemny z tym jednak, że trzeba wybrać przedmioty ze wszystkich dziedzic tj. nie mogę wziąć samej biologi, chemii, angielskiego, matematyki, niemieckiego i polskiego. Muszę do tego dobrać również jedno z tych trzech: historia/filozofia/geografia. Coś mi mówi, że jednak będę pisać tą historię ehhh...

Moja osobista ocena: szkoły w Niemczech przygotowują trochę lepiej do dorosłego życia, co znaczy, że uczą pod zupełnie innym kątem niż w Polsce, co mogę ocenić dzięki temu, że skończyłam w Polsce 2 gimnazjum, a dopiero potem się przeniosłam. Omawia się tutaj wszystko dokładniej, ale mimo wszystko szybciej, dlatego system szkolnictwa jest na wyższym poziomie. Liczy się z kalkulatorem(!), a w 10 klasie dostaje się specjalnie urządzenie Voyage, które czyni cuda(=czytaj, wszystko potrafi wyliczyć i narysować, jeżeli umie się formułki). A same formułki z przedmiotów ścisłych ma się w specjalnej książce, którą można używać również w czasie matury(voyage'a też można używać!!!). Nikt nie wymaga, że będziesz znał wszystkie wzory świata pisząc maturę, Ty musisz wiedzieć, jak trzeba to rozwiązać, wzory już masz. ;)
Tak wygląda Voyage
Małe sprostowanie. Nie napisałam tego, ale oczywiście trzeba znać podstawy z matematyki. Na maturze obowiązkowe są też zadania z części, gdzie liczy się z głowy. Przez wszystkie klasy robi się non stop takie testy, żeby uczniowie pamiętali o podstawach. Do 7 klasy w ogóle nie używa się kalkulatorów.

Zapomniany dodatek. Książki dostajemy za darmo od szkoły, a na niektórych przedmiotach zdaje się je po zakończeniu lekcji, nie trzeba też wiele dźwigać. Co roku płaci się tylko 30 euro szkole na zakup nowych książek. Oczywiście pod koniec rodu trzeba książki zwrócić, poza ćwiczeniami i książkami z wzorami, które są dla nas. Mamy też szafki, choć są płatne.

Jeszcze jedna sprawa ze sportem... Jeżeli ktoś ze względów zdrowotnych jest zwolniony, wtedy od 11 klasy musi wziąć sobie przedmiot zastępczy, np. muzykę i plastykę albo religię i filozofię. Tak mam filozofię i tak, nienawidzę jej. ;)


Kafeteria
Ciekawostki:
-przez pierwsze dwa lata osoby pochodzące z obcego kraju są nieoceniane(ale niestety nie w Gymnasium!) :)
-nauczyciel w Niemczech musi zdać egzaminy na studiach z dwóch przedmiotów, których będzie w przyszłości nauczał, co oznacza np. że mój nauczyciel od w-fu, uczy też... geografii;
-wszystkie oceny od początku 11 klasy wliczają się do średni maturalnej;
-w 12 klasie jedzie się na tzn. Studienfahrt, który trwa tydzień, a potem trzeba robić na temat, tego co się widziało mnóstwo głupich projektów;
-w czasie długich przerw jest surowy zakaz przebywania w budynkach, uczniowie z klas 11 i 12 według ustalonego planu pilnują budynków;
-uczniowie klas 7-10 mają obowiązek przez 60 minut tygodniowo brać udział w dodatkowych zajęciach, które mają miejsce po piątej lekcji. Wtedy jest godzinna przerwa nazywana "czasem nauki", gdzie można wybrać sobie najróżniejsze kursy trwające po 25 minut każdy. Jest specjalna kartka na podpisy, którą sprawdzają wychowawcy. Zajęcia z odrabiania prac domowych doglądają na zmianę uczniowie 11 i 12 klasy;
-Niemcy mają o wiele "luźniejsze" podejście do powtarzania roku. Często to polecają, tak dla pewności, żeby dziecko miało większe szanse i nie patrzy się na to źle. No chyba, że ktoś oblewa rok po raz któryś z rzędu...
-dostanie oceny celującej nie jest niczym niezwykłym, nie tak jak w Polsce, za pełną liczbę punktów do klasy 11 dostaje się po prostu 1. W ostatnich dwóch latach trzeba się "specjalnie" wykazać, żeby zasłużyć na 15 punktów, za to łatwiej zdobyć 13 pkt., co też oznacza ocenę celującą :)


Mam nadzieję, że zaspokoiłam Waszą ciekawość. :)

Sophie di Angelo

44 komentarze:

  1. Faktycznie dużo rzeczy się różni :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Eeee... może coś mi umknęło (albo w Mecklemburg Vorpommern jest inaczej), ale przecież po czterech latach podstawówki wybiera się między Realschule, Hauptschule a Gymnasium?... Przy czym wybór to złe słowo, to raczej selekcja na bazie średniej. Zresztą od lat jest krytykowane, że czwarta klasa to de facto "mała matura", bo właśnie wtedy dziesięciolatki niekiedy muszą podejmować decyzję na całe życie - jaka szkoła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu gdzie mieszkam faktycznie jest inaczej. Jest tylko Realschule, do której muszą przejść wszyscy na dwa lata, a potem każdy musi podjąć decyzję. Potem przejście do Gymnasium jest bardzo trudne, trzeba mieć wysoką średnią.

      Usuń
  3. Dzięki, Kotek! Interesowało mnie to strasznie ^^ Hm, ciekawa ta edukacja u Was. Naprawdę! W szczególności te zajęcia, których u nas nie ma i pilnowanie budynku, czy innych uczniów "na odrabianiu" przez starszych. Chciałabym tak z rok się pouczyć właśnie w takim Waszym systemie żeby poczuć jak to jest.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie uważam, żeby dobra była nieznajomość podstawowych wzorów czy umiejętności wykonywania zadań bez pomocy kalkulatora czy innych sprzętów. Oczywiście dla uczniów każde ułatwienie jest mile widziane, ale gdy widzę jak pozwala się dzieciom na odpuszaczanie i lenistwo tłumacząc wszystko dysgrafią, dyskalkulią czy innymi dys, to mnie szlag trafia. Bo potem rośnie pokolenie, które o nic się nie stara, pokolenie leserów, które każdy wysiłek uważa za zbędny, czy to w dziedzinie pracy, nauki czy sportu.
    Pewnie, że nasze szkolnictwo nie jest doskonałe, ale nie robi z dzieci idiotów, które nie potrafią nauczyć się dzielić bez pomocy kalkulatora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto powiedział, że jest tutaj nieznajomość? Oczywiście, że podstawowe rzeczy trzeba znać i umieć. Egzamin ma również część liczenia z głowy oraz we wszystkich klasach robi się takie testy. Nie uważam, że robi się z dzieci idiotów. Do klasy 7 normalnie liczą bez kalkulatora, poza tym nie ma żadnych udogodnień. Zasady tutaj są też o wiele ostrzejsze, nie ma poprawiania, bierze się pod uwagę dysleksje, ale nie ma z tego powodu jakiegoś specjalnego traktowania. Kto normalny liczy w dorosłym życiu na kartce, gdy czegoś potrzebuje?

      Usuń
    2. To mnie uspokoiłaś:) Po tym co opowiadała koleżanka która uczyła się w Stanach przeraziłam się, że i w Europie zaczyna się odmóżdżanie.
      Wiesz, to nie chodzi o to żeby nie korzystać z udogodnień technicznych, ale żeby umieć poradzić sobie bez nich w razie potrzeby.Jesteśmy tak zależni od cywilizacji, że aż strach pomyślec co by było gdyby zabrakło choćby prądu.

      Usuń
    3. Też to zauważyłam. :) Dlatego cieszę się, że nie mamy laptopów, czy innych takich urządzeń, już i tak nikt nie korzysta praktycznie z książek przy robieniu referatów, czy czegoś w tym stylu, bo jest przecież internet. ;_;

      Usuń
  5. Czasem uważam, że tylko Polska ma tak zwalony system polityczny i edukacyjny.
    Przez Ciebie mam ochotę przenieść się do Niemiec xD
    Ale serio, obowiązkowy wf i test z niego to lekka przesada.
    I rozumiem, że nie trzeba znać wszystkie wzory świata, ale podstawowe można by znać. Tak samo jak umieć liczyć w pamięci troszkę ; )

    Pozdrawiam, obserwuje i zapraszam do siebie.
    http://naszksiazkowir.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wyjaśniłam powyżej, czego niestety nie napisałam w poście, że jest na maturze część zadań z liczeniem z głowy, więc podstawy się zna...

      Usuń
  6. Ja również uważam, ze takie szkoły są o wiele lepsze niż nasze, tutejsze. Na przykład trochę Ci zazdroszczę, ponieważ ja zdając w tym orku maturę z niemieckiego nie miałam, żadnej naturalnej praktyki. Na lekcjach u mnie mówi się po polsku a nie tłumaczy już w języku niemieckim choć chodziłam na poziom rozszerzony. Przez to bardzo bałam się podejścia do matury z niemieckiego, ustnej właśnie, ponieważ nie wiedziałam co mnie czeka. bałam się wymowy innych nauczycieli. W szkole masz praktykę z teorią, uczysz się języków i masz lepsze perspektywy. Poza tym im więcej języków znasz i im lepiej nimi władasz tym Twoja przyszłość zyskuje na plus.

    OdpowiedzUsuń
  7. System szkolnictwa znałam - ale dobrze, że wyjaśniłaś raz jeszcze ;)
    U nas teraz też jest wymóg aby nauczyciele mieli po dwa kierunki ukończone - dlatego ja mam pedagogikę i filologię angielską (niemiecka to taki jeszcze dodatek).
    A ja bym chciała się dowiedzieć jeszcze o twoim przejściu z jednego systemu na drugi - jak było kiedy wszystko wykładano po niemiecku. Pamiętam, że na anglistyce (też jakieś porównanie) jak wszystkie wykłady i ćwiczenia wchodzą po angielsku to jest jednocześnie super, ale na początku i troszkę strasznie (jak się musisz wypowiadać przed całą aulą wykładową pełną kolegów z roku).
    Jak opisujesz egzamin z historii to mi się kojarzy jak z WOS'u jest czasem takie pytanie o porównanie obecnej sytuacji politycznej (choć ja ostatecznie WOS'u nie zdawałam).
    Zaskoczył mnie ten wf! :D
    To projekt europejski - to od ilu lat działa szkoła ? Czy może działała wcześniej tylko przeszła na takie połączenie współpracy z PL ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznijmy od tego, że jak przeszłam do Niemiec to nie znałam słowa po niemiecku. Serio ani me ani be. Dlatego przez trzy miesiące sobie po prostu byłam absolutnie nie rozumiejąc, czego Ci wszyscy ludzie ode mnie chcą, a że jedyna Polka w klasie nie dość, że niezbyt ogarnięta była, to jeszcze nic mi nie chciała mówić. Potem zaczęłam powoli rozumieć niektóre rzeczy, po trzech latach rozumiem już prawie wszystko. Więc to był szok i ogromny ciężar, ale nauczyłam się języka w rok! :D
      Szkoła obchodziła z 2 lata temu 15 lecie, od kiedy działa ten projekt, co było wcześniej, to nie wiem. :C

      Usuń
    2. Ojej! To taka metoda bezpośrednia - gdzie masz pełno styczności z językiem i sama po czasie zaczynasz też mówić :D Dzielna byłaś i dałaś radę :)
      A jak było z zaliczaniem przedmiotów - wtedy na samym początku ?

      Usuń
    3. Pierwszy rok nie byłam oceniana, ponieważ byłam w Regionalschule, ale starałam się jak mogłam i kułam na pamięć do sprawdzianów, dopiero w drugim roku, gdy przeszłam do gymnasium zaczęłam dostawać oceny. :) Myślałam, że się odzwyczaiłam, ale poszło jak z płatka. ;)

      Usuń
    4. ;D Znajoma teraz ma podobny hardcore jak Ty na początku. Studiuje medycynę na Ukrainie, tylko nie pamiętam już, czy po rosyjsku czy ukraińsku, ale nie zna żadnego z tych języków, więc w sumie na jedno wychodzi. Najpierw musi sobie wszystkie wykłady poprzetłumaczać, a potem jeszcze wszystko wkuć - a medycyna to jak wiadomo kierunek niełatwy.
      Takie wrzucenie na głęboką wodę to niezła terapia szokowa, ale język się chyba potem zna super ;)

      Usuń
    5. "jedyna Polka w klasie nie dość, że niezbyt ogarnięta była, to jeszcze nic mi nie chciała mówić."
      Sławetna solidarność naszych rodaków za granicą... ;]

      Usuń
    6. Och proszę Cię. xD Ona była po prostu starszna. Przez nią np. nie pojechałam na wycieczkę, bo nie powiedziała mi, gdzie jest zbiórka, a ja wtedy jeszcze nie ogarniałam. ;_; I mam znią wiele innych "miłych" wspomnień. Z Polakami tutaj tak to jest, jak ktoś potrzebuje pomocy, to przyjdą i w tyłek wejdą, jak się coś chce od nich, to nagle nikogo nie ma. ;D
      Czy zna się super... Zależy, czy się dalej, konsekwentnie uczy, a nie poprzestaje na laurach, bo można i 5 lat chodzić tutaj do szkoły, a nadal nie do końca ogarniać. ;)

      Usuń
  8. Bardzo dobrze, że to opisałaś! Ja sama trochę czytałam o tym na internecie, ponieważ miałam w planach wyjazd do Niemiec, ale zawsze lepiej, jak ktoś to opisze, to kto zna.
    A mam takie pytanie. Jeśli np. będąc w Polsce idę do II liceum to czy tam musiałabym zdawać jakiś specjalny egzamin, żeby dostać się do Gymnasium?
    W ogóle tak patrzę, że ta szkoła jest zupełnie inna niż nasza... Wydaje się, że lepsza. Ale jeszcze trzeba znać dobrze język...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli byłabyś z polskiej szkoły i chciała jeździć na taką wymianę, to zdaje się taki egzamin. Ja nie zdawałam ani nikt z moich polskich znajomych, trzeba było mieć tylko te wszystkie świadectwa przetłumaczone. Jednak nie wiem, jak jest w innych Landach. Plus 11 klasa(2 liceum) to już nie przelewki, więc jeżeli nie zna się super niemieckiego, to prawdopodobnie trzeba będzie powtarzać klasę. Jednak ja i tak polecam, będzie się władać językiem na super poziomie, a im wcześniej, tym lepiej!
      Mi się wydaje teraz lepsza. :) Kiedyś mi się nie podobało.

      Usuń
    2. A Ty właśnie jesteś na jakiejś wymianie w tej szkole czy po prostu musiałaś się do niej przenieść czy coś? I na jakiej podstawie taka wymiana dokładnie polega?
      W gruncie rzeczy, gdybym teraz miała się przenieść do Niemczech (tak tylko spekuluję) byłoby to w sumie bez sensu, o zostały mi dwa lata nauki, a tam musiałabym więcej, że tak powiem, zakuwać, by podszlifować jeszcze język...

      Usuń
    3. Ja mieszkam w Niemczech, więc nie dojeżdżam do polskiej szkoły, ale po prostu uczę się tutaj. :)
      W mojej szkole są wymiany, ale nie do końca się orientuje na czym to polega. Wiem, że przyjeżdżają na cały rok uczniowie np. z Bułgarii lub z Grecji w tym roku i normalnie uczą się z nami i mieszkają u jakieś rodziny.
      Jeżeli chodzi o polaków, to oni technicznie chodzą do polskiej szkoły, która ma taki program partnerski, że uczą się tutaj. ;)

      Usuń
  9. wow! podziwiam Cię, nie wiem czy ja sprostałabym temu, choć czytając to, to wszystko wydaje się jakieś lepsze od systemu nauczania w Polsce...zdałam właśnie do klasy maturalnej i uważam, że polski system naprawdę wymaga zmian (i nie mówię tu tylko u nowych podstawach programowych, z których nic nie wynika a trzeba wydać więcej pieniędzy na nowe książki), ale naprawdę, mam wiele obaw przed maturą, bo czuje, że jak sama się nie sprężę, to szkoła mnie do niej nie przygotuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapominałam o tym! My książki dostajemy od szkoły. Raz w roku płaci się tylko 30 euro na zakup nowych. :)
      Ja też mam dużo obaw! Na każdej lekcji tylko "matura is coming", więc trzęsę już teraz portkami. :D

      Usuń
  10. Po przeczytaniu tego posta stwierdzam, że w Niemczech jest lepiej, bo po co mi znać wszysztkie regułki z fizyki, skoro będę kucharzem? Dobra - wiedzieć dlaczego coś się dzieje tak albo inaczej, ale bez przesady. A, no i jeszcze w kuchnii przyda mi się funkcja kwadratowa - na pewno. -.- wiem, że znajomość tego tematu może kiedyś mi się przyda, ale błagam. Nigdy wybitnym mózgiem nie byłam.
    Ten Voyage to super rzecz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porywa cię zboczeniec i grozi że jeśli nie powiesz mu o co chodzi w funkcji kwadratowej i na czym polega to cię nie wypuści xD Wtedy ci się przyda :D

      Usuń
  11. Po prostu bajka! Chociaż nie podoba mi się ten obowiązkowy test z wf (co, jeżeli któryś z uczniów jest np. zwolniony z powodów zdrowotnych?), to wszystko inne bardzo przypadło mi do gustu. Zwłaszcza możliwość korzystania z kalkulatora, bo marna jestem z matematyki, oj marna :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli masz takie zwolnienie to musisz robić albo muzykę i sztukę równocześnie, albo religię i filozofię na raz. :) Wtedy oczywiście nie możesz brać udziału w sporcie i być oceniana, ale wyznaczoną liczbę kursów trzeba zdać.

      Usuń
  12. Matma po niemiecku - niezła pscyhodela ;D Choć po głębszym zastanowieniu muszę przyznać, że o wiele bardziej psychodelicznym z tych 2 elementów jest dla mnie... matma. Z niemieckim jeszcze od biedy bym sobie poradziła, natomiast gdybym jeszcze raz miała uczęszczać na lekcje matmy... brrr! [To jest ta chwila, w której uświadomiłam sobie w pełni, jak wielką traumą musiało być dla mnie liceum ;P]
    Ten pomysł z odrzucaniem przedmiotów strasznie, strasznie mi się podoba! Tylko dlaczego dopiero na tak późnym etapie? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dlatego, że po 10 klasie można opuścić szkołę i iść na mini studia, takie przygotowanie zawodowe albo nawet iść już do pracy, ponieważ do niektórych zawodów już jesteś przygotowany! Niemcy kształcą wszechstronnie kładąc nacisk na wszystkie przedmioty, więc kończąc 10 klasę masz względne umiejętności w nich wszystkich. :)

      Usuń
    2. Wiesz, moje nieszczęsne liceum ogólnokształcące też teoretycznie kształciło wszechstronnie. Myślisz, że dzisiaj umiem coś z chemii, fizyki albo matmy? Nope :) Z matmy nie rozwiązałabym ani jednego zadania z arkusza matury podstawowej ;P
      Moim zdaniem uczenie pewnych ludzi niektórych dziedzin wiedzy (np. mnie fizyki ;P) jest stratą czasu i przy okazji również tym ludziom marnuje się czas, który mogliby poświęcić na rozwijanie czegoś, co ich bardziej interesuje, w kierunku czego mają bardziej rozwinięte zdolności itd. Jestem za elastycznym modelem nauki, w którymi ludzie w szerokim zakresie sami sobie dobierają przedmioty.
      Z tego co piszesz, to u Niemców pod tym względem jest trochę lepiej, ale też szału ni ma. Z tekstu wnioskuję, że wyeliminowano to, co było bolączką w moim liceum, tzn. marnowanie czasu lekcji na snucie jakichś dziwnych rozważań egzystencjalnych przez nauczyciela, nie mających żadnego związku z programem lekcji. A potem od ucznia się jeszcze oczekiwało, że tego, czego nie zrobił nauczyciel na lekcji, ma uczeń zrobić sobie sam w domu... jakby już całego pół dnia nie marnował w szkole :P No i chyba też macie nastawienie bardziej na praktykę a nie jakieś teoretyczne pierdoły. No i jest kalkulatorek ;)

      Usuń
    3. Jest trochę teorii, ale oczywiście praktyka i ćwiczenie przede wszystkim. :)
      Och do matury też będę musiała uczyć się sama, bo niektórzy nauczyciele są wyjątkowo nieogarnięci. xD

      Usuń
  13. Skomplikowane to :o. Ja mimo wszystko chyba jednak wolę polską szkolę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest tak źle. ;) Może ja to tak opisałam. xD
      Ja jednak wolę tą, testów gimnazjalnych nie musiałam pisać. xD

      Usuń
  14. Hej :)
    Bardzo mi się spodobał twój tekst, cieszę się, że mogłam poznać dokładniej system nauczania w Niemczech :)
    Jeśli masz czas - zapraszam :)
    http://zaczytana-iadala.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Tak mnie zaciekawiła twoja notka, że aż dałam mamie do przeczytania :) Zawsze wiedziałam, że mamy głupi system i wszędzie jest lepiej...ale tego się nie spodziewałam. Ogłaszam wszem i wobec, że przeprowadzam się do Niemiec!

    OdpowiedzUsuń
  16. Powiem Ci szczerze, że niemiecki mnie przeraża. Mimo że uczę się go już rok, to nie rozumiem prawie nic. Urządzenie edukacji brzmi trochę skomplikowanie, ale myślę, że system jest i lepszy niż u nas;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Fajnie, że opisałaś jak to u Ciebie wygląda! Ciekawi mnie jeszcze to, że w każdym landzie jest inaczej. Tak jakoś śmiesznie ;D
    Z tymi kalkulatorami to u nas jest podobnie, w liceum można z nich korzystać (no, może nie z takich wypasionych jak ten voyage, fajne urządzonko :D), a na maturze dostaje się tablice wzorów.
    Dziwne wydaje mi się to, że nauczyciele muszą mieć kwalifikacje z dwóch przedmiotów. Potrzebne to? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak, skoro jak się dowiedziałam, w Polsce też już wprowadzono taki wymóg. :)A na pewno więcej się zarabia. ;)

      I np. kolejna rzecz związana ze szkołą, która w każdym landzie jest inna to terminy wakacji. xD

      Usuń
  18. Niemieckiego się wprawdzie uczyłam, ale wszystko wyparowało, a niektóre słówka to nie daj boże, język można połamać, wolę polską szkołę, która i tak mam już dawno za sobą :0

    OdpowiedzUsuń
  19. O rety... Ale cóż, ja już polskie szkoły pokończyłam, teraz studia. Przyznam, że z jednej strony ta nauka w Niemczech brzmi lepiej i po części lżej z finansami :) Ale ta rozbieżność z wakacjami i to takie krótkie... ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. ŁAŁ! Dziwnie, fajnie i ciekawie! Duża część opisanych rzeczy wydaje się być o wiele wydajniejsza od naszego systemu.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz! Do zobaczenia przy kolejnym poście!
Xoxo