Sophie & Bucherwelt
  • Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca
  • Recenzje
    • Autorami
    • Tytułami
    • Filmów i seriali
  • Przeczytane
    • 2012-2017
    • 2018
  • Kolekcja Ricka Riordana
  • Różne
    • Zdobycze
    • Must have
    • Miesiąc z...
    • Jak zacząć blogować?
    • Oceny
Trzy lata czekania, pierwsze rozczarowanie, lecz i niegasnąca nadzieja na poprawę. Czy jeden kłamiący detektyw może wywołać istną burzę emocji i odbudować wiarę? Hej! To w końcu Sherlock... Zapraszam!


Do drugiego odcinka po klapie z pierwszym podeszłam z pewną ostrożnością. Choć zdecydowanie dało się go przeżywać - w końcu emocjonalny rollercoaster jej! (a miałam panować nad fangirlingiem... czy coś tam) - to jednak żyła we mnie pewna nadzieja... Miałam nadzieję, że znajdzie się tu wyjaśnienie dla nijakości "The Six Thatchers", że to wszystko nabierze głębokiego sensu i będę mogła znów pokręcić głową z uznaniem, że dałam się wrobić. Tak się nie stało, jednak pozostaje nadzieja, że finałowy odcinek czwartego sezonu da mi wszystkie odpowiedzi i ostatecznie będę mogła zwrócić honor. Naprawdę chciałabym się mylić, bo to w końcu Sherlock! Choć muszę dodać, że zwykle kolejne sezony przebijały poziom poprzedniego, wzbijając się na wyżyny, które myślałam, że już zostały osiągnięte, ale teraz w czwartym sezonie na razie nie mogę tego dostrzec.

-Sherlock opuścił mieszkanie.
-Paliło się? 
(Krótka historia ferii zimowych typowego mola książkowego XD)

Najlepsza część odcinka to moment, w którym Faith przychodzi do Sherlocka. Cała noc, którą spędzili razem jest naprawdę cudowna! Bardzo mi się podobał ten wątek. To, że Sherlock nie puścił niedoszłej samobójczyni samej i że zabrał ją na frytki...
-Niesamowite - powiedziała po tym, jak "rozłożył" ją na części pierwsze.
-Wiem - odpowiedział Sherlock.
-Miałam na myśli frytki. 


Cudowny szczegół, że okrążał budynki tworząc napis dla Mycrofta (fuck off) - swoją drogą, czy to nie jest delikatna przesada z tym, że wszystko zostało rzucone w diabły, bo Sherlock wyszedł z domu?! Znaczy się... Ja bym pewnie rzuciła wszystko w diabły, ale mówimy tu o rządzie, części najważniejszych osób w kraju, więc bądźmy poważni. Rozumiem, że jedna osoba mogłaby zostać przydzielona jako "ogon", ale nie kilkanaście...

Jak już jesteśmy przy Mycrofcie, to scena z końca odcinka, kiedy jego współpracowniczka (która miała dziewczynę, choć to niekoniecznie wyklucza jej zainteresowania starszym Holmesem, bo wiecie - nic tak nie działa na babki, jak wyprowadzenie przez ochronę i oskarżanie o zbrodnie) daje mu swój prywatny numer, a on go odkłada i bierze, bo sam nie wie, co z tym zrobić... CUDO. (Podobno ich spotkanie w gabinecie, po którym poprawiają ubrania było bardziej intymne, niż mogłoby się wydawać hehe). Brakowało mi tych cudownych, komediowych akcentów. Moffat, good to have you back in shape!

Bohaterem odcinka zostaje jednak: Pani Wspaniała Hudson. Dawno się tak nie uśmiałam, cóż za wspaniała osóbka. Kto jeszcze myślał, że to Sherlock gwizdnął komuś auto i z przytupem zajechał pod dom psychiatry Johna? Przecież 'kiedy Sherlock próbuje nawiązać kontakt, to nie sposób tego nie zauważyć' - mówi John i bum! 

 

A to pani Hudson!
-Czy zauważyła Pani, jak szybko jechała?
-Skądże, rozmawiałam przez telefon. ♥♥♥
I ten moment, gdy wymogła przyrzeczenie na Johnie, że obejrzy Sherlocka, jeżeli tylko będzie miał okazję.
Tadam!
-Akurat przypadkiem mam go w bagażniku, to co zerkniesz teraz?


Jeżeli ktokolwiek powie, że istnieje jakaś lepsza wersja pani Hudson, to zaprawdę powiadam Wam, że się myli. Wdowy po handlarzu narkotyków, której Sherlock pomógł doprowadzić do egzekucji wyżej wspomianego, jeżdżącej sportowymi samochodami (gdzie ona go trzyma?!), nie da się pobić. Tę scenę mogłabym po prostu zacytować słowo po słowie, choć obejrzałam ją tylko dwa razy. Cudowne momenty, gdy Sherlock narzeka na to, że go upuszczono, a pani Hudson zauważa, że to tylko dlatego, że niosące go osoby go znały. Gdy pił z wazonu i narzekał, że woda jest mulista. Naprawdę nie wiem, czy to nie jest czasem najlepsza scena w tym serialu jak dotąd. Moffat, tak tylko... Kocham Cię!

Jednak to nie koniec pochwał i słów uznania pod adresem pani Hudson! Mycroft wywraca mieszkanie Sherlocka do góry nogami próbując odkryć, co doprowadziło go na skraj śmierci do większego niż zazwyczaj szaleństwa, a pani Hudson, która wcale nie ma tak wyjątkowego umysłu, jak Holmesowie, po prostu zauważyła, co Sherlock robi, gdy coś go trapi. Niszczy kominek! Wzruszyłam się normalnie.



Mary, ach Mary. Przez kilka sekund serce zabiło mi mocniej, ponieważ pojawiło się to niedowierzanie, ta sugestia, że jednak żyje, przeżyła, nieważne jak (Trolle musiałyby się tłumaczyć dopiero po tych wszystkich łzach wzruszenia)! A potem okazało się, że John rozmawia sam ze sobą. I okazuje się, że jest o wiele bystrzejszy niż ktokolwiek mógłby się spodziewać! Zawsze było wiadomo, że Sherlock jest genialny. Potem pojawiała się Mary, również niezwykle sprytna i inteligentna. A John na początku zachwycał się wywodami Sherlocka, a potem przewracał oczami na jego popisywanie się. A teraz wszystkim niedowiarkom pokazał, że ma niesamowity potencjał, nie wspominając o wrażliwości. Martin Freeman był wspaniały w tym odcinku! 


W ogóle ktoś jeszcze zauważył, że gdy Sherlock sięgnął po czapkę pod koniec odcinka, to wyglądało na to, że on też widzi Mary? Wiele osób może narzekać, że Sherlock stał się zbyt emocjonalny, że przeżywa itd., jednak według mnie nawet taka postać nie może stać w miejscu! Przez to, że uczy się empatii nie znaczy, że nagle zgłupieje i straci swoje umiejętności, czy cechy, które wszyscy tak uwielbiają. To oznacza tylko, że dalej się rozwija - a tego oczekujemy od wszystkich fikcyjnych bohaterów, gdy śledzimy ich historię, więc czemu nie od Sherlocka?


















Nie porzucam jednak jeszcze Watsona, ponieważ końcówka wzbudziła moje wątpliwości. Hola! Ja wiele mogę przyjąć na klatę, ale scena, w której John przekonuje Sherlocka, że Irene Adler (spoiler-niespoiler, gdyby ktoś zapomniał... żyje) to top materiał na dziewczynę, to aż mnie rozbawiła. Negatywnie. Śmiech zwątpienia. Patrzyłam z niedowierzaniem i lekkim zażenowaniem na tę scenę (chyba nie mniejszym niż Sherlock). No wiecie... Bądźmy poważni. 


Nie miałam nic przeciwko temu, że wróciła - w senie wiadomo było, że Sherlock ją ocalił, bo lubi wyzwania i w pokrętny sposób szanuje ludzi, którzy potrafią go wykiwać. Miałam po prostu nadzieję, że Sherlock kłamał na temat śmierci kogoś innego. Nigdy nic nie jest pewne w tym serialu - dopóki nie podsumuje tego Greg (xD), więc może scena z dachu z końcówki drugiego sezonu... wcale nie wyglądała, tak jak nam to pokazano? Nadzieja umiera ostatnia!

Przejdźmy teraz do przewidywalności i tego, że w tym odcinku w ogóle mi ona nie przeszkadzała - inne elementy odcinka to bez problemu rekompensowały. Właściwie końcówka była baaardzo przewidywalna - to, że John ruszy niczym rycerz na białym koniu wdowa po handlarzu narkotyków sportowym samochodem, który też ma dużo koni, na ratunek Sherlockowi i zdąży w ostatnim momencie. Prawie wszyscy spodziewali się Sherlocka w bagażniku wyżej wspomnianego sportowego auta. Tego, że po słowach Johna, że potrzebuje drugiej opinii do drzwi zapukała Molly... (Btw. dajcie jej jakiś fajny wątek w tym sezonie!)  Jednak i tak by super! Nie przeszkadzało mi to, że sugestie przeradzały się w fakty. Bawiłam się i zachwycałam grą słów i "przypadków". A najbardziej podobało mi się to, że wszystkie elementy, które mogły wydawać się przypadkowe w odcinku, pod koniec złożyły się w logiczną, piękną, gotową do podziwiania i chwalenia całość. Można? Można!


Baaardzo zaintrygowało mnie to, że Sherlock zaprosił wszystkich na imprezę do nowej terapeutki Johna na dwa tygodnie za nim on w ogóle przypadkowo ją wybrał (jeżeli dobrze zrozumiałam chronologię, to była jego pierwsza wizyta?). Wszystko nabiera oczywiście sensu po obejrzeniu rozszerzonej wersji wiadomości zza grobu od Mary, gdzie Sherlock sobie po prostu wszystko rozplanował, więc wiedział, że pani Hudson akurat tego dnia zawiezie go do Johna, bo jest pod takim wpływem... Wait, what? Blisko trzy tygodnie temu wiedział, że John tego dnia, o tej godzinie będzie u terapeutki, którą wybrał na podstawie dość sporej listy kryteriów (godzina, płeć, kto o tym wie) i że pani Hudson właśnie wtedy go tam zabierze... Może dlatego to nie ja piszę scenariusze, bo bym umarła przy próbie stworzenia logicznej, nie dającej sobie nic zarzucić wersji. 










Tak tylko już krótko wspomnę ponownie o tym, jak szalenie inspiruje mnie obróbka graficzna i efekty specjalne w Sherlocku. Nie raz kręcę nosem na zielone tło w serialu i potem mówię sobie: hej, to w końcu nie jest Gra o Tron, nie ma takiego budżetu, jak film o superbohaterach, nic dziwnego, że coś wygląda cholernie nienaturalnie. Jednak wszystko tutaj jest po prostu idealne. Byłam wpatrzona jak w obrazek, gdy Sherlock "zawiesił" kartkę na tablicy korkowej i manipulował oknem, a to tylko malutki przykład z tego odcinka. Czy wspomniałam, jak cudowne przejścia ma Sherlock? Może niekoniecznie w tym odcinku (w pierwszym były cudne), bo tutaj za przejścia służyły urywki z seryjnym mordercą Smithem, ale ogólnie efekty i zabawa formą w Sherlocku to był to jeden z powodów, dla których interesowałam się reżyserią.

W odcinku nie mogłoby zabraknąć zagadki kryminalnej i z pewną ulgą muszę powiedzieć, że jestem zadowolona z tego, jak poprowadzono ten wątek. Był interesujący, intrygujący i nie opuszczała mnie ta nutka zaciekawienia, czy Sherlock na pewno ma rację? Zwłaszcza, gdy kolejne elementy zdawały się tylko zaprzeczać jego hipotezie? Reklama płatków, to, że nigdy nie spotkał się z Faith, bo ona go nie zna, a on był wtedy naćpany i sam nie wie, a nawet taki szczegół, że gdy chodził nocą po Londynie, to obrazy z kamery łapały tylko jego i Mycroft nawet zapytał, czy z kimś jest, ale to nie było pewne. I potem zaserwowano widzom to jakże sprytne przerobienie historii o Hermanie Webster'ze Mudgett (znanego jako H. H. Holmes), który zamienił swój Hotel na dwór (strachów i) morderstw, a główny bohater zrobił podobnie, choć użył szpital jako swój "plac zabaw". Genialne! Interesująca zagadka, nietypowy zbrodniarz, pewna niepewność i zmieszanie, a następnie emocjonujący, niesamowicie dobry finał.


Jednym z najważniejszych wątków w tym sezonie bez wątpienia jest rodzeństwo Sherlocka - jak się okazuje jest nie tylko Mycroft, ale i evil sister (podobno Trolle od daaawna czekały, aby napisać ten moment w scenariuszu) oraz najwyraźniej... brat bliźniak Sherlocka? Znaczy się ja nie skreślam od razu evil sister, ponieważ nie tylko najwyraźniej jest równie genialna, co Sherlock i Mycroft - pojawiła się w jego mieszkaniu i on odczytał ją dokładnie tak, jak chciała, a do tego naprowadziła go na sprawę seryjnego mordercy (choć chciałabym baaardzo wiedzieć skąd miała kartkę, którą napisała Faith EDIT: po obejrzeniu z napisami dowiedziałam się, że od seryjnego mordercy we własnej osobie, ale w takim razie... dlaczego???). Będzie mi przykro, jeżeli się okaże, że to ona stworzyła Moriarty'ego. Jednak evil sister ma na imię Euros, a przez te dwa odcinki przewijał się również Sherrinford (nie mówiąc o tym, że jego istnienie w kanonie jest tak jakby potwierdzone, choć nie został on nigdy wspomniany. W tamtych czasach najstarszy syn zajmował się majątkiem, dzięki czemu Mycroft mógł być pracownikiem rządu, a Sherlock, najmłodszy, detektywem). To, co Mycroft o nim powiedział (jest bezpieczny) sugeruje, że się ukrywa lub jest w ukryciu trzymany.  I do tego rzecz, którą zauważyła eM, czyli to, że w dniu urodzin Sherlocka, w kalendarzu Mycrofta było zaznaczone, żeby zadzwonił do Sherrinforda (eM zwróciła uwagę również na cytat, że "ludzie zawsze poddają się po trzech próbach" - to może być wskazówką), więc to mogłoby sugerować, że mają urodziny tego samego dnia. Fandom by chyba umarł, gdyby Sherrinforda zagrał Tom Hiddleston i był bliźniakiem Sherlocka. 

Nie wiem, czy widzieliście krótką zapowiedź trzeciej serii. Trzy wskazówki. Thatcher. Smith. Sherrinford. Były popiersia, był seryjny morderca... Czas na drzewo genealogiczne Holmesów! Niedzielo nadchodź! 

"The Lying Detective" oglądało mi się naprawdę dobrze i bardzo się z tego cieszę. Odcinek jest bardzo emocjonujący, może pozornie chaotyczny, a jednocześnie pięknie logiczny i łączący wszystkie swoje wątki (no, do pewnego stopnia!). Fani - a zwłaszcza osoby zawiedzione premierowym odcinkiem czwartego sezonu - nie powinny się zawieść!

PS. Wszystkie te gify są dla mnie bardzo ważne, nawet jeżeli mogłoby się wydawać, że jest ich za dużo i przesadziłam. Jednak czy da się w ogóle przesadzić z gifami z Sherlocka?! NIE SĄDZĘ!
Podziel się
Sherlock to serial jedyny w swoim rodzaju - co do tego nikt nie ma wątpliwości. W dzisiejszych czasach, aby program opłacał się stacji, to musi pojawić się jeden sezon rocznie. Nie ma bata! Ma być sezon (rozciągnięty przez półfinały oraz różne święta w czasie) i jest on wręczany widzom punktualnie - dopóki nie skończy się materiał i/lub zainteresowanie (a wtedy mimo tego, że skończył się materiał, to i tak są dalsze sezony ugh). Jednak fani Sherlocka nie mają tak łatwo - dwa lata przerwy po sezonie drugim, a teraz trzy po trzecim (czy to znaczy, że na piąty będziemy czekać cztery lata? Widzę w tym wzorzec normalnie...). Jest to coś innego, wyjątkowego w serialowym świecie - nie tylko ze względu na frekwencję, ale i obsadę, jakość, reżyserów i milion innych rzeczy. Taki właśnie jest Sherlock, czy też może... w chwili obecnej... był?


Nie było mi łatwo zabrać się za napisanie czegokolwiek o tym odcinku. Znacie to uczucie. gdy powinniście się uczyć do egzaminu lub pisać magisterkę i wtedy odkrywacie, jak wiele możliwości daje świat (tj. ile jeszcze ciekawych filmów i seriali nie obejrzeliście?). Tak więc ja unikałam Sherlocka jeszcze skuteczniej niż nauki (a jestem w tym mistrzem!). Jednak świat należy do odważnych, prawda? Nadszedł więc czas, aby zmierzyć się z pierwszym odcinkiem czwartego sezonu, na który czekaliśmy trzy lata. TRZY LATA! 

I otrzymaliśmy coś takiego?!

Kiedy oglądałam odcinek po raz pierwszy (brytyjska premiera pierwszego stycznia) bardzo przeżywałam pierwsze minuty. Typowy fangirling, wiecie? Jednak nawet przez niego przebijały się powoli pewne wątpliwości. Coś tu nie gra... Dlaczego on się tak zachowuje? Nie rozumiem... I gdyby to jeszcze było jak za starych dobrych czasów, gdy KAŻDY element miał znaczenie w momencie konkluzji, to teraz rozpływałabym się w zachwytach, jak to Trolle ponownie zagrały wszystkim na nosie. Jednak tak nie było.


Uwielbiam smaczki, gdy coś czytam lub oglądam. Wewnętrzne żarciki lub teksty (ale i mnóstwo innych elementów jak ubranie), które zrozumieją tylko fani danej produkcji czy serii. Uwielbiałam to jak pięknym ukłonem w stronę fanów Sherlocka był pierwszy odcinek trzeciego sezonu, ponieważ zrobiono go ze smakiem i finezją. Za to tutaj pojechano po bandzie dosłownie co kilka minut zasypując nas tekstami, które już dobrze znamy i kochamy, a pod tą przykrywką pokazując, że.... właściwie nie mają nam nic nowego do pokazania? Spojrzałam na zegarek i ze zgrozą zauważyłam, że minęło pół godziny, PÓŁ GODZINY, które nic nowego nie wniosły, a były próbą zagrania na emocjach. Mnóstwo przypadkowych scen, przeskakiwania z wątku na wątek, które ostatecznie nie miały żadnego znaczenia...  I wtedy zrobiło się nudno. 


Lubię Mary, uwielbiałam to, jak poprowadzono jej postać. Od uroczej, cwanej babki z pierwszych dwóch odcinków sezonu trzeciego do intrygującej, skomplikowanej postaci, którą okazała się być w ostatnim odcinku. To było dopiero coś! Jednak jak dla mnie temat się skończył, ponieważ - tak tylko przypominam - NADAL nie wiemy, jak Sherlock przeżył. Za to postanowiono po poświęceniu całego finału trzeciej serii Mary, dać temu wątkowi również premierę czwartej. Gdyby to jeszcze było niezwykle interesujące lub wciągające... A naprawdę okazało się być zwykłym, niezbyt ciekawym zapychaczem, jak zamach bombowy w sezonie trzecim, który jednak zupełnie nikomu nie przeszkadzał, bo ostatecznie uzupełniał odcinek, a tutaj...  to po prostu było. Dlaczego? To wiedzą chyba tylko Trolle.

Jedno uczucie bije mi w piersi, gdy myślę o "The Six Thatchers" - wielkie rozczarowanie. Zmarnowane trzy lata czekania, zmarnowany potencjał. Jeszcze zanim zaczęłyśmy oglądać odcinek z eM to mówiłam z pełną pewnością, że Sherlock nie mógłby okazać się zły, to w końcu Sherlock! Trzy odcinki raz na kilka lat dopracowane do perfekcji, doszlifowane do tego stopnia, że każdy z nich jest małym dziełem sztuki! Miałam tę pewność w sobie, bo to w końcu... Sherlock...


Nie będę wytykać placami czyja to wina, ale powiedzmy sobie szczerze - nigdy nie uważałam Marka Gatissa za wybitnego scenarzystę. Jest dobry, ponieważ w końcu stworzył wraz z drugim Trollem trzy piękne sezony i odcinek specjalny, ale np. z "Doctora Who" nie pamiętam ani jednego jego odcinka szczególnie dobrze - i nie chodzi tu o zatarte szczegóły, a wrażenie. Z drugiej strony i nie wszystkie odcinki wcielonego zła Moffata są dobre, ale skłamałabym, gdyby powiedziała, że większość z nich nie należy do moich ulubionych - on stworzył najlepsze i kultowe postacie i potwory w Doctorze. Nienawidzę go, bo go uwielbiam! Pozostaje więc ten strzępek nadziei, że drugi odcinek - jego odcinek - będzie lepszy. 


Czy śmierć Mary mnie zasmuciła? Zapewne by tak było, gdyby nie była tak okropnie przewidywalna. Jak właściwie wiele momentów w tym odcinku. Mary uciekła, aby ochronić Johna i Rosie - przewidywalne. Sherlock ją odnalazł - przewidywalne. Śladem Johna i Sherlocka podążał nowy prześladowca Mary - przewidywalne. Mary wyskakująca przed Sherlocka, którego OSTRZEGAŁA kilkakrotnie i próbowała powstrzymać - przewidywalne. Wiadomość na DVD nagrana zapobiegawczo przez Mary - przewidywalne. Zadanie dla Sherlocka - przewidywalne. Jak dla mnie sprawa jest jasna - to Sherlock ją zabił. Zabił ją tym, że zamiast skonfrontować się z winną osobą w biurze Mycrofta, gdzie nie miałaby szans nikogo skrzywdzić, postanowił zabrać Johna i Mary do akwarium i z próżności pochwalić się swoim odkryciem. Zabił ją tym, że nie mógł się powstrzymać od niebezpiecznego prowokowania nie mającej nic do stracenia kobiety. To Sherlock zabił Mary... Bo chciał się popisać. (Tak już całkiem na marginesie to przepraszam bardzo, ale co za dźwięki wydawał z siebie John, gdy trzymał w ramionach ciało Mary? XD)




Czy są jednak dobre strony tego odcinka? Na szczęście mogę powiedzieć, że tak! Co prawda wiele osób na to narzekało, a jednak ja jestem absolutnie zachwycona efektami specjalnymi z pierwszego odcinka. Może można by było narzekać, że jest tego za dużo, ale ja nie zamierzam, ponieważ to zawsze była jedna z najlepszych części składowych Sherlocka - bawienie się efektami w sposób, w jaki nikt inny nie próbował. Każdy sezon miał coś wyjątkowego do zaproponowania, nawet odcinek specjalny! W premierze czwartej serii najbardziej rzuciło się chyba w oczy zaprezentowanie facetime'ów, gdzie ekrany rozmowy były "wiszącymi" w powietrzu "oknami". Choć z jednej strony naprawdę mnie ciekawi, czy ludzie faktycznie używają tej funkcji, to jednak nie mogę odmówić, że bardzo mi się spodobało takie jej przedstawienie! Do tego twarz Sherlocka, która pękała niczym rozbite popiersia, czy moment na moście - cudowne!













Najlepsza postać odcinka - Greg (Gavin? Graham? Geoff?) Lestrade. (Tak na marginesie to ludzie potrafią się czepiać tego, że wiele aktorów było opalonych w tym odcinku, w tym właśnie Rupert Graves. Serio? XD). Oglądając po raz drugi czułam, jak wiele fragmentów odcinka było po prostu... wymuszonych, inaczej tego nazwać nie umiem. Popisywanie się Sherlocka swoimi umiejętnościami - Trolle my już wiemy, co Sherlock potrafi. Nie musi on rozkładać na czynniki pierwsze mnóstwo przypadkowych osób tylko dlatego, że zabrakło Wam pomysłów na coś innego... Mycroft i jego "nie rozumiem ludzi", to po prostu oczy mnie zabolały tak nimi przewróciłam. Jest za to iskierka w tym wszystkim - Greg Cudowny Lestrade. Prawie wszystkie momenty z nim są absolutnie naturalne, zabawne i świeże (poza tym "rozwiąż to w końcu Sherlocku ugh"). Zauważyliście, że Sherlock powiedział poprawie jego imię (no już dobrze, John podpowiadał, ale radość Grega była niczym małe słoneczko!)? Cudowną rozmowę Johna i Grega o "dzieciach"? Fragmenty o zbieraniu laurów do momentu, w którym John znów napisze coś na blogu i okaże się, że to Sherlock tak naprawdę rozwiązał zagadkę? Kocham Cię, Greg!
I moment, w którym Sherlock mówi do dziecka (i dostaje grzechotką za bezczelność, GO ROSIE!), gdy Mary przyciska twarz Sherlocka do okna oraz balonik aka John również są piękne!


Gdyby ktoś chciał sobie porównać, to tytuł oraz niektóre elementy historii inspirowane są opowiadaniem Doyle'a "Sześć popiersi Napoleona".  Zaczerpnięto również co nieco ze "Znaku czterech" oraz "Żółtej twarzy". W odcinku pojawił się także klient, którego sytuacja była podobna do historii Jabez'a Wilsona z "Ligi rudzielców".

"The Six Thatchers" to nie był odcinek, który spodziewałam się obejrzeć po trzech latach oczekiwania. Im dłużej rozmyślam nad jego wątkami, tym bardziej mnie irytuje zmarnowanie premiery czwartego sezonu przez tak wiele niepotrzebnych elementów i scen, które nic nie wnosiły do całości, a były odgrzewanym kotletem.  Po prostu ten odcinek był słaby. I tyle. Czy też... aż tyle?
Podziel się
Witam w 2017! ♥ Na początku zeszłego roku miałam baaardzo ambitny plan - od samego już początku chciałam zbierać tytuły do moich podsumowań roku, ale zanim się za to zabrałam... Była już połowa grudnia. :D Typowo po prostu! Może w tym się uda? Na szczęście nic straconego! Zaczniemy w końcu od najfajniejszego tematu.

Czas oficjalnie zacząć mój autorski Miesiąc z... Naj, naj, naj 2016 roku - najlepsze, najwspanialsze, najbardziej zapadające w pamięć. Na pierwszy ogień: okładki. 

Tradycyjnie pokażę Wam najpierw okładki książek przeczytanych w 2016 roku, które szczególnie skradły mi serce. 
Dwie pierwsze książki może nie powalają swoją treścią, ale ich okładki mają w sobie to coś. Zwłaszcza na żywo!

Kolorystka jest obłędna. Nie mogę się doczekać, jak będę miała w ręku drugi i trzeci tom trylogii!
Prosta, lekko zakręcona, ale podoba mi się w niej wszystko - od dopasowania głowy do cudownej treści po czcionkę tytułu.

Po prostu śliczna.
Są takie piękne. Proste, ale mają w sobie ten klimat. Muszę je mieć *o* (Poza drugą, bo już ją mam  ♥)

A teraz czas na okładki książek, których jeszcze nie czytałam (a niektórych pewnie nigdy nie przeczytam), ale mnie po prostu zauroczyły!

 Wielka szkoda, że podobno ma nie wyjść w Polsce. :( 
Taka prosta, a taka piękna. 

Po prostu wow!

Podobno to New Adult, więc nie za bardzo mnie interesuje w tym momencie, to cała trylogia wygląda po prostu obłędnie. 
"To ooooooon
To upiór tej opery maaaaaaaaaa 
We władzy sny."
 Dlaczego nie mamy w Polsce tej okładki? DLACZEGO?
Co prawda jest to okładka fanowska, ale i tak wygląda obłędnie.   
Choć samo Hygge, które z dnia na dzień stało się bardzo modne, mnie nie interesuje, to okładka - zwłaszcza na żywo - mnie zachwyciła.

Jaka okładka szczególnie spodobała Wam się w zeszłym roku?
Podziel się
Nowsze posty Starsze posty Strona główna

O mnie

Blogerka. Studentka. Mieszkanka Berlina. Whovian. Slytherin. Cheerleaderka Riordana.
Dowiedz się więcej

“Reading is one of the joys of life, and once you begin, you can't stop, and you've got so many stories to look forward to.”

Benedict Cumberbatch

Znajdź mnie

  • Facebook
  • Instagram
  • Tumblr
  • Youtube

Kontakt

Dowiedz się więcej

Niedługo na blogu

Moja kolekcja Funko popów
Moja przygoda ze Skupszopem
Unboxing ostatniego World of Wizardry
Rick Riordan prezentuje
King of Scars

Polecane

  • Streszczenie: Złodziej Pioruna - Rick Riordan
    Cześć, tu Percy. Zostałem przekupiony niebieskimi pączkami, więc oto przybywam, aby powrócić do korzeni i opowiedzieć Wam o początkach mo...
  • W jakiej kolejności czytać książki Ricka Riordana?
    Książki Ricka Riordana są obecne w moim życiu od ponad siedmiu lat. Bez nich prawdopodobnie nie byłoby tego bloga. Zaczęłam czytać se...
  • Najciekawsze wydania Harry'ego Pottera
    Wygląd książki jest bardzo ważny, choć zapytani o to, mówimy, że nie można oceniać książki po okładce, zwłaszcza gdy bronimy ulubionej powi...
  • Streszczenie "Harry'ego Pottera i przeklętego dziecka" 1/2
    Witam! Wasze piękne oczka Was nie mylą. Poniżej znajdziecie streszczenie pierwszej części scenariusza fan fiction zatytułowanego "...
  • Konkurs
    Na uczczenie sześciu miesięcy specjalnie dla Was konkurs! Do wygrania jest 'Niezgodna' autorstwa Veronic'i Roth. Moja rec...
  • Projekt: Kończę serie wydawnicze
    Kończę serie wydawnicze, czyli mój mały, własny cel czytelniczy, który staram się realizować i w ogóle mi nie idzie. :) Jak już niby idzi...
  • Stos wrześniowy
    Za oknem buro, mnóstwo zadań do szkoły i brakuje czasu na czytanie. :( Jednak zawsze staram znaleźć czas na odwiedzenie Waszych blogów. :...
  • Stos książkowy
    Wracam z wyjazdu, a tam książki czekają. :D Miła niespodzianka! No i było kolejne przemeblowanie, ostatecznie niektóre książki stoją na st...
  • Druga rocznica założenia bloga
    Dzisiaj - 13 stycznia 2014 roku - mój własny, amatorski, recenzencki blog skończył pełne dwa latka! Nie mogę uwierzyć, że już minęło tyle c...
  • Pierwsza rocznica bloga
    24 stycznia 2012 roku na moim blogu pojawiła się pierwsza notka. Sam blog założyłam 13 stycznia, lecz uznaję pierwszy post za takie prawd...

Archiwum

  • ▼  2019 (3)
    • ▼  lutego (1)
      • Rewatch Gry o Tron przed premierą ostatniego sezonu!
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2018 (17)
    • ►  lipca (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  maja (1)
    • ►  kwietnia (3)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (4)
  • ►  2017 (42)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (3)
    • ►  października (5)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  lipca (4)
    • ►  czerwca (3)
    • ►  maja (2)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  marca (3)
    • ►  lutego (8)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2016 (120)
    • ►  grudnia (9)
    • ►  listopada (9)
    • ►  października (6)
    • ►  września (9)
    • ►  sierpnia (8)
    • ►  lipca (8)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (11)
    • ►  marca (10)
    • ►  lutego (13)
    • ►  stycznia (17)
  • ►  2015 (161)
    • ►  grudnia (6)
    • ►  listopada (11)
    • ►  października (10)
    • ►  września (9)
    • ►  sierpnia (5)
    • ►  lipca (13)
    • ►  czerwca (15)
    • ►  maja (18)
    • ►  kwietnia (18)
    • ►  marca (18)
    • ►  lutego (18)
    • ►  stycznia (20)
  • ►  2014 (266)
    • ►  grudnia (19)
    • ►  listopada (23)
    • ►  października (26)
    • ►  września (17)
    • ►  sierpnia (21)
    • ►  lipca (20)
    • ►  czerwca (23)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (23)
    • ►  marca (26)
    • ►  lutego (28)
    • ►  stycznia (28)
  • ►  2013 (270)
    • ►  grudnia (23)
    • ►  listopada (19)
    • ►  października (23)
    • ►  września (21)
    • ►  sierpnia (21)
    • ►  lipca (20)
    • ►  czerwca (22)
    • ►  maja (29)
    • ►  kwietnia (22)
    • ►  marca (31)
    • ►  lutego (20)
    • ►  stycznia (19)
  • ►  2012 (135)
    • ►  grudnia (11)
    • ►  listopada (12)
    • ►  października (15)
    • ►  września (12)
    • ►  sierpnia (12)
    • ►  lipca (11)
    • ►  czerwca (15)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (12)
    • ►  marca (11)
    • ►  lutego (9)
    • ►  stycznia (3)

Ulubione

  • Mirabelka
    Gdańskie Targi Książki 2026
    2 dni temu
  • Gosiarella
    Czytnik e-booków na wakacje – dlaczego warto zabrać go ze sobą?
    5 tygodni temu
  • Patrycja W.
    Podsumowanie lutego
    6 miesięcy temu
  • eM
    Zagraniczne zapowiedzi: czerwiec, lipiec 2022
    4 lata temu
  • Patrycja
    Nieugięta bohaterka - "Wojna Makowa" Rebecca
    6 lat temu
  • Blair Blake
    Na skraju złowrogiego Boru, albo Wybrana Naomi Novik
    6 lat temu
  • Korvo
    Recenzja: Karpie bijem - Andrzej Pilipiuk
    7 lat temu
  • Harry Potter Kolekcja
    Regulamin konkursu "Twój Simon"
    8 lat temu
  • Abigail
    Bieg do gwiazd, Dominika Smoleń
    8 lat temu
  • Julia
    Małe rzeczy, bez których sobie nie radzę
    9 lat temu
  • Alicja
    Lair of Dreams
    10 lat temu
  • Wydawnictwo Jaguar
    Kuchnia Entego, chaos i "Jewel"
    11 lat temu
Pokaż 5 Pokaż wszystko

Deviantart

Dziękuję za zrobienie pięknego logo!
Wszystkie komentarze zawierające linki są moderowane.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

WAŻNE

Wszystkie opinie i recenzje zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa i nie wyrażam zgody nakopiowanie całości lub ich fragmentów bez mojej wiedzy i zgody (na podstawie Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Licznik odwiedzin

Obserwatorzy

Copyright © 2012 Sophie & Bucherwelt