BIG blog challenge - edycja pierwsza

Big Blog Challenge (czy też w skrócie BBC) to nowa zabawa dla blogerów, do której wszyscy są zaproszeni. :) Jest to pomysł autorki bloga Orcia na diecie, a idea jest bardzo prosta! Co tydzień losowane są pary i dobierane zadania zaproponowane przez uczestników. Pozostałe osoby oceniają, a kto jest lepszy, ten przechodzi do następnej rundy zabawy. :)

Moją przeciwniczką jest Milena z What is Milena doing..., a zadanie brzmi następująco: Napiszcie co by było gdyby dwie wasze ulubione książki zostały połączone w jedną historię! 

Uważam, że macie prawdziwe szczęście, że mi i Milenie nie trafiło się nic z obrazkami, ponieważ internet by tego nie przeżył. ;)

Źródło: weheartit.com
Pomysł zaiste ciekawy i myślałam gdzie wcisnąć moich ulubionych półbogów... Do Panem, czy do świata Dana Browna? Zdecydowałam się jednak na misz "Igrzysk Śmierci" z "Percym Jacksonem". :D Potem przyszedł czas na zastanawianie się, jak to przedstawić... Opis, fragment, a może opis z fragmentem? W końcu narodziło się krótkie opowiadanie, czy też wstęp do niego. Akcja dzieje się w drugiej połowie Kosogłosa i około trzeciego tomu serii Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy. ZAWARTE SĄ WIĘC TUTAJ SPOILERY. Sorry, not sorry.


Stąpałam bezszelestnie po ulicy. To nie było konieczne, ale czułam się osaczona. Moje ciało instynktownie dostosowało się do sytuacji. Łuk z naciągniętą cięciwą trzymałam przed sobą. Rozglądałam się niespokojnie. Holo nie pokazywało na tej ulicy już żadnych kokonów. Wszystkie rozbroiliśmy, ale i tak byłam pewna, że jest ich więcej. Mapa była przecież nieaktualna. 

Nazywam się Katniss Everdeen. Mam siedemnaście lat i pochodzę z Dwunastego Dystryktu, który już nie istnieje. Został zniszczony, jako ostrzeżenie dla reszty dystryktów. Uczestniczyłam w Głodowych Igrzyskach, a potem w Ćwierćwieczu Poskromienia… Uciekłam. Kapitol mnie nienawidzi i zrobi wszystko by mnie zniszczyć. A teraz wchodziłam z własnej woli w paszczę lwa, ciągnąc ze sobą przyjaciół.

Zaczęłam układać sobie powoli wszystko w głowie, po raz nie wiadomo który. Musiałam zacząć myśleć o prostych rzeczach, tych które na pewno są prawdziwe, a potem o tych trudniejszych… Tak mi poradził jeden z lekarzy, dzięki temu mogłam myśleć trzeźwo, a to było teraz najważniejsze. Musiałam być pewna, że to wszystko dzieje się naprawdę, że to jest rzeczywistość, a nie wytwór mojej wyobraźni. To na mnie teraz polegali, ponieważ straciliśmy dowódcę. Ale ja nie chciałam uwierzyć… Życie nie mogłoby być aż tak tragiczne…

Za mną szła moja drużyna nr 451, byliśmy „Drużyną Gwiazd”, dopóki mieliśmy kontakt z dowództwem, ale go straciliśmy. Jesteśmy teraz zdani tylko na siebie. Wszyscy mieli broń w pogotowiu, zostało nas nie wiele, więc musieliśmy być ostrożni. Na pewno nie poradzilibyśmy sobie teraz z oddziałem Strażników Pokoju, który mógł się pojawić w każdej chwili. Byłam niemal pewna, że dobrze wiedzą gdzie jesteśmy, choć chciałam wierzyć, że tak nie jest, jednak wszelka nadzieja, jaką miałam prawdopodobnie umarła.

-To aż podejrzane- szepnął Gale zrównując się ze mną.- Jest stanowczo za spokojnie, wydaje mi się, że Oni na coś czekają… Katniss wiesz gdzie jest najbliższy kokon?- Kokon to śmiertelnie niebezpieczna pułapka, która ma za zadanie zatrzymać nas lub zabić, jednak zdecydowanie częściej to drugie. Z irytacją sięgnęłam po holo, mapka rozwinęła się. Czerwone pikające plamki były kokonami. Zatrzymałam się, by po raz kolejny na nią spojrzeć. Drużyna ustawiła się w szyku bojowym, osłaniając mnie. Od początku wiedziałam, że tak naprawdę byli moimi ochroniarzami, a nie partnerami. Mimo wszystko uważnie sprawdziłam jeszcze raz ulicę, po chwili podniosłam wzrok z rozczarowaniem, nic się nie zmieniło… 

Spojrzałam w wycelowaną we mnie kamerę. Polluks i jego brat Kastor są naszą ekipą telewizyjną. Wcześniej wysyłali nagrania do Trzynastego Dystryktu, gdzie montowano z nami propagandowe filmiki, puszczane w telewizji. Nie wiedziałam co nagrywają teraz… Naszą powolną drogę ku śmierci?

Ścisnęło mi się gardło. Skłamałam by dostać się do serca Kapitolu, tylko po to, aby się zemścić. Liczyłam na to, że puszczą mnie samą, ale moja drużyna i tak ze mną poszła, zdając sobie sprawę, że nie mówię prawdy, a ja ciągnęłam ich na pewną śmierć. Tyle ludzi zginęło… I tyle zginie, a to wszystko przeze mnie. To ja byłam tą iskrą, która wznieciła ten pożar… Powstanie… Walkę o wolność. 
jw.

Panem jest olbrzymim państwem powstałym na ruinach Ameryki Północnej ze stolicą w Kapitolu, umiejscowioną w Górach Skalistych. Nazwa Panem pochodzi od łacińskiego wyrażenia Panem et Circenses, które dosłownie oznacza „Chleb i Igrzyska” Zdanie samo w sobie jest używane do opisania rozrywki, która ma odciągnąć uwagę opinii publicznej od spraw ważniejszych.

-Szybko uciekajmy!- Fennick wydał zduszony okrzyk w momencie, gdy poczułam niesamowite ciepło. Patrzyłam na plecy moim towarzyszy biegnących przede mną, oświetlone dziwnym nienaturalnym światłem, które po chwili zgasło. Temperatura stała się normalna. Oddech miałam płytki i urwany. Cressida strzeliła w jakiś budynek, usłyszałam jak wyłamuje się coś z trzaskiem. Wskoczyła w dziurę, a za nią reszta. Ja zostałam tam wciągnęta.
-Co to było?- Wycharczałam. Starałam się naprawdę by mój głos nie brzmiał jak pisk, jednak nic to nie dało.
-Może poduszkowiec?- Zasugerowała Messalla. Peeta prychnął.
-Poduszkowiec powystrzelałby nas z powietrza jak kaczki, więc szczerze w to wątpię.- Inni kiwnęli głowami na znak zgody.
-Nie mamy czasu by się nad tym zastanawiać- Oznajmiła Cressida.- Im krócej tu zostaniemy tym lepiej, możliwe jest, że to coś nas goni.- Gdy to powiedziała do pokoju wleciała strzała, ktoś chybił, bełt wylądował na ziemi, aby po chwili wybuchnąć. Zaczęłam kaszleć, zapach był ogromnie duszący. Nie mieliśmy wyjścia, wybiegłam jako pierwsza z powrotem na ulicę, chociaż był to najgorszy pomysł z możliwych. 

Stanęłam jak wyryta. Na ulicy stał rydwan. Podobny do tych wszystkich na których byli prezentowani trybuci w dniu otwarcia Głodowych Igrzysk. Ale ten był ze złota i do tego ciągnięty przez…skrzydlate konie. Wariuję, pomyślałam. Może to ten dym tak na mnie zadział? Sięgnęłam po strzałę i nałożyłam ją na cięciwę. Poprzednia wypadła mi z rąk. Dwie osoby stojące na rydwanie nie zaszczyciły nas nawet spojrzeniem, bo posyłały bełty w różne miejsca. Rudowłosa dziewczynka po chwili skierowała swój łuk w moją stronę i wystrzeliła zanim zdążyłam się zorientować. Nie miałam szans się uchylić, nie mówiąc o tym, że naraziłabym kogoś z mojej drużyny. Ona jednak chybiła. Bełt wylądował tu przede mną, cofnęłam się pewna, że to kolejna wybuchająca strzała, a wtedy z ziemi wystrzelił ogień, a ja zrozumiałam. Oni unieszkodliwili wszystkie pozostałe kokony, a dziewczynka uratowała mi życie. Jeszcze krok, a skończyłabym jako skwarek.

Wysoki blond włosy chłopak stojący obok dziewczynki na rydwanie, wypowiedział kilka słów. Nie kierował ich do nas, ale do niej. Odpowiedziała mu, a ja ze zdziwieniem zauważyłam, że nic nie rozumiem. Mieli do tego dziwny akcent, na pewno nie kapitoliński. 

-Rozumiecie ich?- Szepnęłam. Bałam się odwrócić do mojej drużyny, by sprawdzić czy wszystko z nimi w porządku. Mruknęli przecząco. Naprawdę nie wiedziałam co teraz zrobić, ci ludzie, kimkolwiek byli uratowali nam życie. Nie mogliśmy, więc ich zaatakować. To nie byłoby fair, ale… żadna wojna nie była uczciwa. Po prostu nie powinniśmy, czułam, że to było by nie właściwe. A jeżeli to zmiechy? Podniosłam łuk wyżej, dziewczynka spojrzała na mnie z rozbawieniem w oczach.
-Witajcie- powiedziała głośno i jak najbardziej zrozumiale. 
-Kim jesteście?- Krzyknęłam, zanim zdążyła ponownie się odezwać. Starałam się wyglądać na silną i pewną siebie, prawdopodobnie nie wyszło. Nie byłam na arenie i nie musiałam grać pod publikę, a poza tym naprawdę się bałam.
-Jestem Artemida, a to mój brat bliźniak Apollo.- Odpowiedziała takim tonem jakby to wszystko wyjaśniało. Zaraz… BLIŹNIAK?!
-Co tu robicie?- Chciałam dodać, po czyjej stronie jesteście, ale się powstrzymałam. Miałam mętlik w głowie. Zobaczyłam w srebrnych oczach dziewczynki złość. Jej brat wymruczał coś, kładąc jej rękę na ramieniu. Odwarknęła mu wzburzonym głosem.
-Przybyliśmy tu po…- Przerwała mrużąc oczy.- Co tu robisz chłopcze?
-Przysłali nas mówili, że mamy pomóc.- Powiedział ktoś. Szybko odwróciłam się w stronę chłopaka stojącego za nami. Czułam się co najmniej dziwnie, byliśmy na misji i musieliśmy iść dalej, a teraz staliśmy jak głupki w miejscu, nie mając pojęcia co się działo, no a przynajmniej ja nie miałam. 
-Nie potrzebujesz drzemki? Podróż cieniem wyczerpuje.- Powiedział Apollo żartobliwie. Chłopak go zignorował.
jw.
-Zaraz będzie to reszta. Hermes zgodził się ich przetransportować, ale Clarisse i tak uparła się polecieć swoim latającym rydwanem. Chce poszpanować- Wywrócił czarnymi oczami. Był niezwykle przystojny, oliwkowa cera, ciemne włosy i to oczy… Takie mroczne. Wyglądał jak większość mieszkańców Złożyska. Wyrwał mnie z zamyślenia pytając:
-Jakim językiem tutaj mówią?
-Angielskim, tylko trochę zniekształconym. Bardziej prymitywnym.
-O co chodzi?- Szepnął Gale.- Zgubiłem się. O co wam chodzi?- Zapytał głośno. Wszyscy zwrócili się w naszą stronę.
-No tak- powiedziała Artemida.- Przybyliśmy tu po syna Posejdona. Udało mu się przedostać przez barierę waszego państwa i zrobił sobie tu dzieciaka. Myślał, że Zeus się nie dowie, ale no cóż dowiedział się i kazał nam tu po niego przyjechać.- Wydawało mi się, że jest coraz bardziej poirytowana.
-Eee, pani Artemido…- Powiedział ciemnowłosy chłopak przestępując z nogi na nogę. Dlaczego nazwał dziewczynkę z pewnością młodszą od siebie panią?- Oni chyba nie wiedzą, o co chodzi.
-Nie uczyliście się mitologii?- Zanim zrozumiałam, że to nam zadała to pytanie, Peeta odpowiedział:
-Raczej nie…
-No wiecie, o tym jak powstał świat mity i legendy- podpowiedział Apollo.
-My znamy tylko historię naszego państwa.
-Tak jak podejrzewaliśmy. Byli odcięci od reszty świata.- Westchnęła Artemida.- Nadal są.
-Jakiej reszty świata?- Spytałam zdumiona i zniecierpliwiona.
-Na Ziemi, czyli na planecie na której żyjemy jest sześć kontynentów, no i wasz. Siódmy, tylko reszta ludzkości o was nie wie. Stworzyliście coś w stylu powłoki ochronnej, więc uznano, że zmiotło Amerykę Północną z powierzchni ziemi. Ci śmiertelnicy są tacy ograniczeni.- Słuchając wyjaśnień Artemidy, miałam coraz większy mętlik w głowie, zaczęłam się zastanawiać czy ten gaz z wybuchającej strzały nie powodował urojeń, jak jad os gończych, bo byłam prawie pewna, że to nie dzieje się naprawdę.- W każdym razie, oznacza to, że poza granicami waszego państewka żyją też inni ludzie, niektórzy mają lepiej, inni gorzej. Wszędzie są takie sama problemy.- Patrzyłam się na nią osłupienia, jeżeli to nie zwariowałam to ona.
-Chyba nadal nic to im nie mówi…- Mruknął chłopak.
-Nie musi, tylko jedno z nich jest nam potrzebne. Zabieramy chłopaka i wracamy do Grecji.
-Pani Artemido, ale Zeus przysłał nas tutaj właśnie dlatego, że zadanie się skomplikowało.
-Co przez to rozumiesz chłopcze?
-Mamy im pomóc, my herosi- Westchnął, po czym mruknął.- Jak zwykle odwalamy brudną robotę…
-Jak pomóc?- Drążyła Artemida, jej brat Apollo przyglądał się w lusterku na rydwanie, chyba nie skupiając się na rozmowie.
-Jak dotrze reszta, mamy pomóc ich drużynie wypełnić ich zadanie. To nasza misja. Zeus się upa… To znaczy, Pan Zeus wydał takie polecenie Chejronowi.
-Ułożyłem haiku!- Powiedział nagle najwyraźniej podniecony czymś Apollo.
-Nie teraz.- Zgasiła go siostra.
-Wycofujemy się- wyszeptałam. Nie miałam zamiaru stać tu ani chwili dłużej, byliśmy w trakcie wojny. Słuchanie rozmowy obłąkanych ludzi nie pomogło, ani niczego nie wnosiło. Zaczęłam się denerwować. Ile czasu minęło? Co stało się z resztą w tym czasie? My tu sobie stoimy, jak na razie bezpieczni, ale to nie będzie trwać w nieskończoność.
Artemida błyskawicznie wyciągnęła łuk, napięła cięciwę i wystrzeliła w moją stronę. Tym razem nie chybiła, bełt w momencie gdy mnie dotknął rozłożył się w siatkę, oplatając mnie. Zachwiałam się i upadłam na ziemię. 

CDN. ?


Sophie di Angelo

9 komentarzy:

  1. Ja chcę więcej :D bosie boskie boskie ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż chciałabym przeczytać kontynuację :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialne! Mój Boże, mam nadzieję, że napiszesz ciąg dalszy, bo to jest naprawdę niesamowite.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Mam nadzieję, że się zmotywuję. :D

      Usuń
  4. O rany! Tylko geniusz mógł wpaść na pomysł takiego postu! A Ty....pokonałaś sama siebie, naprawdę ten fragment jest wspaniały. Fajnie by było, jakby powstała kontynuacja :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz! Do zobaczenia przy kolejnym poście!
Xoxo